Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 30 stycznia 2011
Reaktywacja
Pogłoski o mojej śmierci są grubo przesadzone! ;-) A nawet, że tak powiem, żyję podwójnie. Zmieniły się moje rozmiary, zmieniło się moje nastawienie do wielu spraw i w ogóle wszystko się zupełnie pozmieniało. A że nie mam w sobie żyłki ekshibicjonistki, nie chciałam opisywać tego na blogu. Tym bardziej, że znając niektórych czytelników, a nie chcąc wyciągać na światło dzienne spraw prywatnych, mogłam niezawodnie liczyć na przemiłe komentarze w rodzaju: "Przytyłaś", "Masz pryszcze", "Co to za workowata sukienka" itd. Przyszedł jednak moment, kiedy uznałam, że czas na coming out - tym bardziej, że nawet moja mama zapytała mnie, kiedy będzie nowy wpis na blogu...

Rozmiary początkowo niewiele się zmieniały, co uśpiło moją czujność. Aż któregoś dnia, wybierając się na imprezę, rozpłakałam się przed szafą, bo znienacka w nic się nie zmieściłam. Cała ogromna kolekcja ubrań - kompletnie bezużyteczna! Dla modowej blogerki to jednak był pewien szok. Równie dobrze mogę zapieczętować szafę i otworzyć ją dopiero późnym latem. Za to biust rósł jak szalony. Musiałam więc przemóc się i oddać w sprawne ręce brafitterki. Skończyło się beztroskie bieganie bez stanika - ni stąd ni zowąd dojechałam do miseczki rozmiaru DD i sprawa wciąż jest, że tak powiem, rozwojowa.

Nie miało sensu kupowanie czegokolwiek na wyprzedażach - interesują mnie wyłącznie działy typu maternity, a tam rzadko coś tanieje. Wstępna selekcja wykazała, co następuje:

- dział Mama w H&M to w większości ubrania szaro bure, długie i paskudne. Worek pokutny gratis.
- w Zarze dział dla ciężarówek w ogóle nie istnieje
- w New Looku podobno istnieje (allegro to potwierdza), ale w warszawskim sklepie go nie stwierdzono. Może słabo szukałam.
- Kappahl daje radę, ale Kappahl generalnie ma sporą ofertę ciuchów w rozmiarze małego namiotu. Największy namierzony rozmiar to 52. Mam nadzieję, że nie upadnę aż tak nisko. Obawiam się jednak, że ewentualna nowa kolekcja Vintage Stories kompletnie zignoruje osoby większe niż 42. Ja na razie plasuję się gdzieś około 40.
- Asos nie pozwolił mi zwątpić w modę i zaoferował całkiem pokaźny dział maternity. Na razie kupiłam tam jedną sukienkę, która okazała się... za duża ;-) Czekam na zamianę.
- rodzimy Salt&Pepper zaoferował olśniewający wybór w postaci jednej paskudnej sukienki z satyny
- google po wpisaniu hasła "ubrania dla ciężarnych" wyrzuca wiele sklepów, a w nich niemal wyłącznie bluzy odcinane pod biustem, tuniki i sukienki z dzianiny. Szukałam szkarłatnej litery, ale nie było.
- ze znanych mi ciuchlandów internetowych tylko Vintage Agi ma dział "ciążowy" - jest w nim jedna bluzka i jedna sukienka.
- są jeszcze specjalistyczne sklepy stacjonarne, ale ubrania w nich są drogie, jaskrawe i poliestrowe. Z obowiązkową kokardką pod biustem.

No i słusznie! Po co ciężarnym ubrania. A jeszcze modne ubrania - ekstrawagancja. Gdybym była przyzwoita, zamknęłabym się w domu i nie pokazywała nikomu na oczy. Problem w tym, że chcę przechodzić ten czas w czymś ładnym. Kolorowym. Uwzględniającym nie tylko specyficzną fizjonomię, nie tylko potrzebę wygody, ale i trendy.

Tyle szczerych wyznań na dziś. Obiecuję, że w kolejnym odcinku dla odmiany niczego się nie przyczepię.