Jak cię widzą, tak cię piszą


Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 25 lipca 2010
Ameth
Prawie miesiąc temu podjęłam ważną i trudną decyzję - o rezygnacji ze stabilnego zatrudnienia i przejścia na freelancing. To była prawdziwa rewolucja, ale natychmiast stanęła przy mnie solidarna armia aniołów stróżów. W chwilach, kiedy wracały wątpliwości, natychmiast któryś się pojawiał. Pierwszego dnia potrzebowałam czerwonej szminki, aby dodać sobie odwagi. Pięć minut później zagadnęła mnie E. Dzięki niej jeszcze tego samego dnia miałam czerwoną szminkę w intensywnym, hollywoodzkim odcieniu. Potem zaczęły do mnie spływać maile i telefony - gratulowano mi decyzji i odwagi. Zanim minął tydzień, odezwały się do mnie kolejne osoby, a każda miała propozycję pracy, współpracy lub innej pomocy. Co więcej, wciąż ktoś się do mnie w tej sprawie odzywa - zwykle na blipie. Przestałam więc bać się widma śmierci głodowej oraz wizji bezrobotnej żony przy mężu - realizuję właśnie pierwsze zlecenie :-) Niewielkie, ale dodające wiary w siebie. Zaczęłam też znowu pisać :-)
A pod koniec szalonego tygodnia napisała do mnie D. "Wiem, że u Ciebie zmiany, dlatego zmodyfikowałam trochę pomysł naszyjnika". Projekt różnił się od tego, co początkowo sobie założyłyśmy, ale pasował idealnie - złoty topaz, oprawiony w oksydowane srebro. D. nadała mu nazwę Ameth, co w języku Sindarin oznacza tarczę. Nie było lepszego momentu na jego przybycie.

Noszę Ameth przy sobie jak najcenniejszy amulet. Ale nosząc go wiem, że to nie on, ale wy jesteście moim amuletem, a on jest tylko symbolem mojego ukochanego skarbu - ludzi. Dziękuję wam (Małgosia, Beata, Paulina, Marta, Drakonaria, Ania, Bronek, Dominik - to do was) i życzę, abyście zawsze, a zwłaszcza w najbardziej przełomowych momentach, mieli kogoś, kto doda wam otuchy i podaruje czerwoną szminkę.

Buty - F&F, 39 zł
Sukienka - kolejna, wygrzebana ze starej szafy, uszyta przez ciocię ok. 20 lat temu
Wisiorek od Drakonarii - bezcenny
niedziela, 18 lipca 2010
Sowa weekendowa
Nie mam pojęcia, co napisać. Czasem tak bywa. Szukasz słów, a przychodzą same banalne: założyłam to i to, kupione tu i tu. Jakie to ma w gruncie rzeczy znaczenie?

Ponieważ słowa uciekły na wakacje i wrócą, gdy same zechcą (eksploatowałam je przez cały weekend - należy im się chwila oddechu), oddaję głos jednej z moich ulubionych poetek, Małgorzacie Hillar:

O sowie

Zziębnięci
pod przydrożną kapliczką
w noc
kiedy fiołki z zimna dygocą
zawijali się szczelnie
ciepłem swoich ramion

Wiatr strącał im
na głowy gwiazdy
które osiadały
we włosach jak szron

Zazdrościli Matce Boskiej
patrzyła słuchała
wyszła z kapliczki
iść im ze sobą kazała

[...]

Do stodoły
ciepłej i złotej
jak słoma

Matka Boska
sowę wrzeszczącą
z dachu zdjęła

Odeszła uśmiechnięta
ze zgorszoną sową
pod pachą




Na najbliższy tydzień życzę wam... bardzo wielu zgorszonych sów :-)

Tiszert - H&M, 39.90 zł
Spodnie - H&M, 10 zł, kupione z drugiej ręki (tak, to te słynne "dziadkowe" - to się nazywa mieć spóźniony zapłon)
Torba - Zara, 99 zł
Drewniaki - Zara, 269 zł
Kolczyki - zdobyte na swapie, 2 zł

A tu sowi suplement ;-)
poniedziałek, 12 lipca 2010
Even flow, thoughts arrive like butterflies
Jestem zdecydowanie najleniwszą z szafowych blogerek - od powrotu z Openera minął tydzień, a ja dodaję nową notkę dopiero teraz. Ponieważ na samym festiwalu nie zrobiliśmy kompletnie żadnych zdjęć (zakaz wnoszenia na teren imprezy jakichkolwiek aparatów lepszych niż 5mpx), ubrałam się wczoraj identycznie i pstryknęliśmy szybką sesję w celach szafiarsko dokumentacyjnych.

Co do samego festiwalu: było dokładnie tak, jak się spodziewałam. Lans srans, pustka owinięta w złoty papierek, miedź brzęcząca, cymbał brzmiący. Jestem z Warszawy, więc na szczęście mam na to włączony wysoki poziom tolerancji. Ale było też gorąco, plażowo, wakacyjnie. Wzruszająco, gdy w czwartek z dużej sceny popłynęły w przestrzeń pierwsze dźwięki "Even flow". Spontanicznie i radośnie, gdy pod namiotem jam sessionowym młodzi gitarzyści popisywali się umiejętnościami. Chłodno i cicho, gdy patrzyliśmy w gwiazdy przed sceną namiotową, słuchając Archive. Energetycznie, gdy Marika porywała gości festiwalowych do tańca (miała trudne zadanie, jej koncert był ostatnim w ogóle).
A za rok obowiązkowo wracam do Gdyni (w tym miejscu Arim zawsze dodaje, że to zależy od line'up-u).

P.S. Jak wam się podobają moje drewniaki? Ja zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia, ale wiem skądinąd, że to  najbardziej kontrowersyjny trend sezonu. Sprawiają groźne wrażenie, ale są wygodne jak kapcie. Wyjąwszy rzecz jasna chwile, kiedy obcasy toną w piachu.

Kombinezon - allegro, 69 zł
Wisior - Glitter, 35 zł
Drewniaki - Zara, 269 zł
Pasek - zabrałam Arimowi
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Złote popołudnie
Za mną ciężki dzień, przede mną jeszcze trudniejszy. Może dlatego na przekór światu tuż przed zachodem poszłam popatrzeć na słońce i połasić się do trawy. W cywilu. Bez obcasów. Bez torebki. Bez zegarka. Nie chcę już być królikiem z Alicji w Krainie Czarów. Chcę móc zamykać się sama w pokoju, przesadzać zioła w doniczkach, mruczeć razem z kotem, szyć t-shirty, pisać baśnie. Zmieniam rzeczywistość i umieram ze strachu, ale wiem, że to jest ostatni moment, kiedy mogę to zrobić. Za miesiąc czy rok będzie za późno i skończę jak tysiące smutnych, zgorzkniałych kobiet, które w odpowiednim czasie nie odważyły się podjąć wyzwania.

Sukienka - C&A, 25 zł
Baleriny - F&F, 22,50 zł
Kolczyki - zrobiła je dla mnie Elizka




niedziela, 27 czerwca 2010
Steampunk w haremie ;-)
- Mogę ją z ciebie zedrzeć? - zapytała mnie koleżanka A., miłośniczka klimatów steampunkowo wiktoriańskich, zobaczywszy po raz pierwszy moją bluzkę. A. nie miewała do tej pory lesbijskich skłonności, w powietrzu powiało więc zdziwieniem. Uzgodniłyśmy szybko, że bluzkę mogę jej pożyczać. Na razie jednak ciuch wciąż leży w mojej szafie, wyłączywszy chwile, kiedy go noszę. Zazwyczaj łączę tę bluzkę z tulipanowymi szortami (trochę podobnymi do haremowych spodni - widzieliście je już w tej notce), bo pasuje mi kolorem, plus z kolczykami, które kupiłam specjalnie z myślą o poniższym zestawie. A czas sobie płynie banalnym tik tak...

Bluzka - ciuchland, 9 zł
Buty - Reserved, 149 zł
Kolczyki - allegro, 10 zł
Szorty - H&M, kupione w Mofashion, 35 zł

środa, 23 czerwca 2010
Kwiaciareczka ;-)
Ta stylizacja miała wyglądać inaczej (nie wspominając już o tym, że miała ukazać się wcześniej). Niestety, pan listonosz (pozdrawiam!) nie dostarczył na czas przesyłki z allegro i trzeba było kombinować coś na szybko. Skutek jest taki, że zestaw z nowiutkim dżinsowym kombinezonem zobaczycie w bliżej nieokreślonym terminie, a na razie kolejna z setki sukienek z mojej szafy. Tak, naprawdę - zrobiłam małą inwentaryzację i doliczyłam się prawie setki. To jeszcze kolekcjonerstwo, czy już obsesja? Przemilczmy to litościwie...

Ciuchy moje, ale zdjęcia są poniekąd sponsorowane. Podobnie jak wiele innych szafiarek, także i ja biorę udział w konkursie, zorganizowanym dla nas przez Sanoflore, francuskiego producenta kosmetyków. Stawką są zakupy w pewnym sklepie na H ;-) I nie, nie chodzi o Halę Mirowską. A teraz uwaga, reklama: dostałam dwa balsamy Sanoflore do przetestowania i po prostu się od nich uzależniłam. Zwłaszcza od cytrynowego sorbetu do ciała, którego zapach, lekko przełamany goryczką, bardzo mi odpowiada. W przeciwieństwie do innych produktów tego typu nie pachnie jak płyn do mycia naczyń, na dodatek szybko się wchłania... No, ale dość już reklamy.

Jedna z was także może cieszyć się kosmetykami Sanoflore. Mam dla moich czytelników identyczny zestaw jak ten pokazany na poniższym zdjęciu. Nagrodę dostanie trzecia osoba, która na adres morven.at.gazeta.pl prześle prawidłową odpowiedź na pytanie: jakie kwiaty trzymam w ręku? Pytanie jest podchwytliwe, odpowiedź nie jest oczywista, ale wierzę w wasze zielarskie zdolności!

Sukienka - ciuchland, 6 zł
Buty - Reserved, 149 zł
Kolczyki - 10 zł, allegro
Pierścionek - 29 zł, Avon
Pasek - zabrałam Arimowi
Kapelusz - H&M, kupiony dwa lata temu na wyjazd do Portugalii (nie pamiętam już, ile zapłaciłam)
Balsamy - Sanoflore

A zatem umawiamy się tak: teraz idę spać, a kiedy wstanę, zajrzę do poczty. I pamiętajcie: trzecia osoba, która wyśle do mnie mail z prawidłową odpowiedzią, dostanie kosmetyki. Miłej zabawy!

Konkurs rozstrzygnięty! Większość z was typowała, że trzymam rumianek. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że tak może być, dlatego napisałam, że pytanie jest podchwytliwe :-) Tak naprawdę lansowałam się z bukietem maruny bezwonnej. Tymczasem rumianek jest znacznie mniejszą roślinką, a kwiatostany ma uformowane w tzw. koszyczki.
Balsamy Sanoflore wędrują do Anki D. Gratulacje!!!! Także dla wszystkich osób, które typowały marunę.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Wianki zostały rzucone ;-)
...a skoro wianki na wodę rzucone, to lato oficjalnie uważam za otwarte :-) Dziś przesilenie letnie. Ale poniższa fotka - z soboty.

piątek, 18 czerwca 2010
Hej ho, hej ho - odcinek nie pamiętam który
O, jakoś dawno nie było zestawu z cyklu "Morven idzie do pracy"? Naprawiam to skandaliczne zaniedbanie, bo jeszcze ktoś pomyśli, że na co dzień śmigam w wintydżowych sukienkach (niestety, nie mogę). Zdjęcia powstały wczoraj ok. 19 - po powrocie z korpo. Ot, taka dokumentacja dla potomnych ;-)

Tiszert - ciuchland, 5 zł
Torba - Zara, 99 zł
Wisior sowa - Promod, 29 zł
Baleriny - F&F, 39 zł
Spódnica - Zara, 29 zł
Marynara - Zara, 199 zł

niedziela, 13 czerwca 2010
A jednak wciąż vintage
Jakoś straciłam ostatnio serce do tego bloga, mimo wszystko. Moi czytelnicy chyba to wyczuwają, bo ogólnie panuje tu jakby mniejszy ruch niż zazwyczaj. Może dlatego, że zarówno przed założeniem bloga, jak i teraz, trzymałam się wciąż tego samego? Nie takie to dziwne, że się opatrzyło... Trendy i zmiany mijają mnie ze świstem, a ja uśmiecham się i wesoło macham im na pożegnanie. Nie pójdę za nimi. Zostanę przy swoich sukienkach z ciuchlandu. Bo są takie rzeczy, które się nie starzeją. A jeśli już, to z godnością :-)

Nawiasem mówiąc, ciuchlandy kochają mnie i na mój widok z radością odkrywają swoje mroczne zakamarki ;-) W ten sposób wydałam ostatnio 32 zł na torbę zawierającą łącznie osiem ciuchów. Na pewno będę je tu pokazywać.

Sukienka - ciuchland, 9 zł
Pasek - Topshop, 59 zł
Buty - H&M, 63 zł
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Leśne licho
Ufff, wróciłam... Przepraszam za nieobecność - tak skutecznie zapadłam w lasy, bagna i insze zarośla, że nie chciało mi się z nich nosa wychylać.

Początkowo miała to być kolejna krótka notka z dedykacją. A zatem - od zaległej dedykacji zacznę. Chciałabym zadedykować poniższe zdjęcia i przesłać najcieplejsze uściski wszystkim uczestnikom zlotu w Grotnikach koło Zgierza (zainteresowani wiedzą). Byłam zaskoczona, dowiadując się, ile osób ze środowiska, wydawałoby się, zupełnie niezainteresowanego ciuchami i modą, czytuje tego bloga. Jest mi bardzo miło. Jakoś tak się zresztą zwykle składa, że za każdym razem, kiedy mam wątpliwości co do sensu blogowania, jak spod ziemi wyrasta ktoś, kto mnie do tego sensu przekonuje.
Szczególnie serdecznie pozdrawiam uczestników moich warsztatów tanecznych. Pękam z dumy, że w ciągu 90 minut udało mi się aż tyle nauczyć, a nawet zaszczepić irlandofilskiego bakcyla w kilku osobach. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli kontynuować to, co zaczęliśmy :-)
Hm... a co poza tym? Poza tym jak widać:

Podczas kilku dni spędzonych poza Warszawą przypominałam sobie - nieśmiało i opornie - kim tak naprawdę jestem. I wyszło, że chyba wcale nie tą modnisią, chowającą smutki za fasadą uśmiechu. A w każdym razie nie tylko nią.
Tak, jak widać na fotkach, nosiłam się często we wczesnych latach studenckich. Łączenie długich spódnic z martensami było wtedy powszechne. Czy teraz tak jest, nie wiem. Powiedzmy, że to kolejna manifestacja "antymody". Poczułam się w tym zestawieniu zaskakująco dobrze - było tak bardzo moje, choć w starej spódnicy poleciała gumka (i trzeba było naprędce spinać i naprawiać), a martensom starły się noski. Lepiej by to wyglądało, gdybym ciągle nosiła długie włosy, jak 10 lat temu. No, ale jest jak jest :-) Parę lat więcej, parę kilo więcej, te sprawy... ;-)

A tu zbliżenie na torbę, kupioną w Galerii Qarat. Nie była tania, ale warto było. Pasuje do romantycznego imidżu leśnego licha, czyż nie? ;-)

Podróże przez roztoczańskie krzaki i bezdroża miały też sporo walorów edukacyjnych. Czy wiecie na przykład, co należy zrobić, gdy na środku szosy znajdzie się pisklę, i to na dodatek pisklę chronionego gatunku? Arim i ja tego nie wiedzieliśmy. Zamojskie ZOO (czyli najbliższa placówka, która ma cokolwiek wspólnego ze zwierzętami innymi niż pies, kot czy krowa) stanowczo odmówiło pomocy. Powiedziano nam przez telefon, że obowiązek zajęcia się zwierzęciem ma właściciel terenu. Fantastycznie, pomyśleliśmy, z całą pewnością Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad pomoże nam w nakarmieniu młodego dzięcioła, któremu nie wyszła pierwsza próba lotu. Zanim wpadliśmy na to, że należy zadzwonić do warszawskiego Ptasiego Azylu, dzięciołek przejechał z nami ok. 20 km. Następnie wykonaliśmy w tył zwrot i - zgodnie z instrukcją Pani z Azylu - wypuściliśmy malucha w bezpieczne zarośla w pobliżu miejsca, w którym go znaleźliśmy. Mam wielką nadzieję, że jego rodzice zdołali go namierzyć i zapach ludzi w niczym nie przeszkodził.
A oto dzięcioł we własnej uroczej osobie (w czułej dłoni Arima):

Arim rozszalał się z fotografowaniem. Plon kilkudniowej wyprawy jest spory, ale nie wszystko jeszcze przejrzeliśmy - na razie jest tylko tyle. No, ale liczy się jakość, nie ilość :-) Zdjęcia będą sukcesywnie wrzucane do portfolio na deviantarcie.

Spódnica - kupiona z 10 lat temu w jakimś india shopie
Torba - Galeria Qarat, 130 zł
Martensy - Allegro, 122 zł
T-shirt - Ciuchland, 5 zł
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13