Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
poniedziałek, 30 listopada 2009
Homo abnegativus
Są takie zestawy, które pachną mi recydywą. To jeden z nich. Nie wiem, czy to, co miałam na sobie wczoraj, można nazwać modnym - chyba nie. Mimo to wiem, że będę czasem świadomie i z rozkoszą popełniać przestępstwo zwane antymodą. I niejasno wyczuwam, że czasy antymody - czyli niewymuszonego podejścia do ubierania, gloryfikującego głównie wygodę i antykomercję, a może nawet bunt - nadchodzą do nas wielkimi krokami. Modna antymoda - cóż za paradoks... Czekają nas takie czasy, kiedy nie moda będzie najważniejsza, ale towarzysząca jej refleksja. Wszystko, co przy pomocy ubrania chcemy wyrazić, czy raczej wykrzyczeć światu.

Może zresztą szukam teraz jakiejś podpórki ideologicznej dla prozaicznej prawdy - wydałam tyle na nowy obiektyw, że nie starczyło mi na nowe ciuchy ;-)


Martensy - 122 zł, allegro
Torba - 99 zł, Pull and Bear
Szorty - 30 zł, H&M
Bluza - 7 zł, ciuchland
Koszula - przywieziona z USA pod koniec lat 80
sobota, 28 listopada 2009
Fraczek nieboraczek
Ostatnio mam słabość do palety odcieni spomiędzy ciemnego różu, poprzez fuksję aż do śliwkowego - dlatego aż zaświeciły mi się oczy, gdy w ulubionym szmateksie zobaczyłam wełniany fraczek. A może to sweter? Do tej pory nie wiem, co bardziej. Wprawdzie jest o dobre trzy numery za duży, ale postanowiłam zaryzykować. Nie żałuję decyzji - mimo luźnego kroju pasuje mi do wielu ciuchów (miałam prawdziwy dylemat, czy pokazać go na blogu w zestawieniu ze spodniami czy spódnicą - noszę go i tak, i tak), grzeje jak wściekły, a wełna alpaki, z której jest zrobiony, gryzie jakby trochę mniej niż wełna owcza. Od kilku dni noszę go naporowo, nawet do pracy - są świadkowie (przy okazji pozdrawiam czytelników bloga, którzy pracują ze mną w firmie X).

Sweter/fraczek - ciuchland, 19 zł
Buty - Giudi, 159 zł
Spódnica - Zara, 29 zł
Top - ciuchland, 7 zł
Broszka - Galeria Wylęgarnia, 28 zł
sobota, 21 listopada 2009
Welcome back!
Kilka dni temu przyszły do mnie pocztą wymarzone martensy. Nie nosiłam takich butów od lat dziewięćdziesiątych, kiedy to glany i flauszowy płaszczyk były podstawowym wyposażeniem każdej studentki i studenta. Teraz zachorowałam na nie ponownie - tym razem jednak zrealizowałam swoje stare marzenie i kupiłam martensy nie czarne, nie granatowe, ale czerwone. Od kilku dni chodzę w nich bez przerwy (wyglądają groźnie, ale są bardzo wygodne), a wczoraj byłam w nich nawet w pracy, korzystając z przyjętego u nas zwyczaju tzw. casual friday. Zrobiły wrażenie - mój szef zastanawiał się nawet, czy także nie kupić sobie martensów. Trendsetting biurowy na całej linii :-)

A tu druga wersja tego samego, ale na zewnątrz:

Ostatnio zaczęłam sięgać myślą do początku swoich studiów. Starzeję się, moi państwo, ot co. Martensy już mam, na fali sentymentu. Co będzie następne? Flanelowe koszule w kratę? Spodnie piramidy? Może lepiej nie wieszczyć, bo wszystkie moje życzenia z tej notki już się spełniły... ;-)

Martensy - allegro, 122 zł
Sukienka - H&M, 20 zł
Tiszert - jakiś sklepik osiedlowy
Trencz - Reporter, 121 zł (kupione w 2006 r. ze zniżką)
Szal - Orsay, 19 zł

P.S. A tu coś z cyklu "Making of..." - czyli o tym, że pozowanie bywa męczące ;-)
środa, 18 listopada 2009
Taaaakie rękawy
Niedawno było wieczorowo, a dzisiaj znowu trochę zwyczajniej - ostatnio ciągle noszę ten sweterek (że o butach nie wspomnę). Sama się nie spodziewałam, że trend ze spiczastymi rękawami tak się u mnie zakorzeni - a nie jest to jego ostatnie słowo w mojej szafie. Pół roku temu bardzo na takie rękawy psioczyłam! Cóż, czasem nawet ja bywam ofiarą mody...


Buty - Top Shop, 116 zł
Spodnie - H&M, 29 zł (kupiłam na jakimś dniu wyprzedaży spodni or smth)
Sweterek - H&M, 79 zł
piątek, 13 listopada 2009
Jingle bells ;-)
Należę do zboczeńców, którzy kochają zimę (przy czym okres zimowy liczę od 31 października do mniej więcej początku lutego - potem już jest przedwiośnie, czyli właściwie prawie wiosna). Jako dziecko nie mogłam się doczekać pierwszego śniegu. Pamiętam, że kiedyś już we wrześniu molestowałam mamę: "A kiedy będzie choinka?". Efektem była plastikowa choineczka, podarowana w prezencie urodzinowym.
Choinki w listopadzie denerwują mnie, jak prawie wszystkich, ale będąc mieszkanką miasta stołecznego widuję ten szał od lat i chyba się przyzwyczaiłam. Dlatego, ladies and gentlemen, dziś inaugurujemy na tym blogu sezon kiecek karnawałowych. No dobra, prawda jest taka, że po prostu nie mogłam się doczekać, aż ją Wam pokażę, bo sukienka plasuje się w ścisłym top 10 moich zdobyczy lumpeksowych. Znalazłam ją i długo macałam w skrajnym niedowierzaniu, czy aby nie poplamiona, wszystkie szwy na miejscu, a cekiny nie odpadają. I wszystko było na swoim miejscu - szok.
Cóż mogę powiedzieć więcej? Hohoho, Merry Christmas ;-) I proszę mi nie mówić, że za wcześnie. W Zarze choinka na wystawie stanęła zaraz po 1 listopada ;-) A przecież wszystkie szafiarki kochają Zarę ;-)

Specjalnie dla sukienki powołano do życia DASZ (Domowe Amatorskie Studio Zdjęciowe):

Na pierwszej fotce nie widać dokładnie, jak cudnie błyszczą cekiny. To ciach, wklejam detale:


Sukienka - ciuchland, 22 zł
Buty - F&F, 59 zł

P.S. Ta notka nie jest na 100% serio (mam nadzieję, że każdy się zorientował sam, ale wolałam to napisać).
poniedziałek, 09 listopada 2009
Modowo książkowo
Podobno czytać o modzie to jak śpiewać o jedzeniu, ale zaryzykuję ;-) Odkąd przeszliśmy na czas zimowy, długie jesienne wieczory są naprawdę długie. A co może być lepszego na wieczór niż kubek herbaty i dobra książka?
Moja biblioteka domowa jest bardzo duża, ale książki z modą w tle stanowią w niej zdecydowaną mniejszość. Zapewne właśnie dlatego, że lepiej się stroić, niż czytać, jak inni się stroili. Ale "Sex and the City - kiss and tell" autorstwa Amy Sohn to wyjątek od tej reguły. Dla miłośników serialu - pozycja obowiązkowa. Opisane są wszystkie odcinki, seria po serii. Na potrzeby książki sfotografowano niemal wszystkie kreacje Carrie i jej koleżanek. Obfotografowane są także buty, dodatki, ulubione kawiarnie i kluby dziewczyn, ich mieszkania. Są fragmenty felietonów Carrie, wywiady z aktorami i twórcami (także z Patricią Field). Dokładnie zanalizowany jest styl każdej z czterech bohaterek. Po prostu wszystko! Oglądałam i czytałam tę książkę z otwartą buzią - to istna kopalnia inspiracji. Na dodatek wydana na pięknym, lśniącym papierze kredowym.
"Ludzie w Vogue - stulecie portretów" dostałam w prezencie od kolegów, gdy odchodziłam z poprzedniego działu w pracy. Album pokazuje najsłynniejsze portrety w "Vogue" od początku istnienia pisma, i dzięki temu widać, jak przez lata zmieniały się dekolty, suknie, nakrycia głowy, fryzury, makijaże, ale także sposób oświetlania fotografii. Nie ma tu zbyt wiele do czytania, natomiast materiału do oglądania wystarcza na tygodnie, a potem jeszcze się do niego wraca. Moja koleżanka (zresztą pomysłodawczyni prezentu) śmiała się, że to idealna książka na niezbyt udaną domówkę - dajesz gościowi z komentarzem "Zobacz, jaki mam świetny album" i zostawiasz go z nim na kilka godzin, a on nie ma o to do Ciebie pretensji ;-)
Teraz coś dla miłośników biografii (do których i ja się zaliczam). "Oczarowanie - życie Audrey Hepburn" Donalda Spoto to świetna książka o wyjątkowym stylu wyjątkowej aktorki. Kiedy myślę o latach 50, przed moimi oczami pojawia się właśnie Audrey. Moda tego okresu dzieli się na kilka nurtów i ja zdecydowanie preferuję ten elegancki, wręcz ascetyczny styl damy z dobrej rodziny - nie lubię natomiast pin-upek (jestem feministką i choć uwielbiam się stroić i podkreślać figurę, to idea bycia dziewczyną do przypinania na męskiej ścianie budzi we mnie dreszcz). Dlatego z wielką przyjemnością przeczytałam o przygotowaniach kreacji do filmu "Rzymskie wakacje": "Audrey miała figurę modelki. Choć było to niezwykłe w jej czasach, nie nosiła poduszek na ramionach i nie chciała wypychać sobie biustu. Dokonała istotnych poprawek w projektach Edith*, zmieniając w szczególności dekolty na mniej wymyślne, paski na szersze i buty do szalonych wędrówek po Rzymie na bardziej płaskie. Audrey Hepburn zawsze traktowała kostiumy filmowe jak swe codzienne ubrania i z łagodną stanowczością nauczyła wszystkich projektantów, że nigdy nie założy niczego, co nie znajdzie jej aprobaty lub czego nie zmieni w istotny sposób. Nie myliła się prawie nigdy." Potem jest jeszcze dużo o legendarnej przyjaźni z Hubertem de Givenchy, trwającej do końca życia Audrey. Opowieściom towarzyszy mnóstwo zdjęć. Gdy je oglądałam, myślałam, że Audrey właściwie nie była olśniewającą pięknością. Była po prostu ładna, pogodna (w dzieciństwie nauczono ją, żeby stale unosić kąciki ust, by zawsze mieć przyjemny wyraz twarzy, jak damie przystało) i tak pełna energii i wdzięku, że otoczenie reagowało jak w tytule książki - oczarowaniem. Chciałabym zestarzeć się tak, jak ona. Do końca była zadbana i elegancka. I do końca starała się pomagać - była m.in. Ambasadorką Dobrej Woli UNICEF.
I znowu trochę historii. O książce Feliksa Jabłkowskiego "Romans ekonomiczny - dom towarowy Bracia Jabłkowscy" pisała już Jagna. To w gruncie rzeczy smutna lektura - szlag mnie trafia, gdy pomyślę, że mogłabym mieć w Warszawie sklep w rodzaju londyńskiego Harrodsa, gdyby nie wojna i 50 lat centralnie sterowanej gospodarki. Co parę kartek dosłownie opadała mi szczęka, bo wynalazki, zdawałoby się, całkiem współczesne (jak sprzedaż wysyłkowa) funkcjonowały sobie w najlepsze w Polsce międzywojennej. Właściciele magazynu odbywali podróże "za modą" do Paryża i Londynu, wybierali z trendów co najlepsze i dyktowali je potem w Polsce, współtworząc modowy klimat lat 20 i 30. Prawdziwi trendsetterzy! Ta książka to prawdziwa gratka dla miłośników mody retro. Także wizualna, bo co kilka kartek można obejrzeć przedruki katalogów i biuletynów firmowych. Tak strasznie niewiele z tego zostało... I znowu - smutno :-(

Na przeczytanie czeka jeszcze "Tysiąc lat ubiorów w Polsce" Anny Sieradzkiej. Jak przeczytam, to też o niej napiszę :-)

*Edith Head, projektantka kostiumów scenicznych pracująca w latach 50 i 60 z gwiazdami Hollywood.
niedziela, 08 listopada 2009
Nic nowego
Tak ubrana byłam wczoraj, idąc na urodziny do mojej koleżanki Alicji. W zestawie nie ma nic nowego poza kolczykami (znajoma jubilerka, Meadow, wykonała je ręcznie z białej glinki, w której zatopiła suszone kwiatki), ale ostatnio długo nic nie pokazywałam, więc wrzucam :-)


Kolczyki - 30 zł
Rajstopy - Top Shop, prezent
Buty - Top Shop, 116 zł
Płaszcz - H&M, 179 zł
Plecak - ciuchland, 11 zł
Sukienka - Bershka, 99 zł
Szalik - C&A, 19 zł
Rękawiczki - H&M, 14 zł (w pakiecie była jeszcze jedna para)
poniedziałek, 02 listopada 2009
Swetrzysko
Obciachowe swetry w stylu Marca Darcy'ego to nie moja bajka. Coś jest w stwierdzeniu, że jeśli ktoś dobrze pamięta lata osiemdziesiąte - a ja pamiętam - to raczej czegoś takiego nie założy. Co innego długie swetrzyska (takie bez papugi, renifera, miśków itd). Te, jeśli wychodzą z mody, to na krótko - tak mi się zdaje. Mój sweter jest na mnie za duży, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Ostatnio zresztą w ogóle mam jakiś nagły przypływ sympatii dla wszystkiego, co za duże.

Sweter - Atmosphere, ciuchland, 26 zł
Pasek - ciuchland, 3 zł
Buty - Top Shop, 116 zł