Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 30 listopada 2008
Vive La France (et L'Écosse aussi)
"Vive La France!" - powiedział Arim, kiedy po raz pierwszy zobaczył mnie w niebieskim berecie. Wszystko dlatego, że podobno wyglądałam jak Michelle z francuskiego ruchu oporu. A więc słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać dwa razy.

Beret został kupiony rok temu z górką, kiedy w sklepach królowały jeszcze tylko berety z antenką, a w polityce berety moherowe. Chciałam koniecznie taki z pomponem i mam. Płaszcz natomiast to owoc mojej wiecznej i niegasnącej miłości do szkockiej kraty. Po zeznaniach plączą się jeszcze angielskie buty (wbrew pozorom bardzo ciepłe, bo wyścielone gąbeczką i jeszcze czymś miękkim, idealnie izolującym) i spódnica, co razem daje mieszankę iście internacjonalną. I znowu nudziarską. Ale nie można aż tak znowu poszaleć, kiedy za oknem minus cztery.

Płaszcz - 150 zł, Top Secret
Beret - 38 zł, Wylęgarnia
Torebka - 15 zł, ciuchland
Buty - 6 zł, Cotswold, ciuchland
Rajstopy - 15 zł, sklep za rogiem
Szalik - 19 zł, C&A
Spódnica - Karen Millen, prezent
piątek, 21 listopada 2008
Ta pani nie jest trendsetterką*
Za oknem jesień powoli zaczyna przechodzić w zimę - nadszedł zatem czas, aby zaprezentować nudziarsko praktyczny zestaw na dzień zimny i wietrzny.

Zwróćcie uwagę na torebkę - kuferek. Tak, tak, wzrok was nie myli - to jest ten sam kuferek. Dostałam go od Ryfki w prezencie urodzinowym :-)

A do butów radzę się przyzwyczaić - od teraz będą pewnie na prawie każdym zdjęciu. Na zimę kupuję sobie zwykle nie więcej niż jedną parę butów. Powód? Warszawskie chodniki są solone i w wyniku tej działalności buty po sezonie zimowym przedstawiają obraz nędzy i rozpaczy. Serce się kraje, gdy się patrzy na uszkodzoną skórę :-( Nie wspominając o cierpiących drzewach i psuciu gleby...

* Tytuł notki trochę przekorny - uważni obserwatorzy polskiej blogosfery być może rozpoznali subtelną aluzję ;-) Uznałam, że taki tytuł świetnie będzie pasował do nudziarskiego zestawu.

P.S. Dziś gwiazdorzę na Stylio - zapraszam do lektury.

Płaszcz - Zara, 149 zł
Buty - Deichmann, 139 zł
Rajstopy - prezent
Kuferek - prezent
Broszka - Wylęgarnia, 28 zł
Szalik - C&A, 19 zł
Sukienka (pod spodem) - Top Shop, 29 zł
poniedziałek, 17 listopada 2008
Oprócz szmatek ważny jest dodatek
W pewne leniwe niedzielne popołudnie po późnym śniadaniu Morven rozpoczęła tradycyjne weekendowe wybebeszanie szafy.
- A może to? - wynurzyła się sprzed lustra. Arim skrzywił się.
- Może i racja - pomyślała Morven i z powrotem podreptała do szafy. Wróciła po kilku minutach.
- A może to? - zapytała jeszcze raz. Arim ponownie się skrzywił.
No doprawdy, faceci kompletnie się nie znają! Ach, gdyby mieć pod ręką którąś z sióstr szafiarek...
Cykl powtórzył się kilkakrotnie. Sukienki i bluzki piętrzyły się na podłodze i fotelu. W końcu Morven sięgnęła po broń ostateczną - nowiutką sukienkę z Top Shopu. No, może "nowiutka" nie było w tym przypadku najlepszym określeniem, bo sukienka została kupiona na allegro. Założyła ciuch i przyjrzała się sobie krytycznie. No tak, ładnie, ale... czegoś tu brakowało.
Korale? Nie. Inne buty? Może nowe rajstopy w pepitkę? Nie. Nie. Nie.
Ostatecznie padło na broszkę. Małą, niepozorną broszkę z pasmanterii nieopodal pracy, która przez pół roku leżała zapomniana w szkatułce z biżuterią i ozdobami. Broszka nadała charakter całości.

- Ooooooo - mruknął Arim z uznaniem - Teraz jest dobrze!
Może jednak mężczyźni czasem się znają :-)


P.S. Ktoś tu chciał bajek? ;-)

Broszka - pasmanteria przy Al. Jana Pawła II w Warszawie, 26 zł
Sukienka - Top Shop, allegro, 29 zł
buty - Ryłko, 179 zł
koronkowe rajstopy - prezent
czwartek, 13 listopada 2008
Opowiem wam bajkę - niebajkę
Dawno, dawno temu... a może całkiem niedawno... w królewskim grodzie Krakowie spotkało się 12 kobiet. Spotkały się, od razu rozpoznały i ruszyły w stronę Magicznego Wzgórza.

Były całkiem zwyczajne, a przynajmniej tak się czuły. Nie łączyło ich jeszcze zbyt wiele. Nie znały nawet swoich imion. Trochę się siebie wstydziły.

Ale kiedy dobre wróżki Aife i Villk machnęły różdżką, nagle magia rozbłysła na ich twarzach i w ich sercach.

Coś się zaczęło - coś trwalszego niż te słowa. Piękniejszego niż słońce i księżyc. Cieplejszego niż uśmiech. Coś, co sprawiło, że kiedy młode czarownice się spotkały, nie mogły się rozstać, a dobra energia spotkania niosła je na skrzydłach jeszcze przez wiele, wiele godzin.

Nie każdy może być wróżką. Trzeba umieć dostrzegać to, co w ludziach dobre i piękne, a to prawdziwa sztuka. W ten sposób można zaczarować siebie i świat dookoła. Ale nie każdy zna tajemnicę. Dlatego też nie każdy może być artystą fotografem. I nie każda dziewczyna może być szafiarką.
Jedną z szafiarek, które zebrały się w Krakowie, byłam ja. Przeżyłam wspaniałą przygodę i zyskałam piękne wspomnienia.

Teraz 12 czarownic czeka na wiosnę, bo wiosną nadejdzie dla nich dzień kolejnego spotkania. Któż to wie, co wtedy się stanie?


W spotkaniu wzięły udział:
Aife
Alice
Charlize
Cudak
Cynamonka
Joanna
Kocia szafa
Magia i jej synek
Morven
Ryfka Sztywniara
Styledigger

Fotografki: Aife i Villk - dziękujemy :-)

P.S. A tutaj obiecane zbliżenie na buty:

czwartek, 06 listopada 2008
My own personal top shop
Bardzo nie lubię tłoku. Do tego stopnia nie lubię, że omijam manifestacje uliczne, duże koncerty, głośne imprezy, dzień dostawy w szmateksie… Krótko mówiąc: daleko posunięta socjopatia. Między innymi dlatego chwilowo omijam szerokim łukiem otwarty niedawno, sławny Top Shop w Złotych Tarasach. Może się skończyć tak, jak z moim ulubionym obecnie centrum handlowym Wola Park, w którym nie byłam przez dwa lata od momentu otwarcia, a kiedy już wszyscy rzucili się do innych, większych centrów (ach ta fascynacja rozmiarami), mogłam tam rozpocząć swe dyskretne, kocie łowy. Jednak omijanie sklepu to jedno, a oglądanie kolekcji Top Shopu w Internecie to drugie. Tutaj obejrzałam wszystko dokładnie. Przeklikałam się przez relacje z otwarcia i przez foldery promocyjne. Tam znalazłam fotkę, którą oglądacie obok (została pobrana stąd).
...a potem twórczo przetworzyłam, wedle własnego gustu i możliwości. Złośliwy uśmiech nie był celowy, tak jakoś samo wyszło.


Najśmieszniejsze jest to, że ani jedno z zaprezentowanych ubrań i dodatków nie pochodzi z Top Shopu. Ale to nie znaczy, że nie mam w szafie niczego stamtąd. Mam. Wszystko kupione w ciuchlandach.
No już, już kończę ten temat, tak. Żeby nie wyszło, że mam jakąś obsesję ;-) Albo że H&M wynajął mnie do robienia konkurentowi koło pióra ;-)

Kurtka ze sztucznej skóry - Terranova, 30 zł (ach, gdzież są niegdysiejsze wyprzedaże...)
Spódnica - H&M (sic!), 59 zł
T-shirt - Street One, ciuchland, 5 zł
Buty - Deichmann, 69 zł
Torebka - Reserved, 69 zł
Naszyjnik - made by Nevlien
Rajstopy - cudowne i mięciutkie, z włókna bambusowego - prezent
poniedziałek, 03 listopada 2008
The dark forest, czyli niechcemisię
Ten wpis powstał właściwie tylko po to, żeby pochwalić się nowym tiszertem. Kiedy zobaczyłam go w Zarze, porwałam go z wieszaka bez mierzenia i co tchu pobiegłam do kasy. Uwielbiam takie grafiki na koszulkach. I na torebkach. I w komiksach.

Ponieważ właściwie poza tiszertem nie wysiliłam się na żadną wyszukaną stylizację, więc można chyba ten wpis zakwalifikować do kategorii: "Tak wyglądam, kiedy mi się nie chce" ;-) Luz, dżinsy, bawełniana koszulka i ogólna abnegacja. Tym samym dołączam do łańcuszka, zapoczątkowanego przez Baglady, a potem Aife i Ryfkę.

p.s. Na zdjęciach nie ma żadnej ściemy. W ubiegłym tygodniu było tak ciepło, że naprawdę wychodziłam w tiszercie z krótkim rękawkiem.

tiszert - 50 zł, Zara
rurki - 120 zł, Big Star
arafatka - 29 zł, C&A