Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Konkurs walentynkowy
Zbliżają się Walentynki, zwane przeze mnie ironicznie Międzynarodowym Dniem Tynkarza. Czy zakupiliście już odpowiednią ilość serduszek i otynkowaliście nimi elewacje swoich domów? Tak, zgadliście - mam do tego święta stosunek lekko prześmiewczy, ale to nie przeszkadza mi w ogłoszeniu konkursu - każda okazja jest bowiem dobra, gdy w grę wchodzi wyzwolenie pokładów uśpionej kreatywności. Sponsorem konkursu jest firma Kinga, producent pięknej damskiej bielizny.

Napiszcie proszę limeryk na jeden z trzech następujących tematów:

- walentynki
- szafiarki
- moda

W tym momencie zapewne pojawi się pytanie - a cóż to za zwierz, ten limeryk? Otóż jest to wierszyk o stałym (warunek konieczny) układzie rymów i narracji. Obowiązkowe jest wprowadzenie bohatera i miejsca. Są tacy, którzy twierdzą, że dobry limeryk powinien być lekko sprośny, ale ja się do nich nie zaliczam ;-) No i last, but not least: limeryki wymyślili Irlandczycy, a wszystko, co wynalazła ta nacja, z definicji uważam za dobre.

Oto przykład limeryku, napisany przeze mnie na kolanie pięć minut temu:

Raz pewnej szafiarce z Warszawy
Zachciało się chwały i sławy
Więc ciuchów nakupiła
I bloga założyła
Lecz los nie był dla niej łaskawy.

A teraz najlepsze: co można wygrać. Otóż stawką w konkursie są komplety bielizny (z wyjątkiem gorsetów). Przewidziane są trzy miejsca. Zwycięzcy będą mogli wybierać spośród zestawów prezentowanych na stronie producenta. Ja już tam byłam i zapewniam, że dostałam stuprocentowego oczopląsu. Powiem wam też w tajemnicy, że Ci, którzy w komentarzach narzekali na moją stanikową abnegację, być może wkrótce stracą powodu do marudzenia.

Teraz trochę technikaliów organizacyjnych:

- Konkurs potrwa do 14 lutego 2010 roku do północy. Dwa tygodnie to mnóstwo czasu :-) Zgłoszenia można wysyłać na mój adres mailowy podany w linkach po lewej stronie. Nie wysyłajcie zgłoszeń na blipie ani facebooku, bo się zgubią.
- Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 16 lutego (do końca dnia).
- Jeśli chcecie, możecie połączyć w jednym limeryku wszystkie tematy.
- W jednym zgłoszeniu można przysłać dowolną liczbę wierszy.
- Błędy ortograficzne oraz interpunkcyjne nie dyskwalifikują pracy, ale skutecznie zmniejszają jej szanse.
- Od kilkunastu dni przeczesuję internet i książki w poszukiwaniu limeryków. Mam też pod ręką niezłych konsultantów wyśmiganych w temacie. Mała szansa, że uda się przepchnąć cudzą pracę jako własną. Nie radzę więc oszukiwać. Konsekwencje będą straszne ;-)
- W sprawach spornych decyduje mój (i wasz) zdrowy rozsądek.

Do dzieła!

P.S. Nieustająco przypominam o wyprzedaży swoich ciuchów i dodatków na allegro. Cały czas pojawiają się nowe. Warto zaglądać :-)
poniedziałek, 25 stycznia 2010
A gdyby było lato...
...to ubrałabym się tak:

Jest to, rzecz jasna, marzenie ściętej głowy. Do lata jeszcze dobre pół roku, a zimę także lubię. Problem w tym, że nie chcę Was zanudzić pokazywaniem wciąż tych samych płaszczy, a tak odważna jak Styledigger absolutnie nie jestem. Musicie mi zatem wybaczyć kolejny nieadekwatny strój - w końcu zawsze można pomarzyć.

Przy okazji zarowej tuniki (sukienki? bluzki? Właściwie sama nie wiem, co to jest - kupiłam, bo oczarował mnie materiał i ten "wodny motyw") na nowo odkrywam uroki jedwabiu. Ten cudowny materiał potrafi ogrzewać, kiedy trzeba, a latem także chłodzić. Dotyk jedwabiu na skórze również jest nie do podrobienia. To bardzo miła odmiana po gryzącej wełnie najgrubszego z grubych swetrów (dzisiaj w nocy w Warszawie było -25 stopni!).

Tunika - Zara, 119 zł
Buty - C&A, 139 zł
Legginsy - Gatta, 29 zł
Bransoletka - Avon, 20 zł
niedziela, 24 stycznia 2010
Niedziela
Tak ubrana (z dokładnością do butów - oryginalnie miałam na sobie botki z Topshopu + rzecz jasna czapkę, szalik, rękawiczki i płaszcz) pojechałam dzisiaj do kina na film "Będzie głośno". Po powrocie Arim pstryknął mi kilka zdjęć i zaśmiałam się, kiedy je zobaczyłam - dotarło do mnie, że nawet podczas weekendu ubieram się prawie tak, jak do pracy... Zdjęcia pokazują jeszcze jedno: w zasadzie każdą rzecz z zestawu, który dzisiaj oglądacie (z wyjątkiem gobelinowej torebki), już tu prezentowałam. Jak widać, można być szafiarką i nie kupować wciąż nowych ciuchów.


Spódnica - Zara, 29 zł
Sweter - H&M, 79 zł
Torebka - ciuchland, 17 zł (w internetowych sklepach vintage widziałam podobne w cenie pięciokrotnie wyższej - sama nie wiem, czy bardziej mnie to śmieszy, czy bulwersuje)
Buty - zdobycz ze swapa
Rajstopy - prezent; są z włókna bambusowego, bardzo miękkie i ciepłe, polecam :-)
Koraliki - Galeria Centrum, 10 zł

P.S. Sukcesywnie wrzucam kolejne rzeczy na allegro. Ceny niewysokie - chodzi mi głównie o uporządkowanie szafy i przygotowanie jej na nowy sezon. Polecam się ;-)

poniedziałek, 18 stycznia 2010
Wygrzebek tygodnia ;-)
Powróciło do mnie szczęście grzebacza - wykopałam w ulubionym ciuchlandzie słodkie buty i koszulkę, co w połączeniu z nową spódnicą ułożyło mi się w optymistyczny strój tancerki jive'a. Nic, tylko włączyć sobie muzykę z "Grease" i udawać, że ma się coś wspólnego z tańcem towarzyskim ;-) Podrygiwanie po domu bardzo poprawia humor, co serdecznie wszystkim polecam w tym ponoć najgorszym dniu roku.

Oczywiście, że tak nigdzie nie wyszłam - na razie jest za zimno. Ale miałam ochotę na jakiś kolorowy letni strój, choćby li tylko do parzenia kawy w kuchni - ot, tak na przekór naburmuszonemu światu.

Koszulka w paski - Tally Weijl, ciuchland, 4 zł
Buty - ciuchland, 23 zł
Skarpetki - Calzedonia, 10 zł
Spódnica - (apage satanas) H&M, 99 zł
niedziela, 17 stycznia 2010
My się zimy nie boimy!
...bo ją kochamy! I nieważne, że przy dzisiejszym wietrze temperatura odczuwalna oscylowała koło minus dziesięciu. Przed mrozem można się łatwo ochronić, a surowe piękno zimy jest niepowtarzalne.

Wszystkich zatroskanych stanem moich nerek, korzonków i stawów spieszę poinformować, że mimo rozpiętego płaszcza zupełnie nie marzłam. Pod płaszczem miałam długaśny sweter (pokazałam go już raz w tej notce), pod swetrem tiszert z długim rękawem, pod tiszertem koszulkę na ramiączkach... jednym słowem ubiór na cebulkę rządzi. Buty w stylu zespołu Mazowsze także służą mi dzielnie. Sprawdzone w boju, czyli na mrozie i zamarzniętym śniegu, pokazały swoją dodatkową zaletę - nie ślizgają się. W takim stroju byłam wczoraj w kinie na "Sherlocku Holmesie" :-)




P.S. Mam cichą nadzieję, że nie zostanę rozstrzelana przez modową policję za torebkę z kożucha - może i obciachowa, ale mi się podoba :-)
P.S.2 Bym zapomniała! Znowu zrobiłam porządki w szafie i wystawiłam kilka rzeczy na allegro. Zaglądajcie tam, w najbliższych dniach będzie jeszcze więcej.

Płaszcz - Pimkie, cena zapomniana, bo kupiłam go wiele lat temu
Buty - F&F, ciuchland, 62 zł
Czapka - H&M, 29 zł
Sweter - Atmosphere, ciuchland, 26 zł
Pasek - ciuchland, 3 zł
Torba - Private Member, 19,90 zł
Broszka - Galeria Popo, 15 zł
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Recydywistka
Wysoki Sądzie! Zdaję sobie sprawę, że zasługuję na potępienie. Proszę mnie jednak nie odebrać źle - nie proszę o wyrozumiałość, ale o zrozumienie. Istnieją bowiem ważkie argumenty, dla których postąpiłam tak, a nie inaczej.

Wysoki Sądzie, znowu powtórzyłam ten postępek - nabyłam przedmiot, który stanowi ukoronowanie męczarni innej istoty żyjącej. Rzecz jasna, istota już nie żyje, ale jej marne resztki w postaci skórzanej kurtki wiszą w mojej szafie i co gorsza, budzą moje głębokie zadowolenie. Tak, odczuwam również wstyd i niepokój. Staram się żyć świadomie i nie szkodzić światu wokół siebie. Dysonans poznawczy nakazał mi wyznać winę i prosić o wybaczenie. Na swoją obronę mam jednak kilka argumentów. Proszę o ich wysłuchanie, zanim zostanę potępiona:
- uznałam, że skórzana kurtka z szufladki z napisem "trend" przeskoczyła o szczebelek wyżej i powoli zyskuje szlachetne miano klasyki. Zakup takiej kurtki potraktowałam jak inwestycję i byłam gotowa wydać naprawdę sporo, żeby tylko być absolutnie pewna, że to jest właśnie to, o co mi chodzi.
- żadna z kurtek ze sztucznej skór nie wyglądała tak, jak chciałam. Większość była źle uszyta. W niektórych pruła się podszewka. Żadna nie miała klasycznego kroju. 99% z nich miała nity, ćwieki i hafty, których nie lubię. Tylko klasyczna kurtka z prawdziwej skóry była odpowiedniej jakości i nie była "naćkana" nadmiarem niepotrzebnych ozdób.
- kurtka z TopShopu błyskawicznie zainspirowała moją wyobraźnię. Od pierwszej chwili przebiegło mi przez głowę wiele zestawów z nią w roli głównej. Wydaje się pasować do wszystkiego. Czuję się w niej sobą.
- kurtka przywodzi na myśl ukochane skojarzenia. W liceum sympatyzowałam z subkulturą depeszowców, a podczas nudnych lekcji na ostatniej stronie zeszytu wypisywałam przeróżne głębokie myśli w rodzaju "I can't understand what makes a man hate another man, help me understand".
Wysoki Sądzie, jestem świadoma zła i bólu, który wiąże się z moim zakupem. Zdaję sobie sprawę, że za chwilę zostanę zlinczowana przez siostry ekolożki, do których nota bene czuję mnóstwo sympatii. Mam poczucie winy i rzadko świadomie popełniam występki tego rodzaju, co mnie zapewne nie usprawiedliwia. Biorąc jednak pod uwagę powyższe okoliczności łagodzące, proszę o łagodny wymiar kary.


kurtka - TopShop, 609 zł
bluzka - Zara, 45 zł
czwartek, 07 stycznia 2010
Charlotte York jeszcze raz
Zdjęcie, które oglądacie poniżej, zostało zrobione na kilka dni przed Nowym Rokiem. Miało się ukazać tydzień temu z górką.

Byłam wtedy bardzo szczęśliwa i przekonana, że jedyne, co łączy mnie z Charlotte, to podobny gust i prawie identyczny płaszcz (chociaż ona swój kupiła u jakiegoś projektanta za kosmiczne pieniądze, a ja swój na allegro i tylko trochę go przerobiłam u krawcowej). Nowy Rok niestety przyniósł kilka nowych analogii. Nigdy nie identyfikowałam się z Charlotte bardziej niż teraz, leżąc w łóżku i gapiąc się w ścianę przed sobą. Za kilka dni wstanę, pójdę do pracy i stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było.
Na szczęście oprócz smutnych wieści jest też parę miłych:
- pochwalił mnie Tomasz Jacyków w programie Dzień dobry TVN (na pohybel marudom, którym mój pomysł z tej notki się nie podobał - cóż, jeszcze się taki nie urodził, co każdemu by dogodził)



- zdjęcie z tym samym zestawem pojawiło się na blogu Aktivista
- dostałam fajny prezent gwiazdkowy, zaprojektowany i własnoręcznie wykonany przez niezrównanego Arima
- jestem silniejsza i bogatsza o nowe doświadczenia
- mam wielkie plany na nowe teksty i stylizacje (także dla Dilemmasa, jeśli pani redaktor naczelna pozwoli)

Płaszcz - allegro, 120 zł
Buty - Giudi, 159 zł (wiem, że ciągle je noszę, ale potencjalne zamienniki jakoś nigdy mi nie pasują do całości)
Torebka - ciuchland, 11 zł
Czapka - H&M, 29 zł
Pasek - H&M, 29 zł
Rękawiczki - H&M, 10 zł