Jak cię widzą, tak cię piszą




Blog > Komentarze do wpisu
FAQ - czyli najczęściej zadawane pytania
Wcześniej FAQ zamieściły Baglady i Aife (możliwe, że ktoś jeszcze - proszę o wybaczenie, jeśli coś przeoczyłam). Moja decyzja o wymyśleniu krótkiego zestawu pytań i odpowiedzi wynika z faktu, że ostatnio dostaję mnóstwo maili od osób piszących prace magisterskie i licencjackie na temat szafiarek. Po kilku rozmowach (bardzo sympatycznych zresztą) zauważyłam, że pytania się powtarzają. Dla ułatwienia napisałam więc kilka gotowych odpowiedzi, które można dowolnie wykorzystywać, jeśli ktoś ma ochotę. O kontakt proszę zatem tylko te osoby, które nie znalazły w poniższym zestawie odpowiedzi na swoje pytanie.

Kim jesteś?

Mam prawie 35 lat, z wykształcenia jestem dziennikarką, od kilku lat pracuję w szeroko pojętym sektorze projektów marketingowych. Mieszkam w Warszawie i uwielbiam to miasto. Pochodzę z Zamojszczyzny. W Zamościu wciąż mieszkają moi rodzice i siostra.

Dlaczego zostałaś szafiarką?

Wyłącznie dla zabawy. Zawsze lubiłam się stroić, dbałam o swój wygląd, starałam się wyrazić siebie poprzez dobór ubrań i dodatków. Dlatego kiedy pojawiły się w sieci pierwsze blogi na ten temat (Ryfki, Anio, nieistniejące już blogi Kajakowo i Pyzy), postanowiłam także spróbować. Bloguję od dwóch lat. Nie mam jednak ambicji trendsetterskich. Najważniejsze dla mnie to pozostać sobą. Jeśli kogoś inspiruję, bawię, poprawiam humor - świetnie. Jeśli nie - trudno, zapraszam na inne blogi. Jest ich pod dostatkiem. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Ile czasu zajmuje Ci blog?

Godzinę, czasami dwie godziny tygodniowo. Zamieszczam zazwyczaj jeden wpis w tygodniu, zdjęcia zwykle robię w weekendy. Na więcej nie mam czasu - pracuję na pełnym etacie, a po pracy robię wiele innych rzeczy (tańczę, uprawiam sporty, uczę się języków, piszę). Wstyd przyznać, ale więcej pracy przy blogu wykonuje mój mąż, a jednocześnie mój fotograf. To on robi fotki, a potem obrabia je w programach graficznych - poprawia światło, kontrast, nakłada efekty. Urody nie poprawia - jest, oględnie mówiąc, umiarkowanym zwolennikiem "fotoszopowania".

Co jest Twoją inspiracją? Czy masz jakieś ikony mody?

Nieustanną inspiracją jest życie. Czerpię pomysły z każdego dostępnego źródła - z obserwacji ulicy, blogów innych szafiarek, blogów o modzie, filmów, koncertów. Moda to szerokie pojęcie nieodłącznie związane z popkulturą, więc zdarza się, że ubieram się pod wpływem określonej muzyki. Ikon mody chyba za bardzo nie mam (bezmyślne kopiowanie od innych kończy się zresztą źle w moim przypadku, bo mam trochę nietypowe proporcje ciała), choć od lat nieustannie podobają mi się stylizacje wymyślone przez Patricię Field na potrzeby serialu "Seks w wielkim mieście". Od jakiegoś czasu lubię także styl Alexy Chung.

Czy czytujesz gazety modowe?

Rzadko. Kupuję, jak coś mnie szczególnie zainteresuje. Od jakiegoś czasu polskie gazety jakoś mnie nudzą, bo mam wrażenie, że w każdej jest to samo. Za to dzień, w którym znajomi przywożą mi angielskiego Vogue'a, jest świętem.

Czy jest coś, czego byś nigdy nie założyła?

Staram się nigdy nie mówić nigdy. Aktualnie odrzucają mnie buty z wąskim czubem, spodnie ogrodniczki i dżinsowy total look. Wciąż nieufnie podchodzę do zestawienia sandałów na obcasie i skarpetek. W ogóle absorbuję trendy bardzo powoli i ostrożnie.

Czy zauważyłaś jakiś pozytywny wpływ blogowania na swoje życie?

Zaczęłam ubierać się w sposób bardziej świadomy - uważniej niż kiedyś. Krytyka czytelników (która daje mi naprawdę sporo) pozwala mi spojrzeć na siebie trochę "z zewnątrz". Dzięki temu zyskałam umiejętność wybrania w sklepie nie tylko takich rzeczy, które mi się podobają, ale też takich, które podkreślą zalety mojego typu urody i sylwetki. Wciąż się tego uczę, zyskuję nowe doświadczenia - najczęściej zresztą metodą prób i błędów.
Dzięki obecności w internetowej społeczności szafiarek więcej wiem także o aktualnych trendach. Posiadanie bloga sprawia, że jestem zapraszana na imprezy modowe, pokazy nowych kolekcji. To miłe i rozszerza moje horyzonty. No i last, but not least - dzięki blogowaniu poznałam kilka osób, które umożliwiły mi pisanie do modowych gazet i serwisów.
W równie dużym stopniu blog wpłynął na życie mojego męża, który dzięki niemu zainteresował się fotografią - ma już w tej dziedzinie pierwsze sukcesy i publikacje prasowe.

A wpływ negatywny?

Mało jest stron negatywnych. Dostrzegam tylko jedną - bywa, że w komentarzach objawia się typowo polskie czepialstwo. Jako szafiarka wystawiam się na strzał, a z możliwości strzału korzystają czasem osoby sfrustrowane. Ludzie, którzy anonimowo wyżywają się na innych, budzą moją głęboką pogardę - nie odpowiadam na ich zaczepki, w ogóle nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Efekty frustracji pojawiają się jednak rzadko - dominuje konstruktywna krytyka, za którą jestem wdzięczna. Oczywiście, żadna krytyka nie jest miła, ale, podobnie jak wizyta u dentysty, jest konieczna i pomocna.

Edit, 27.05: Dostrzegłam ostatnio jeszcze jedną "mroczną stronę" blogowania - mianowicie mam wrażenie, że stworzyłam jakiś swój publiczny wizerunek, moi czytelnicy się do niego przywiązali i stałam się do pewnego stopnia jego zakładniczką. Obawiam się nieporozumień z tym związanych. Boję się także, że osoby, które nie znają osobiście ani mnie, ani moich znajomych, ani mojego stylu życia, zbyt pochopnie ferują wyroki na temat moich strojów.

To jednak oczywiście - co podkreślam - drobiazg w porównaniu z ogromem pozytywów :-)

Czy możesz powiedzieć, że masz jakiś określony styl ubierania? Czy w trakcie prowadzenia bloga styl się zmieniał?

Nie jestem pewna, czy mam jakiś styl - jedyne, co w moim przypadku jest stałe, to zmiana. Lubię być ciągle kimś innym. Ubieram się stosownie do humoru i okazji. Kiedyś bardzo lubiłam styl retro, teraz mi przeszło. Boję się zestawów typu total retro look, bo nie chcę wyglądać jak własna babcia. Aktualnie stawiam na wyrafinowany minimalizm, ale niewiele jeszcze w tej dziedzinie pokazałam i dopiero kompletuję swoją minimalistyczną i monochromatyczną szafę, pozbywając się jednocześnie rzeczy retrowych (rzecz jasna z pewnymi wyjątkami).

Czy masz jakieś swoje ulubione zdjęcia spośród tych, które zamieściłaś na blogu?

Jestem zadowolona ze wszystkich, ale moje absolutnie ulubione zdjęcia można poznać po tym, że przeklejam je potem na swoje konto na modepassie.

Czy masz ulubioną część garderoby?

Buty. Mam ponad 50 par i kolekcja ciągle rośnie - nie umiem się im oprzeć. Ostatnio coraz częściej kupuję także spódnice i sukienki - zdecydowanie wolę je od spodni.

Czy często spotykasz się z innymi szafiarkami?

Rzadko, ale jeśli spotkania się zdarzą, są bardzo miłe. Najfajniej wspominam pierwszy, legendarny już zlot szafiarek, który miał miejsce 8 listopada 2008 r. Może dlatego, że było nas niewiele? A ja nie lubię tłoku.

Jakie blogi szafiarskie lubisz najbardziej?

Wszystkie te, które polecam w linkach po lewej stronie (są opisane jako "wybór subiektywny"). Od czasu do czasu zaglądam także na serwis Polskie Szafy i klikam na chybił trafił. Jeśli coś mi się spodoba, ląduje w linkach.

Czy uczestniczysz w konkursach na stylizacje?

Zdarza mi się, choć rzadko, bo nie lubię ubierać się na akord i dopasowywać do konkursowego tematu. Do tej pory pokazano mnie w Aktiviście i TVN. Wzięłam także udział w pokazie mody zorganizowanym przez serwis Lula.pl

Gdzie najczęściej kupujesz ubrania?

Wciąż w ciuchlandach, choć ostatnio coraz rzadziej, bo odkąd ciuchlandy zrobiły się popularne (nie bez zasługi szafiarek), jest tam niemożliwy tłok. (I w ogóle zatłoczenie sklepów stanowi dla mnie istotne kryterium). Oczywiście, często zaglądam do sieciówek, choć od jakiegoś czasu realizuję w praktyce hasło slow fashion - czyli zakupy rzadsze, ale przemyślane i droższe. Tęsknię do rzeczy dobrej jakości. Po okresie zachłyśnięcia się haemami czy innymi promodami przeżywam fascynację jakością szycia, materiału... Na szczęście Warszawa daje tu sporo możliwości. Butiki młodych projektantów wyrastają jak grzyby po deszczu, odbywają się także cykliczne kiermasze modowe.

Co planujesz kupić w najbliższym czasie?

Chleb i masło ;-) A serio, czaję się na szpilki Christiana Louboutina.

Czy zarabiasz na blogu?

Tak, zarabiam symboliczne kwoty dzięki zamieszczaniu reklam. Pieniądze te nie mają żadnego przełożenia na budżet domowy - raz są, raz ich nie ma. Nie stanowią stałego przypływu, więc traktuję je raczej jak kieszonkowe. Nie wiążę też z blogowaniem/modą przyszłości zawodowej. To tylko hobby. Jedno z wielu.

Czy masz jakieś zasady w stosunku do zamieszczanych na blogu treści reklamowych?

Tak, nie zamieszczam reklam papierosów, alkoholu, dopalaczy ani typowych tekstów sponsorowanych na jakikolwiek temat.
wtorek, 18 maja 2010, morven

Polecane wpisy

  • Jestem czekaniem

    Czekam. Odliczam. Mylę się, odliczam jeszcze raz. Nigdy nie byłam dobra w liczeniu. A im dłużej czekam, tym bardziej narasta potrzeba grafomanii podlanej nazbyt

  • Szybciej

    Sztafeta pokoleń przyspiesza wraz z każdym poruszeniem najnowszego człowieka. Jeszcze nigdy nie czułam namacalności czasu tak wyraźnie. W ciągu ostatnich lat sp

  • Wyznania sprzedajnej

    Oj narobię sobie teraz wrogów, narobię... Ta notka, co tu dużo kryć, powstała pod wpływem wkurzenia - jeśli doczytacie do końca, to domyślicie się, skąd te nerw

Komentarze
Gość: agacior89, *.chello.pl
2010/05/18 17:25:17
TO ja jeszcze jedno mam :D Jakiego używasz aparatu?
-
2010/05/18 19:16:19
e tam ja mam najważniejsze pytanie - jak to robisz ,że wyglądasz na 20 -cia ????? ;-))
-
ferminna
2010/05/18 20:59:49
czytam już bardzo długo Twojego bloga i byłam święcie przekonana, że z wykształcenia jesteś polonistką ;)
-
Gość: nauzykaa, *.wroclaw.vectranet.pl
2010/05/18 22:03:51
miło wiedzieć coś więcej :)
pozdrawiam !
-
Gość: zielony_groszek, *.pruszcz.mm.pl
2010/05/18 22:34:50
Ty serio masz 35 lat? wyglądasz na 22 w porywach... wow...
-
morven
2010/05/19 11:45:50
Nie spodziewałam się, że pod FAQ będą jakieś komentarze, ale oczywiście jest mi bardzo miło, że moje nudziarstwo wywołało jakąś reakcję :-)
Agacior: używam (a raczej Arim używa) aparatu Canon EOS 450D. Do niego mnóstwo sprzętu wszelakiego: oddzielna lampa, odbłyśnik, dyfuzor, statyw itd. Oraz oczywiście kilka obiektywów. Zdjęcia szafiarskie najczęściej powstają przy pomocy obiektywu Canon EF 100mm f/2.8 USM Macro. Sprzętu ciągle przybywa.
Szafa Joanny, Zielony Groszek: dziękuję :-) To najpewniej zasługa genów, bo wszyscy w mojej rodzinie wyglądają młodo. Mam zresztą taką teorię, że każdy wygląda na tyle lat, na ile się czuje, a ja stanowczo odmówiłam bycia dorosłą.
Ferminna: to dla mnie wielki komplement. Dziękuję!
-
Gość: mys, 82.139.156.*
2010/05/19 20:09:20
to ja też se skomentuje, a co. fajnie dowedziec się czegoś wiecej o osobie, ktora zna sie tylko ze zdjec wlasciwie i mimo, ze nie pisze zadnej pracy o szafiarkach milo sie czytalo :) ale wkurzylo mnie sformulowanie "typowo polskie czepialstwo" - rozumiem, że na całym globie nikt nikogo sie nie czepia, wszyscy zyja w zgodzie i harmonii, wszystkie kraje plyna miodem i mlekiem, a tylko Polska jest gownianym zasciankiem, gdzie leje sie żółć i scieki? nie bierz tego do siebie, ale po prostu nie rozumiem skad biorą sie takie idiotyczne związki słów jak wlasnie "typowo polskie czepialstwo", czy "typowa polska nienawiść/zawiść/zazdrosc/zolc/blablabla"
-
Gość: carling, *.wroclaw.mm.pl
2010/05/19 20:09:54
świetny blog!
ja ruszyłam niedawno i zapraszam do siebie, komentarze mile widziane!:)
thefashionreflections.blogspot.com/
Karla;*
-
morven
2010/05/19 23:21:30
Mys: jest to oczywiście określenie subiektywne, wynikające z prywatnych obserwacji i doświadczeń. BTW nadinterpretujesz: Polska jest owszem krajem zawistników, ale nie zaściankiem.
-
Gość: mys, 82.139.156.*
2010/05/19 23:36:49
nie uważam, żeby Polska była krajem zawistników, co więcej, sądzę, że takie gadanie nie tylko w obcokrajowcach wzbudza negatywne uczucia do naszego kraju, ale też w nas samych. Ja jednak mam zamiar twardo się sprzeciwiać takim poglądom. Moim zdaniem są nieprawdziwe i biorą się chyba tylko stąd, że ludzie za często na onetowe fora wchodzą i nabierają się na głupie prowokacje 12latków. Domyślam się, że Twoje subiektywne odczucia mogą się brać z negatywnych komentarzy, ktore pojawiaja sie na blogu, ale to przecież tylko komentarze -_-' nie sądzę, by w innych krajach było jakoś diametralnie inaczej.
-
morven
2010/05/20 11:38:03
Mys: blog i komentarze to zbyt mały wycinek mojego życia, żeby tylko na tej podstawie wysuwać tak daleko idące wnioski. Nie, opinię na ten temat wyrabiałam sobie praktycznie od dzieciństwa i do tej pory wyłącznie się w niej utwierdzam. Zawiść i tzw. schadenfreude to podstawowe wady narodowe Polaków, stanowiące oczywiście równoważnię dla zalet - bo są takie. U mnie na blogu widać te wady stosunkowo mało - mam sporo szczęścia. Ale u innych szafiarek... Zgroza. Czy za granicą jest lepiej? Moim zdaniem jest, choć to nie znaczy, że takich zjawisk zupełnie nie ma.
-
Gość: mys, 82.139.156.*
2010/05/20 17:07:09
no to chyba pozostaje mi tylko współczuć otoczenia, skoro od dziecka tak uważasz. Ja mam inne zdanie, a co do tej zgrozy na innych blogach to chyba też nie do końca się mogę zgodzić. Myślę, że po części szafiarki trochę nakręcają taką atmosferę, bo niektóre odbierają zwykłą krytykę w stylu "te spodnie są brzydkie" jak policzek. Nie mówię o wszystkich, ale zwykle czytam komentarze pod wpisami szafiarek i niestety niektóre są ostro przewrażliwione. A nawet jeśli nie one same to niektóre z komentujących dziewczyn zbyt walecznie reagują na takie komentarze. Zdarzają się czasem typowo chamskie odzywki, ale nie uważam, żeby to był powód do oceniania wszystkich Polaków jako zawistników. I nie sądzę też, żeby za granicą było lepiej, nie wiem czemu ludzie uważają, że wszędzie dobrze byle nie tutaj. No, ale to chyba nie jest jednak miejsce na taką dyskusję :P Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.
-
Gość: polaa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/05/23 10:36:55
Ty i 35 lat? w zyciu! 22 góra!
-
Gość: agacior89, *.chello.pl
2010/05/23 12:54:33
Dzięki za odpowiedź, bardzo mi się informacja przyda :) Bo porównywanie samych danych technicznych niewiele mi daje, a na zdjęciu widzę wyraźnie co można aparatem osiągnąć :)

A schadenfreude, jak nazwa wskazuje, to jest jest typowo polska cecha, choć... Polak i Niemiec- dwa bratanki ;) Jeśli chodzi o internetową złośliwość to mam pewną teorię (która się, o dziwo, z biegiem czasu coraz bardziej sprawdza)- internetowa anonimowość podniwca najczęściej przy pierwszym kontakcie z internetem, potem człowiek zaczyna traktować sieć jako inny wymiar rzeczywistości, wyrasta z dziecinnej zabawy w chowanie się za krzakiem i rzucanie w innych znienacka. Świadczy o tym chociażby coraz bardziej rosnąca popularność serwisów typu facebook, grono, nasza klasa gdzie ludzie odczuwają odwrotną potrzebę- pokazania siebie, swojej twarzy swoich danych osobowych w sieci. Pamiętam, jak 10 lat temu, kiedy internet w Polsce był czymś całkiem egzotycznym i luksusowym, polskich serwisów było niewiele- odwiedzałam zagraniczne fora, gdzie chamstwo było na porządku dziennym. Dziś sytuacja wygąda inaczej i sądzę, że po prostu na zachodzie ludzie zaczęli po prostu poważniej traktować internet. My jesteśmy nieco zacofani, nie tyle w kwestiach umysłowych, co technicznych- i stąd ta cała "dzicz". Ale to tylko taka moja obserwacja, być może mylna :)
-
Gość: bombka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/11 17:16:46
dla mnie to jest roche smieszne, sama wymyslilas pytania i sama sobie na nie odpowiedzialas. Twój styl kompletnie do mnie nie rpzemawia ale to nic dziwnego, jestem nastolatką a ty dorosłą kobietą
-
naburow1
2013/06/03 10:55:49
Może ktoś z forum zastosował już nową dietę dr Mosleya? Chciałabym wziąć się za siebie ale najpierw chciałabym zapytać was o opinie. Czytałam na oficjalnym portalu dr Mosleya 5na2(kropka)pl, że jest bardzo banalna oraz nie zbyt restrykcyjna. Przyznaje, że chwytałam się już kilku diet i niestety wracałam do starej wagi. Liczę na odpowiedź, bo chciałabym się zabrać za siebie w końcu. Cześć.
-
matuszewa
2013/07/12 09:44:30
Czy ktoś z was stosował już nową dietę dr Mosleya? Muszę w końcu wziąć się za siebie lecz z początku chciałabym zapytać was o opinie. Poczytałam na oficjalnym portalu tej diety 5na2(kropka)pl, że jest bardzo banalna oraz nie zbyt restrykcyjna. Przyznaje, że chwytałam się już kilku diet i niestety był powrót do starej wagi. Czekam na jakiś odzew, bo muszę się wziąć za siebie w końcu. Cześć.