Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
sobota, 27 lutego 2010
Ten straszny sklep na Z
Sieciówki wraz z nowym sezonem zaatakowały - ledwie z rana zachwycałam się wiosennym lookbookiem Zary (do obejrzenia tutaj), a już po południu nie wytrzymałam i kupiłam sobie tam sukienkę.

Liczba sukienek w mojej szafie powoli zaczyna dobijać ilościowo do butów, spodni zaś nie kupiłam od pół roku. Z zarowych nowości ostrzę sobie zęby jeszcze na marynarski trencz (w lookbooku go nie ma: jest granatowy, ze złotymi guzikami, materiał z domieszką jedwabiu - dobrze się układa, ale cena 289 zł jest mimo wszystko dość wysoka). Być może wreszcie też przestanę się opierać modzie na koronkowe bluzki i spódnice. Cieszę się, że powracają apaszki, noszone trochę jak harcerska chusta - mam ich całkiem sporą kolekcję. Poza tym niedbałe zamotki z szalika, jakkolwiek bardzo wygodne, już trochę mi się przejadły jako dodatek.
Tak, sieciówki to straszne zło, ale co my byśmy bez nich zrobiły?


Sukienka - Zara, 99 zł
Buty - H&M, 63 zł
Korale - Rossman, 10 zł
niedziela, 21 lutego 2010
Pop up shop
I jeszcze obiecane parę słów o modowym kiermaszu :-)

Są dwie nowiny, dobra i zła. Dobra - Pop Up Shop będzie się odbywał raz w miesiącu, więc ci, którzy nie zdążyli dojechać do Centrum Cybernetyki w ten weekend, mają jeszcze szanse. Zła - ceny ciuchów zaczynają się od 100 zł, a zazwyczaj są znacznie wyższe. Jeśli jednak wskutek przemyśleń postawiło się na świadome kupowanie, jakość nabywanych rzeczy i ich niepowtarzalność, to ceny przestają przerażać. Poza tym i tak na pewno jest taniej niż u Diora i Chanel :-)

Co mnie zachwyciło? Tradycyjnie, Green Establishment. Bluzy She Roll (jaki świetny pomysł - obszywać zwykłe, bawełniane bluzy koronką lub aplikacjami wzdłuż zamka). Kolekcja Szwalni, o której już wspominałam w relacji z otwarcia showroomu na Cybernetyki. Recyclingowe szaleństwa Joanny Paradeckiej. "Grube" wisiory filcowe Kariny Królak.




Było też coś dla panów...

Zwiedzanie stoisk sprawiło, że wyszłam z mocnym postanowieniem: kupuję maszynę do szycia! Wprawdzie szyć kompletnie nie umiem, ale przecież nie święci garnki lepią. W wielu przypadkach to, co zobaczyłam podczas imprezy, nie było bardzo skomplikowane - opierało się jedynie na prostym pomyśle, łatwym do powtórzenia w domowych warunkach. Jeśli więc w najbliższym czasie zobaczycie u mnie na zdjęciach jeszcze bardziej czerwone i pokłute palce niż zwykle, to już wiecie, czemu można to zawdzięczać.

PS A już niedługo... ;-) Czujność wskazana!

sobota, 20 lutego 2010
101
Ponieważ poprzedni wpis blogowy był dedykowany zwycięzcom konkursu na limeryk, nie odnotowałam tam, że jest to równocześnie wpis numer 100. Zdecydowałam, że świętowanie i podsumowania przełożę na następny raz - stąd mamy więc dzisiejszy tytuł (a także, co wyszło przypadkiem, ale co zauważyłam z przyjemnością, jest to tytuł mojej ulubionej płyty koncertowej).

Fakt, że dopiero po blisko dwóch latach pisania docieram do setnej notki, świadczy o tym, że jestem jedną z najbardziej leniwych blogerek. Przyczyną takiej sytuacji jest jednak paradoksalnie moje zabieganie. Robię wiele rzeczy, a blogowanie plasuje się gdzieś na przedostatnim miejscu na liście priorytetów. Mimo to zostawiło i wciąż zostawia mocny ślad w moim życiu. Gdyby nie blog, prawdopodobnie nie zaczęłabym pisać do Dilemmasa i Luli (wciąż piszę za mało, ale jednak coś tam czasami im przysyłam). Nie poznałabym wielu ciekawych ludzi i nikt by mnie nie zapraszał choćby na takie wydarzenia jak wczorajszy panel dyskusyjny z Maciejem Zieniem. Jednak najważniejsze, co zyskałam i co już mi zostanie, to zainteresowanie modą. Przez wiele lat postrzegałam to zjawisko mocno pejoratywnie, jak większość Polek, które deklarują, że moda nie jest dla nich ważna. Do dziś nie uważam się za znawczynię tematu, ale przynajmniej zaczęłam próbować, co siłą rzeczy przełożyło się na bardziej świadome ubieranie. Ale, ale. Co to znaczy świadome ubieranie? Dla mnie są to:
- umiejętność wybrania w sklepie nie tylko takich rzeczy, które mi się podobają, ale też takich, które podkreślą zalety mojego typu urody i sylwetki - uzyskiwana w bólach, metodą prób i błędów;
- chęć zabawy konwencjami, wzorami - bez niewolniczego trzymania się schematów typu "poprzeczne paski pogrubiają", "nie łączymy kratki i kropek" itd.
- umiejętność wychwycenia tego, co aktualnie jest modne, a następnie wyłowienia z masy trendów tego, co w jakiś sposób odzwierciedla moją osobowość i wpasowuje się w mój tryb życia;
- fascynacja modą jako zjawiskiem szerszym niż tylko przemysł odzieżowy, co przekłada się na coś więcej niż wygląd - przekłada się też na styl życia, kod językowy, wspólnotę pewnych przeżyć, konsumpcję konkretnych mediów, odbiór określonych wydarzeń artystycznych.

Oczywiście wszystkie powyższe in progress ;-) Nie osiągnęłam jeszcze wyżyn, ale blog i interakcje z opiniami czytelników - zwłaszcza tymi krytycznymi - pomagają. Kiedy prześledzi się wszystkie 100 notek, można zauważyć, że się zmieniałam. Miewałam wpadki. Są takie zestawy (jak ja nie lubię słowa "outfit"), które dziś bym poprawiła. Ale rozwijam się. Tylko ten, kto nic nie robi, nigdy nie popełni błędu. Pewnie, że lepiej siedzieć, patrzeć i - samemu nie podejmując żadnego ryzyka - dogryzać tym, którzy uporczywie zmagają się z jakąś oporną materią. Ale ja próbuję i próbować będę, niezależnie od ryzyka błędu i tych, którzy czekają na moje potknięcia. Życzcie mi odwagi na następne 100 notek.

A teraz coś z innej beczki - kilka słów relacji z pierwszego wydarzenia w ramach cyklu "Let's talk fashion". Mam mieszane uczucia. Z jednej strony spotkanie nos w nos z kimś takim jak Maciej Zień (po oficjalnej części imprezy można było z nim pogadać - nie uciekał) było świetne. Nie wiem, dlaczego, ale wyobrażałam go sobie jako gwiazdę. Tymczasem okazało się, że jest normalny, kulturalny, uśmiechnięty, nieco wyciszony. Sprawiał wrażenie... nieśmiałego? Spokojnie odpowiadał na wszystkie pytania, wyjaśniał szczegóły swojej artystycznej kuchni.

Z drugiej strony, uważam, że organizatorzy popełnili błąd, nazywając panel dyskusyjny warsztatami. Warsztaty polegają na tym, że można się czegoś konkretnego nauczyć, a to była po prostu rozmowa z projektantem, bez interakcji typu nauczyciel - uczniowie. Ale mimo wszystko warto było przyjść. Choćby ze względu na współuczestników. Pewna redaktorka nie-modowa (na co dzień zajmuje się czymś innym, ale modą interesuje się żywo i mówi o niej z prawdziwym emocjonalnym zaangażowaniem, dlatego ją lubię) powiedziała kiedyś, że Polki nie potrafią się ubrać i jako przykład przytoczyła "kreacje" kilku gwiazd na gali wręczenia Telekamer. Bardzo żałowałam, że nie było jej wczoraj "na Zieniu", bo takiego nagromadzenia fantastycznie ubranych ludzi - młodszych i starszych, szczuplejszych i grubszych - nie widziałam od dawna. Arimowi nie udało się ich uchwycić w kadrze, ale wierzcie mi - nie mogłam się napatrzeć. Blogerki, które także tam były (pozdrawiam!), mogą potwierdzić.

A ja wyglądałam wczoraj tak:

A tutaj w tle korytarz Centrum Cybernetyki. Mało malowniczy. Cóż, lepsze to, niż ciągle robić fotki szafiarskie w domu.

Swój debiut zaliczyły nowe buty:

Sukienka - 20 zł, ciuchland
Buty - 219 zł, Salt and Pepper
Beret - 38 zł, Galeria Wylęgarnia
Wisior - 35 zł, Glitter
Torebka - 15 zł, ciuchland

Koniec i bomba ;-) Jutro napiszę jeszcze kilka słów o modowym kiermaszu, który odbywał się dziś i będzie trwał także jutro w tym samym miejscu.

PS Jeśli ktoś z Warszawy dorwie na ulicy gazetę "Metro" i zobaczy tam moją skromną osobę, niech mi o tym powie - redaktorka "Metra" przeprowadzała ze mną krótki wywiad (chyba do działu streetstylowego), ale ja w swej bystrości nie zapytałam, kiedy się ukaże. Niestety, nie zawsze mam możliwość przejrzenia tego dziennika. Stąd prośba :-)
wtorek, 16 lutego 2010
Konkurs walentynkowy - wyniki
Jeśli powiem, że trudno mi było z dziesiątek (jeśli nie setek) limeryków wybrać najfajniejszy, będzie to zakrawało na truizm. Wszyscy wykazaliście się pomysłowością i poczuciem humoru - ale nagrody są tylko trzy. Obiecuję, że następnym razem spróbuję się tak dogadać ze sponsorem, żeby było przynajmniej trzy razy trzy :-)

Spośród wielu fajnych limeryków wybrałam nie tylko takie, które subiektywnie najbardziej przypadły mi do gustu, ale też takie, które najlepiej wpasowały się w podręcznikową definicję gatunku - pod względem liczby sylab, symetrii rymów i reguł fabularnych.

Tadam! Tadam! Tutiturumtutu!!!!

Pierwsze miejsce - limeryk Magdy z Warszawy (nie, nie mój ani Baglady). Za bezpretensjonalność i wdzięk.

Pewna śliczna modnisia z Poznania
Kupowała bez opamiętania
Spodnie, bluzki i buty
Aż dostała gdzieś w lutym
Kartkę: "Kocham Cię, lecz bez ubrania"

Drugie miejsce - limeryk internautki o nicku Aloes. Uzasadnienie: bo i ja mam już dość śniegu ;-)

Pewna miła szafiarka z Jeziorny
na dyskomfort dziś cierpi potworny,
bo w jej lewym pepegu
mokro już jest od śniegu!
I jak ma wyjść na spacer wieczorny?

I miejsce trzecie - dla Marysi S. z Rzeszowa. Za wspólnotę doświadczeń - już my znamy z autopsji takich, co to wolą śmigać po necie, zamiast dać więcej z siebie kobiecie ;-)

Pewna młoda poetka z Rzeszowa
Chcąc w swym lubym żar wzniecić od nowa
Wiersz miłosny skleciła,
Lecz go tym nie wzruszyła,
Bo on wolał po necie buszować.

Serdecznie gratuluję nie tylko zwycięzcom, ale wszystkim uczestnikom. Najchętniej dałabym nagrody wszystkim - za kreatywność. Serio serio.
niedziela, 14 lutego 2010
Palec pod budkę, bo za minutkę zamykam budkę
Jeszcze tylko przez kilka godzin przyjmuję limeryki konkursowe. Bardzo dziękuję za wiersze wszystkim dotychczasowym uczestnikom - od kilkunastu dni regularnie zaskakujecie mnie pomysłowością. Przypominam, że interesuje mnie wyłącznie twórczość w formie LIMERYKU. Trudne? Pewnie, że trudne, ale kto powiedział, że będzie łatwo :-) Poganiajcie więc swoje programy pocztowe - komplety bielizny firmy Kinga czekają na najlepszych! Jeśli jakikolwiek wiersz dojdzie do mnie po północy, nie ma przebacz - nie bierze udziału. Wyników konkursu szukajcie we wtorek wieczorem. Zwycięzcy zostaną także powiadomieni drogą e-mailową.
A żeby nie było, że tak bez żadnego zdjęcia, zamieszczam fotkę typu everyday life - wykonaną dzisiaj. Nie żadna tam stylizacja (choć ostatnio pokochałam bluzy z kapturem, to fakt), tylko rezultat eksperymentów Arima z techniką freelensing.

niedziela, 07 lutego 2010
Dwa cytaty
Rozmowa z Joanną Klimas, Slajd, nr 48/grudzień 2009

"Jaka jest Pani filozofia mody, kobieta, dla której Pani projektuje?

- (...) Gdybym już musiała to dookreślić, to byłaby to kobieta, która bardziej ufa sobie niż modzie, którą stać na to, żeby nie być modną, ale mieć swój własny styl. Wzorem takich kobiet są dla mnie Francuzki - w ogóle nie są modne, przerysowane w stroju czy makijażu. Zawsze wyglądają świetnie, naturalnie i interesująco. Taką kobietę chciałabym ubierać - która z tych trendów wyciągnie sobie coś dla siebie, co pasuje właśnie do niej."

Wstępniak do dodatku "Glamour" z "Vogue", edycja brytyjska, numer 12/2009:

"Glamour is hard to define and often elusive, but if you are glamorous, and some people just are, you can be glamorous in jeans and sunglasses as easily as a full-blown ballgown. Glamour is about attitude, individual style and - crucially - a certain confidence, rather than the highest heels, biggest hat and sparliest jewels (though take note, those things can help). It's about how you wear something rather than exactly what you wear, which is why glamour never, ever dates."

I kilka słów mojego komentarza.
Prowadząc bloga szafiarskiego niechcący zaczęłam brać udział w rywalizacji pt. kto jest modniejszy, kto bardziej inspiruje innych, kto ma lepsze zdjęcia itd. Nigdy nie uważałam się za osobę ubraną lepiej i ciekawiej niż inni, ale zawsze lubiłam się stroić i przemycać do swoich strojów odrobinę własnego charakteru. Prowadząc bloga zgubiłam się, zaplątałam, przyjęłam na wiarę sztuczne reguły gry. Zaufanie do siebie samej przemieszało się z pragnieniem bycia modną. Tak, moda stała się modna, nie wypada się na niej nie znać. Trzymamy się trendów wręcz kurczowo. A im modniejsi próbujemy być, tym śmieszniej wyglądamy... Widziałam ostatnio kilka osób tak wściekle modnych, że aż przestylizowanych. Widziałam też kilka blogów - moda tam to świat, w którym zawsze świeci słońce i nie ma potrzeby zakładania zniekształcającego figurę płaszcza i grubego szalika; ulice nigdy nie są zasolone i nie niszczą się buty; współprzechodnie nigdy nie reagują na zbyt krótkie spódnice i zbyt dziwaczne zestawienia; nie obowiązuje żaden dresscode; uda i biodra nigdy nie są zbyt szerokie.

Może moda polega na tym, żeby czasem świadomie z niej zrezygnować? Francuzi mawiają, że nie jest piękną ta kobieta, która czasami nie wydaje się brzydka. Może mody także to dotyczy?

P.S. Różnych modnych rzeczy pozbywam się tutaj.
czwartek, 04 lutego 2010
Morven w wielkim świecie
Dziś wzięłam wolne w pracy i zaplanowałam sobie pracowity dzień - miałam w planach załatwienie kilku z dawna odkładanych rzeczy, a w nagrodę także udział w otwarciu showroomu Szwalnia. Przy tej okazji odbyło się również minispotkanie blogerek modowych i szafiarek. Do showroomu na pewno jeszcze wrócę - zaprezentowane ciuchy bardzo, ale to bardzo mi się podobają, i to w zasadzie wszystkie. O rzadko której kolekcji mogę to powiedzieć. Proste, ale pełne charakteru rzeczy, dobrej jakości, fajnie uszyte, materiały bardzo "głaskliwe". Mój portfel już niespokojnie przewraca się w torbie. Ceny - wyższe niż w Zarze, ale niższe niż w Green Establishment, choć zależy to także od konkretnego modelu. Pewnie się na coś skuszę.
A tak dziś wyglądałam:


Buty - Deichmann, 99 zł
Bluzka - Zara, 45 zł
Spódnica - H&M, 15 Euro (kupowana za granicą)
Szal - Bershka, 44 zł
Torebka - ciuchland, 15 zł

P.S. O wydarzeniu piszą także Playwithfashion, Charlize, Harel, Baglady i Modesty :-)
P.S. 2 Zostałam wprost zasypana limerykami. Na początku mieliście sporo wątpliwości co do tego, czym właściwie limeryk jest ;-) Wygląda jednak na to, że zostały rozwiane, bo ostatnie prace są zazwyczaj dobre lub bardzo dobre. Baaaardzo dziękuję wszystkim za udział i przepraszam, że nie odpisuję każdemu z osobna - maili jest tak wiele, że chyba nic innego bym nie robiła, tylko odpisywała. Czekam na kolejne pod adresem morven.at.gazeta.pl
wtorek, 02 lutego 2010
Witaj znowu, etolo!
Mrozy przypomniały mi o etoli, która od zeszłego sezonu spokojnie leżała w szafie. Choć cudowne, miękkie i ciepłe, to jednak nie jest to okrycie na co dzień. Raczej luksusowa narzutka na specjalne okazje lub dla dam, które podróżują po świecie wyłącznie z szoferem. Tak się jednak złożyło, że w niedzielę miałam szofera do dyspozycji ;-)


Etola - MOfashion, 35 zł
Buty - Giudi, 159 zł
Spódnica - Atmosphere, ciuchland, 12 zł
Tiszert - z supermarketu

P.S.
Wesoły weteran z Wrocławia
W haemie się często pojawiał
Ciągle czuł się młody
Więc zapragnął mody
Jak widzą, tak piszą - zwykł mawiać.

Przypominam o konkursie! ;-)