Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
sobota, 21 lutego 2009
Ubrania są jak wino
Akcja wymyślona przez Harel sprowokowała mnie do zrobienia małych porządków w szafie. W wyniku tej pożytecznej działalności miałam okazję po raz kolejny stwierdzić, że więcej niż połowa moich ubrań to łupy z ciuchlandów oraz prawdziwe vintage, czyli bardzo wiekowe rzeczy znalezione w wielkiej, starej szafie rodzinnej. Jednak widoczna poniżej bluzka z dzianiny lśni wśród nich blaskiem wyjątkowym, ponieważ została zrobiona ręcznie na szydełku przez moją babcię. Pobieżnie oszacowałam jej wiek na minimum 20 lat. Prawdziwego wieku nie dowiem się już nigdy. 20 lat... To więcej niż mają niektóre polskie szafiarki.

Mam zresztą wrażenie, że kiedyś przywiązywano większą wagę do jakości materiału i wykonania. Nawet peerelowskie bluzki i spódniczki (tak, mam takie! I ciągle jestem w stanie je założyć) trzymają mi się lepiej niż koszulki z haemu, wyrzucane po jednym-dwóch sezonach. I jak tu nie kochać vintage?

P.S. EDIT: już po opublikowaniu wpisu zadzwoniła do mnie moja mama. Okazuje się, że bluzka ma nie 20, ale.... 40 lat. Została dla niej zrobiona tuż przed jej maturą - w 1969 roku. To był rok! ;-)
Oraz EDIT 2: profesjonalistki podpowiadają, że bluzka nie została zrobiona na szydełku, tylko na drutach. A ja nie mam powodu, żeby im nie wierzyć, albowiem niestety jestem pozbawiona jakichkolwiek zdolności manualnych.
niedziela, 01 lutego 2009
Kar nawał
...czyli nawał kar. Bo czy ktokolwiek obchodzi jeszcze prawdziwy karnawał w wielkim mieście, gdzie imprezować do białego rana możemy przez cały rok? Nie! W styczniu i lutym większość młodych osób (czyli tych najbardziej chętnych do zabawy) poprawia stopnie w szkole, mozolnie biega z indeksem po zaliczenie czy uczy się do sesji. Ale od czego wyobraźnia? W wyobraźni wkładamy piękną suknię, ciut dłuższą niż zwykle... Dobieramy do niej niecodzienne dodatki. A potem dama wsiada do karocy i przez zaśnieżony świat jedzie do wielkiego teatru, w którym odbywa się ten jeden, jedyny bal. A zanim wysiądzie, rzuci zza ramienia tylko jedno, spłoszone spojrzenie.

Ta sesja zdjęciowa była chyba najdłużej planowaną ze wszystkich na moim blogu. Już od miesiąca szukałam odpowiedniego pleneru, oglądałam, przebierałam i wybierałam. Tu nie, bo za dużo ludzi. Tam też nie, bo za słabe światło i zdjęcia nie wyjdą. A kiedy już zwątpiłam w to, że w ogóle kiedykolwiek powstaną, przypomniałam sobie o holu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. To tam ostatecznie powstały fotki. Strój w początkowych zamierzeniach miał wyglądać nieco inaczej - planowałam kupienie woalki, ale potem doszłam do wniosku, że retro traktowane zbyt dosłownie jest sztuczne i wygląda jak przebranie. Poprzestałam więc na etoli i przyznam, że nosząc ją pod płaszczem byłam nieźle zaskoczona. Wprawdzie poszerza ramiona, ale grzeje o wiele lepiej niż jakikolwiek szalik, a przy tym jest tak mięciutka i delikatna, że nie mogłam się powstrzymać od jej ciągłego macania i miziania. Polecam więc staroświecką etolę zamiast nowoczesnego szalika.


OK, na razie koniec z retroaktywnością, na następnych zdjęciach będzie coś mniej babciowego.

Etola ze sztucznego futra - ciuchland internetowy Mofashion, 35 zł
Sukienka - Peek&Cloppenburg - 200 zł
Torebka - Avon, ok. 40 zł
Rajstopy - prezent
Buty - Deichmann, odkupione na allegro od Styledigger, 62 zł