Jak cię widzą, tak cię piszą


Kategorie: Wszystkie | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
środa, 18 listopada 2009
Taaaakie rękawy
Niedawno było wieczorowo, a dzisiaj znowu trochę zwyczajniej - ostatnio ciągle noszę ten sweterek (że o butach nie wspomnę). Sama się nie spodziewałam, że trend ze spiczastymi rękawami tak się u mnie zakorzeni - a nie jest to jego ostatnie słowo w mojej szafie. Pół roku temu bardzo na takie rękawy psioczyłam! Cóż, czasem nawet ja bywam ofiarą mody...


Buty - Top Shop, 116 zł
Spodnie - H&M, 29 zł (kupiłam na jakimś dniu wyprzedaży spodni or smth)
Sweterek - H&M, 79 zł
piątek, 13 listopada 2009
Jingle bells ;-)
Należę do zboczeńców, którzy kochają zimę (przy czym okres zimowy liczę od 31 października do mniej więcej początku lutego - potem już jest przedwiośnie, czyli właściwie prawie wiosna). Jako dziecko nie mogłam się doczekać pierwszego śniegu. Pamiętam, że kiedyś już we wrześniu molestowałam mamę: "A kiedy będzie choinka?". Efektem była plastikowa choineczka, podarowana w prezencie urodzinowym.
Choinki w listopadzie denerwują mnie, jak prawie wszystkich, ale będąc mieszkanką miasta stołecznego widuję ten szał od lat i chyba się przyzwyczaiłam. Dlatego, ladies and gentlemen, dziś inaugurujemy na tym blogu sezon kiecek karnawałowych. No dobra, prawda jest taka, że po prostu nie mogłam się doczekać, aż ją Wam pokażę, bo sukienka plasuje się w ścisłym top 10 moich zdobyczy lumpeksowych. Znalazłam ją i długo macałam w skrajnym niedowierzaniu, czy aby nie poplamiona, wszystkie szwy na miejscu, a cekiny nie odpadają. I wszystko było na swoim miejscu - szok.
Cóż mogę powiedzieć więcej? Hohoho, Merry Christmas ;-) I proszę mi nie mówić, że za wcześnie. W Zarze choinka na wystawie stanęła zaraz po 1 listopada ;-) A przecież wszystkie szafiarki kochają Zarę ;-)

Specjalnie dla sukienki powołano do życia DASZ (Domowe Amatorskie Studio Zdjęciowe):

Na pierwszej fotce nie widać dokładnie, jak cudnie błyszczą cekiny. To ciach, wklejam detale:


Sukienka - ciuchland, 22 zł
Buty - F&F, 59 zł

P.S. Ta notka nie jest na 100% serio (mam nadzieję, że każdy się zorientował sam, ale wolałam to napisać).
poniedziałek, 09 listopada 2009
Modowo książkowo
Podobno czytać o modzie to jak śpiewać o jedzeniu, ale zaryzykuję ;-) Odkąd przeszliśmy na czas zimowy, długie jesienne wieczory są naprawdę długie. A co może być lepszego na wieczór niż kubek herbaty i dobra książka?
Moja biblioteka domowa jest bardzo duża, ale książki z modą w tle stanowią w niej zdecydowaną mniejszość. Zapewne właśnie dlatego, że lepiej się stroić, niż czytać, jak inni się stroili. Ale "Sex and the City - kiss and tell" autorstwa Amy Sohn to wyjątek od tej reguły. Dla miłośników serialu - pozycja obowiązkowa. Opisane są wszystkie odcinki, seria po serii. Na potrzeby książki sfotografowano niemal wszystkie kreacje Carrie i jej koleżanek. Obfotografowane są także buty, dodatki, ulubione kawiarnie i kluby dziewczyn, ich mieszkania. Są fragmenty felietonów Carrie, wywiady z aktorami i twórcami (także z Patricią Field). Dokładnie zanalizowany jest styl każdej z czterech bohaterek. Po prostu wszystko! Oglądałam i czytałam tę książkę z otwartą buzią - to istna kopalnia inspiracji. Na dodatek wydana na pięknym, lśniącym papierze kredowym.
"Ludzie w Vogue - stulecie portretów" dostałam w prezencie od kolegów, gdy odchodziłam z poprzedniego działu w pracy. Album pokazuje najsłynniejsze portrety w "Vogue" od początku istnienia pisma, i dzięki temu widać, jak przez lata zmieniały się dekolty, suknie, nakrycia głowy, fryzury, makijaże, ale także sposób oświetlania fotografii. Nie ma tu zbyt wiele do czytania, natomiast materiału do oglądania wystarcza na tygodnie, a potem jeszcze się do niego wraca. Moja koleżanka (zresztą pomysłodawczyni prezentu) śmiała się, że to idealna książka na niezbyt udaną domówkę - dajesz gościowi z komentarzem "Zobacz, jaki mam świetny album" i zostawiasz go z nim na kilka godzin, a on nie ma o to do Ciebie pretensji ;-)
Teraz coś dla miłośników biografii (do których i ja się zaliczam). "Oczarowanie - życie Audrey Hepburn" Donalda Spoto to świetna książka o wyjątkowym stylu wyjątkowej aktorki. Kiedy myślę o latach 50, przed moimi oczami pojawia się właśnie Audrey. Moda tego okresu dzieli się na kilka nurtów i ja zdecydowanie preferuję ten elegancki, wręcz ascetyczny styl damy z dobrej rodziny - nie lubię natomiast pin-upek (jestem feministką i choć uwielbiam się stroić i podkreślać figurę, to idea bycia dziewczyną do przypinania na męskiej ścianie budzi we mnie dreszcz). Dlatego z wielką przyjemnością przeczytałam o przygotowaniach kreacji do filmu "Rzymskie wakacje": "Audrey miała figurę modelki. Choć było to niezwykłe w jej czasach, nie nosiła poduszek na ramionach i nie chciała wypychać sobie biustu. Dokonała istotnych poprawek w projektach Edith*, zmieniając w szczególności dekolty na mniej wymyślne, paski na szersze i buty do szalonych wędrówek po Rzymie na bardziej płaskie. Audrey Hepburn zawsze traktowała kostiumy filmowe jak swe codzienne ubrania i z łagodną stanowczością nauczyła wszystkich projektantów, że nigdy nie założy niczego, co nie znajdzie jej aprobaty lub czego nie zmieni w istotny sposób. Nie myliła się prawie nigdy." Potem jest jeszcze dużo o legendarnej przyjaźni z Hubertem de Givenchy, trwającej do końca życia Audrey. Opowieściom towarzyszy mnóstwo zdjęć. Gdy je oglądałam, myślałam, że Audrey właściwie nie była olśniewającą pięknością. Była po prostu ładna, pogodna (w dzieciństwie nauczono ją, żeby stale unosić kąciki ust, by zawsze mieć przyjemny wyraz twarzy, jak damie przystało) i tak pełna energii i wdzięku, że otoczenie reagowało jak w tytule książki - oczarowaniem. Chciałabym zestarzeć się tak, jak ona. Do końca była zadbana i elegancka. I do końca starała się pomagać - była m.in. Ambasadorką Dobrej Woli UNICEF.
I znowu trochę historii. O książce Feliksa Jabłkowskiego "Romans ekonomiczny - dom towarowy Bracia Jabłkowscy" pisała już Jagna. To w gruncie rzeczy smutna lektura - szlag mnie trafia, gdy pomyślę, że mogłabym mieć w Warszawie sklep w rodzaju londyńskiego Harrodsa, gdyby nie wojna i 50 lat centralnie sterowanej gospodarki. Co parę kartek dosłownie opadała mi szczęka, bo wynalazki, zdawałoby się, całkiem współczesne (jak sprzedaż wysyłkowa) funkcjonowały sobie w najlepsze w Polsce międzywojennej. Właściciele magazynu odbywali podróże "za modą" do Paryża i Londynu, wybierali z trendów co najlepsze i dyktowali je potem w Polsce, współtworząc modowy klimat lat 20 i 30. Prawdziwi trendsetterzy! Ta książka to prawdziwa gratka dla miłośników mody retro. Także wizualna, bo co kilka kartek można obejrzeć przedruki katalogów i biuletynów firmowych. Tak strasznie niewiele z tego zostało... I znowu - smutno :-(

Na przeczytanie czeka jeszcze "Tysiąc lat ubiorów w Polsce" Anny Sieradzkiej. Jak przeczytam, to też o niej napiszę :-)

*Edith Head, projektantka kostiumów scenicznych pracująca w latach 50 i 60 z gwiazdami Hollywood.
niedziela, 08 listopada 2009
Nic nowego
Tak ubrana byłam wczoraj, idąc na urodziny do mojej koleżanki Alicji. W zestawie nie ma nic nowego poza kolczykami (znajoma jubilerka, Meadow, wykonała je ręcznie z białej glinki, w której zatopiła suszone kwiatki), ale ostatnio długo nic nie pokazywałam, więc wrzucam :-)


Kolczyki - 30 zł
Rajstopy - Top Shop, prezent
Buty - Top Shop, 116 zł
Płaszcz - H&M, 179 zł
Plecak - ciuchland, 11 zł
Sukienka - Bershka, 99 zł
Szalik - C&A, 19 zł
Rękawiczki - H&M, 14 zł (w pakiecie była jeszcze jedna para)
poniedziałek, 02 listopada 2009
Swetrzysko
Obciachowe swetry w stylu Marca Darcy'ego to nie moja bajka. Coś jest w stwierdzeniu, że jeśli ktoś dobrze pamięta lata osiemdziesiąte - a ja pamiętam - to raczej czegoś takiego nie założy. Co innego długie swetrzyska (takie bez papugi, renifera, miśków itd). Te, jeśli wychodzą z mody, to na krótko - tak mi się zdaje. Mój sweter jest na mnie za duży, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Ostatnio zresztą w ogóle mam jakiś nagły przypływ sympatii dla wszystkiego, co za duże.

Sweter - Atmosphere, ciuchland, 26 zł
Pasek - ciuchland, 3 zł
Buty - Top Shop, 116 zł

czwartek, 29 października 2009
Kurtka Arima
Dzisiejsza fotka została zrobiona dosłownie parę minut po zakończeniu sesji z niebieską sukienką. Na nogach zostały te same buty i rajstopy. Natomiast na górze, jak widać, eksperyment. Od dłuższego czasu szukałam parki, ale nic z asortymentu dostępnego w sklepach mi się nie podobało. W końcu wkurzona wygrzebałam z szafy starą kurtkę Arima, ściągnęłam wewnętrzne troczki, podwinęłam rękawy i... ku własnemu zdumieniu zauważyłam, że kurtka nadaje się do noszenia. Nie wiem jeszcze, czy i jak często będę ją nakładać, ale wstępne testy wypadły pomyślnie. Oczywiście, jest za duża, ale przez to wygodna. No i teraz podobno modne są za duże ubrania zabrane facetom?

Tło wykorzystane na zdjęciu jest autorstwa Sabriny.

A z innej beczki: dziś ukazał się nowy Dilemmas. Jak zwykle maczałam w nim palce ;-) Bardzo polecam ten numer, bo moim zdaniem jest najlepszy z dotychczasowych. Czyż nie pięknie się nam rozwija nasza gazeta? Teraz tylko druk i na półki w salonikach prasowych... :-)

wtorek, 27 października 2009
Zespół pieśni i tańca
Wprawdzie na razie zaledwie jednoosobowy...

...ale za to pełen zapału:

I bardzo dumny z butów:


Buty - F&F, ciuchland, 62 zł
Sukienka - Troll, kupiona w 1997 r.
Perełki - Galeria Centrum, 25 zł
czwartek, 22 października 2009
Z wizytą u...
Ogólnopolski Dzień Wymiany Ciuchów już za nami. Jeśli udało Wam się wymienić lub sprzedać wszystkie nadwyżki z Waszych szaf - gratulacje. Jeśli nie - ciągle macie szanse na wypuszczenie ich w świat. Zerknijcie za okno - zrobiło się zimno, a tydzień temu padał nawet śnieg. Wasze ubrania mogą się jeszcze komuś przydać. Zwłaszcza te ciepłe - płaszcze, kurtki, szale. Dlatego warto wziąć udział w akcji CIUCH CIUCH. Wystarczy przynieść ubrania do Centrum EkoJa przy ul. Bohdanowicza 5 w Warszawie. Pracownicy Centrum czekają na Was codziennie z wyjątkiem niedziel w godzinach 10 - 20. Instytucja współpracuje z Polską Akcją Humanitarną, co gwarantuje, że wszystkie wasze dary trafią tam, gdzie trafić powinny. Czyli: nie do lumpeksów, gdzie odzież zostanie z zyskiem odsprzedana, tylko do osób potrzebujących. Ale jest też bonus dla was: każdy, kto przyniesie ciuchy, będzie mógł skorzystać z obniżek (do 20%) na zakup całkiem nowych rzeczy w sklepie THE EARTH COLLECTION, mieszczącym się przy Centrum EkoJa. Tu możecie się dowiedzieć więcej o ubraniach tej marki oraz o sposobach ich wytwarzania.

Ubrania są mięciutkie, no i jak miło nakładać coś, co zostało zrobione z prawdziwej bawełny, prawdziwego jedwabiu. Prawda? Byłam, dotykałam, przytulałam. Gwarantuję, że ubrania są ładne, kolorowe, a wzornictwo klasyczne. O, zobaczcie:



Zafascynował mnie fakt, że bawełna może mieć tyle odmian, a jej produkty mogą się tak różnić. Można z niej wyprodukować ubrania przewiewne, chłodne w dotyku, w sam raz na lato - ale też puchate swetry, mięsistą bieliznę, buty.

Byliśmy z Arimem w Centrum EkoJa i traktowano nas nie jak klientów, ale jak gości. To sympatyczne i przytulne miejsce. Pani Marzena, pan Marcin i inni pracownicy cierpliwie odpowiadali na nasze pytania i pozwolili wszystko do woli miętosić. A potem wspólnie piliśmy kawę (w centrum jest także kawiarnia, a wszystko, co serwuje, jest zgodne z ideą Fair Trade) i rozmawialiśmy: o modzie, o tańcu, o muzyce... Dookoła nas biegała dwójka roześmianych dzieci właścicieli. Najmłodsi są tam bardzo mile widziani :-) Specjalnie dla nich są małe mebelki i kredki.

Szczegóły o akcji CIUCH CIUCH znajdziecie na stronie Centrum EkoJa. Polecam!

P.S. To NIE JEST artykuł sponsorowany.
wtorek, 20 października 2009
Koszula taty
Zestaw może bez wypasu, ale za to mocno nostalgiczny - mniej więcej tak (czyli w zbyt wielkie męskie koszule) ubierała się mała Morven w czasach licealnych. Ostatnio znowu mam fazę na taki abnegacki styl. Pobieżne przestudiowanie starych zdjęć wykazało, że różnica pomiędzy moją młodszą i starszą wersją nie jest zbyt wielka - młodsza wersja miała tylko o wiele dłuższe włosy. Ochota na głupawki także ciągle pozostała ta sama.

Cały dzisiejszy dzień frapowała mnie zagadka - dlaczego mój blog z odwiedzalnością ok. 25 tys. odsłon miesięcznie (żaden szał w porównaniu z Ryfką czy Styledigger, ale jednak chyba przyzwoicie) jest tak pieczołowicie ignorowany tu i tam. Żeby nie dostrzec kogoś blogującego konsekwentnie od półtora roku to chyba jednak trzeba się postarać. Albo mieć sporo złej woli. Przykre. Ale co tam! Róbmy swoje, jak śpiewał Młynarski. Najważniejsze to nie dać sobie wmówić, że się jest wielbłądem :-) Wszystkim demonstracyjnie ignorującym dedykuję jaskółkę:

Koszula - naprawdę taty
Buty - stare, używane wyłącznie na głupawkowe spacery
Spodnie - H&M, ok. 70 zł

P.S. Dawno tak dobrze się nie bawiłam podczas robienia zdjęć :-)
niedziela, 18 października 2009
Klonofilia
Często w tekstach na tym blogu potępiałam klony. Niniejszym przyznaję, że źle czyniłam. Wyznam wam wprost: kocham klony. Zwłaszcza, gdy zrzucają listowie.

P.S. Cała idea stroju początkowo opierała się na idei Yin-Yang - zielony punkcik na tle czerni, jak życie kiełkujące nawet wobec umierania, i czerń na tle zielonego, jak śmierć, będąca częścią życia. Ale potem w całość wtrąciło się królewskie złoto Pani Jesieni. I tak już zostało.

Spódnica - C&A, ok. 50 zł
Bluzka - H&M, ciuchland, 20 zł
Buty - Giudi, 159 zł
Rajstopy - a jakiś tam sklepik
Wisiorek - DecoBazaar, 20 zł

A, jeszcze jedno, walczymy do końca!!!! Chwilowo zajmuję w konkursie Plusssszup zaszczytne piąte miejsce ;-) ale cuda się zdarzają, dlatego GŁOSUJCIE :-) Głosować można CODZIENNIE.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9