Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 20 lutego 2011
Modowo książkowo 2
Ta notka miała się ukazać już dawno, ale zawirowania prywatne połączone z dłuższym okresem żywej niechęci do blogowania sprawiły, że publikuję ją dopiero teraz.

Należy zacząć od tego, że książkę uważam za absolutnie najlepszy prezent na każdą okazję i dla każdego. Także dla pasjonatów mody można sporo znaleźć na księgarskich półkach. Pierwszą notkę na ten temat napisałam ponad rok temu, ale ponieważ od tego czasu w mojej biblioteczce wylądowało sporo nowych pozycji, uznałam, że do kwestii warto wrócić. Ktoś może powiedzieć, że nie ma sensu czytać o modzie, że najlepiej ją po prostu stosować w praktyce. Owszem. Ale trochę świadomości w tej dziedzinie nie zaszkodzi.

Odchodząc z poprzedniej pracy, dostałam w prezencie na nową drogę życia dwa grube tomiszcza. Pierwszy to "Historia mody - dzieje ubiorów od czasów prehistorycznych do końca XX wieku" Francoisa Bouchera (wydawnictwo Arkady). To nie jest lekka, łatwa i przyjemna lektura, ale warto się z nią zmierzyć. Przyznaję, że nie dałam rady przeczytać jej tak szybko i entuzjastycznie jak normalnie zwykłam czytać, bo ma przyciężkawy wdzięk podręcznika antropologii kulturowej (którym w istocie jest). Jej motto mogłoby brzmieć jak aforyzm Stanisława Leca: "Skąd się wzięła moda wszystka? Z Ewy figowego listka". Opisane jest wszystko, począwszy od funkcji ubiorów w początkach cywilizacji, przez stroje w Europie we wszystkich epokach i krajach, aż do współczesności. Opisy są drobiazgowe - tomiszcze waży ze dwa kilo i liczy sobie prawie 500 stron. Jeśli ktoś kiedykolwiek chciałby np. zdawać na maturze historię mody, to lepszego podręcznika nie trzeba. Przy okazji łyka się sporo kulturoznawstwa i historii sztuki. Bardzo polecam. Nie wiem, czy do czytania dla rozrywki, ale na pewno dla poszerzenia horyzontów.

Na widok drugiej książki trochę parsknęłam. "Moda - projektowanie" - no fajnie, ale czy ja zamierzałam kiedykolwiek coś projektować? Szybko okazało się jednak, że książka Sue Jenkyn Jones to najlepszy nowy nabytek w mojej biblioteczce. Tylko pozornie jest o projektowaniu. Tak naprawdę to bardzo użyteczne kompendium dla każdego, kto jakkolwiek zajmuje się modą - nieważne, czy "wymyśla" nowe kolekcje, czy o nich pisze, czy po prostu chce być na czasie i ma ambicje trendsetterskie. Tam jest WSZYSTKO. Kontekst kulturowy i historyczny współczesnej mody; czego można się spodziewać, studiując modę za granicą; kalendarz mody (czyli wszystkie tygodnie mody + co, gdzie i kiedy jest mniej więcej prezentowane); proces wytwórczy ubrań, sztuka łączenia kolorów i wzorów, rodzaje materiałów, rodzaje sylwetek, instruktaż projektowania, cykl życia trendu, sztuka organizacji dobrego pokazu, podstawy stylizacji... No po prostu wszystko. Nie wiem, jak bez tej książki żyłam. Serio serio.

A teraz trochę dziegciu w beczce miodu.

Książki wydawnictwa Taschen to takie książkowe fastfoody, głównie do pooglądania obrazków. Kiedyś w ramach zakupu impulsowego kupiłam sobie dwie z nich: "Historia mody od XVIII do XX wieku" i "Moda dzisiaj" (ta ostatnia pod redakcją Terry'ego Jonesa i Susie Rushton). Oceniam je tak sobie. "Historia mody" ma przepiękne ilustracje, ale traci na uroku, kiedy przeczyta się wspomnianą powyżej "Historię mody" Bouchera. Druga już w momencie kupowania była średnio aktualna (nie żył Alexander McQueen; Phoebe Philo nie tworzyła już dla Chloe, tylko dla Celine itd). Fotografie piękne, ale nie jestem pewna, czy reprezentatywne. No i ten chaos - brak spisu treści, lista projektantów uporządkowana nie według porządku alfabetycznego, tylko według... no właśnie, nie wiem. Reasumując - można sobie odpuścić. A najlepiej poczekać na kolejne wydanie. Bo jednego nie sposób tym książkom odmówić - są naprawdę bardzo ładnie wydane, na grubym, błyszczącym papierze, no i mają kieszonkowy format, idealny do torebki. Jak wszystko, co wydaje Taschen.
 

Jeśli więc ktoś z waszych znajomych ma wkrótce urodziny/imieniny/ważną rocznicę, poszperajcie po księgarniach. Albo poszperajcie ot tak, sami dla siebie. I czytajcie - bo to miło należeć do elity 10% społeczeństwa. Zawsze lepiej zaliczać się do niektórych niż do wszystkich ;-)

P.S Przypominam o konkursie z poprzedniej notki :-) Na razie zgłoszeń jest stosunkowo mało. Nikt nie chce bazy pod makijaż? Nie wierzę...
wtorek, 15 lutego 2011
Ka(r)melowo - konkurs
Rok temu, co zapewne niektórzy z was pamiętają, ogłosiłam na łamach tego bloga konkurs na limeryk. Ku mojemu zaskoczeniu limeryki przychodzą do mnie nadal, mimo, że konkurs został rozstrzygnięty rok temu. Jedyny wniosek, jaki mogłam z tego wyciągnąć, był prosty - tęsknicie za kolejnym konkursem! Organizuję go więc co prędzej, skoro nadarzyła się okazja.

Najpierw o nagrodach. Są nimi kosmetyki Dax - a dokładniej baza wygładzająca pod podkład (ja bez jakiejś bazy nie wyobrażam sobie makijażu). Nagrody są trzy. Równorzędne - nie będzie miejsca pierwszego, drugiego, trzeciego. W tej samej serii kosmetyków znajdziecie też korektor i podkład - warto je sobie dokupić, żeby mieć w kosmetyczce komplet.

Podkład jak to podkład, kolorystycznie oscyluje wokół odcieni wanilii, beżu, karmelu... Kiedy zastanawiałam się, na czym właściwie tym razem ma polegać wasze konkursowe zadanie, przypomniałam sobie to wyklęte słowo - kamelowy (zwany też camelowym lub nawet wielbłądzim). Pomyślałam, że właściwie mimo okrzyknięcia go kolorem sezonu nie widziałam nigdzie naprawdę ciekawej, oryginalnej stylizacji z beżem/karmelem w roli głównej. I tak, to właśnie chcę zobaczyć. Wymyślcie stylizacje z jakimś elementem beżu lub nawet całe beżowe. Lub w kolorach pokrewnych, ale nie popadajcie w przesadę - brązy się nie liczą ;-) Szarości także nie. Jak widać, tym razem nie wymagam od was ani limeryku, ani sonetu, ani nawet haiku. Będzie trywialnie, ale mam nadzieję, że mimo wszystko pojawią się emocje i zacięta rywalizacja.

Konkurs potrwa przez dwa tygodnie licząc od dziś (od 15 do 28 lutego do końca dnia), żebyście mieli dostatecznie dużo czasu na wymyślenie zestawu i jego sfotografowanie. Wysyłać można pod wiadomy adres, który przypominam: morven.:at:.gazeta.pl (umiejętność zastosowania tego adresu stanowi jednocześnie dyskretny test na inteligencję i obycie w sieci, więc reklamacje typu "podałaś błędny mail" nie będą uwzględniane).

A za parę dni opublikuję wreszcie odkładany od dawna wpis o kolejnych modowych lekturach, które udało mi się ostatnio zdobyć i przeczytać.