Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2009
O księżniczce, która zgubiła pantofelek
Zdaniem księżniczki ludzie dzielą się na tych, którzy dobierają buty do stroju oraz na tych, którzy dobierają strój do butów. Ona sama od zawsze należała do tej drugiej grupy.

Liczba butów w jej szafie oscylowała pomiędzy 30 a 40, ale w pewnym momencie księżniczka pogubiła się w rachubie. Nie pytajcie jej, ile ma butów. To tak, jakby zapytać wiewiórkę, ile orzeszków zagrzebała na zapas jesienią w lesie. Aktualnie księżniczka ostrzyła sobie zęby na czerwone martensy (bo trwałe i praktyczne), białe tenisówki (bo sezon rowerowy się rozpoczął przecież), espadryle na koturnach (bo pasują do dżinsów), sandały nabijane ćwiekami (bo tak!). I zawsze, zawsze, choćby nie wiem co, zachowywała się w sklepie z butami, jakby właśnie zgubiła na balu swój ostatni pantofelek...

P.S. A teraz kilka wiadomości z kraju i ze świata ;-)
Po pierwsze, już dobrze ponad tydzień temu odbył się zlot szafiarek w Warszawie. To było bardzo miłe wydarzenie. Było mi bardzo przyjemnie spotkać wszystkie obecne tam miłośniczki mody, a były to: Rurzowa, My tiny little closet, Carolina del armario, Widelec w szafie, Różne ładne rzeczy, Kokarda, Laskotka (autorka zamieszczonych poniżej zdjęć), Charlize, Baglady, Agacior, Szafan, Madzia i Ewa.



Po drugie, już na początku maja światło dzienne ujrzy pewien tajemniczy projekt. Ponieważ miałam swój skromny udział w jego powstawaniu, mogę wam powiedzieć z całą pewnością: warto czekać!

P.S.2 Znowu wystawiłam kilka ciuchów na allegro. Zapraszam. Kupić nie kupić - potargować można ;-)
sobota, 25 kwietnia 2009
Sobota imieniny kota
Jak się nad tym dobrze zastanowić, to z grubsza mój styl dzieli się na dwa rodzaje - weekendowy i do pracy. Wszystko, co pomiędzy, stanowi radosną twórczość, uprawianą chętnie, ale jednak dość rzadko. Styl "pracowy" zawsze musi być elegancki, trzymający się pewnych zasad. Styl weekendowy musi natomiast być wygodny i nic poza tym.
Na dzisiejszą krótką wędrówkę po mieście (giełda komputerowa, sklepik osiedlowy, drogeria...) ubrałam się zatem tak, żeby strój był po prostu niewyczuwalny. Nie włożyłam niczego nowego - wszystkie elementy składowe (z wyjątkiem butów) mojego sobotniego outfitu już kiedyś tu widzieliście. Jednak łączenie starych, dobrze znanych, oswojonych ubrań w coraz to nowe kombinacje także jest wspaniałą zabawą.



Uwielbiam wiosnę na Starym Mokotowie! Gdyby ktokolwiek z Was przyjechał kiedyś do Warszawy i chciał poczuć jej prawdziwy klimat, zaprowadziłabym go właśnie tu albo na Saską Kępę. Warszawa to nie tylko wielkie dwupasmowe ulice, szklane wieżowce i rozpędzony tłum w przejściach podziemnych. Warszawa to także - a może przede wszystkim - plątanina wąskich uliczek, stare dzielnice willowe z pachnącymi ogrodami, aleje starych drzew, przedwojenne kamienice (gdzieniegdzie się zachowały), malutkie lokaliki... czasami zderzające się z nagła z nowoczesnymi biurowcami. Stare spotyka nowe. Życie nie znosi próżni... Warszawa to miasto - tygiel, zderzenie stylów i czasów, dzięki czemu każdy może się tu poczuć jak u siebie. Warszawa jest dla mnie tym, czym był Nowy Jork dla Carrie. Idealnym miastem - nie tylko na słoneczną sobotę.

tunika - ciuchland, 20 zł
szorty - H&M, 39 zł
tiszert - jakiś sklepik typu noname, 20 zł
buty - Deichmann, 59 zł
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Różowa landrynka
...chociaż tytuł powinien brzmieć raczej, że potrzeba jest matką wynalazku, i to po dwakroć. Po raz pierwszy jakieś ćwierć wieku temu, po raz drugi teraz. A było to tak.
Dawno, dawno temu, w mrocznych latach 80, kiedy na półkach królował ocet, a największym luksusem był papier toaletowy, pewnej plastyczce marzyły się kolorowe ubrania. Niestety, w sklepach niewiele dało się upolować. Na szczęście plastyczka miała dużo dobrych pomysłów, zręczne ręce i znajomą w pasmanterii. Kupiła dużo koronek, falbanek i całego tego stuffu, którym wtedy zwykle ozdabiano pościel. Następnie ufarbowała, zszyła (a może zszyła i ufarbowała) i już miała cygańską, zamaszystą spódnicę.
Po latach siostrzenica plastyczki znalazła spódnicę w szafie. Na początku nosiła ciuch po prostu jako spódnicę. Potem uznała, że taka długość ubrania trochę ją skraca. Na próbę podciągnęła ją wyżej, do połowy dekoltu (a zainspirowała ją niejaka Villk). Efekt wydawał się zachęcać do dalszych eksperymentów. W ruch poszły agrafki. Falbany zostały ujarzmione, tworząc z tyłu lekkie drapowanie (dzięki temu spódnico-sukienka ma jakąś tam talię). Aktualnie eksperymenty są na etapie przenoszenia się do krawcowej - roboczy projekt zakłada upięcie falban z kokardą.
Nie, nie mówcie mi, że to bez sensu, bo i bez tego drżę o rezultaty!




P.S. Arim po raz kolejny ogłosił wotum separatum. Uważa, że moje pomysły są coraz bardziej przekombinowane.

Sukienka (?) - ręcznie szyta staroć z rodzinnej szafy
Rajstopy - Top Shop, prezent
Buty - Deichmann, 79 zł
Perełki - także z domowej szafy
Kolczyki - zrobiła je dla mnie Ola z Pomysłodajni za jedyne 7 zł
środa, 08 kwietnia 2009
Ali Baba, wersja beta
Co robiłam, kiedy mnie nie było?
- Pracowałam, pracowałam, pracowałam...
- Intensywnie ćwiczyłam, a potem zbierałam złom.
- Szukałam pumpów. Nawet jedne znalazłam (na allegro) i kupiłam, a potem się okazało, że to zwykłe bawełniane portki do ćwiczeń, nawet nieszczególnie szerokie. Szukałam więc dalej, zawężywszy swoje kryteria: pumpy miały być długie, z jedwabiu, satyny lub cienkiej bawełny i koniecznie czarne lub brązowe. Nie znalazłam żadnych, które by z osoby drobnej i niewysokiej (160 cm wzrostu) nie zrobiły tłustawego karła. Cóż, jak się nie ma, co się lubi... Na szczęście na nieocenionym mofashion znalazłam szorty w kształcie tulipanów, które chwilowo zaspokajają częściowo mój smak na orientalne klimaty, a na dodatek mają ogromne kieszenie.

Na orientalne klimaty zachorowałam oglądając ciuchy koleżanki, która od kilku lat z powodzeniem ćwiczy tribal. Choroba, jak to choroba - na początku niewidoczna, rozwijała się powoli i podstępnie. Nie zamierzam wyglądać podobnie do tancerek, bo to kompletnie nie mój styl (znacznie lepiej radzi sobie z tym Magda - moim zdaniem mistrzyni orientalnego feelingu w modzie). Szukałam jednak w szafie i w sklepach ubrań i dodatków, które by wprowadzały lekko orientalne lub bollywoodzkie skojarzenia. Nie jestem jeszcze w pełni zadowolona z osiągniętego efektu, stąd beta w tytule notki.



Potraktujcie to jak początek dłuższej modowej historii - mimo, że mój typ urody jest z zupełnie innej bajki. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się pogodzić te dwie sprzeczności.

Szorty - tulipanki - H&M, Mofashion, 35 zł
Bluzka - ciuchland, 5 zł
Kolczyki - C&A, 15 zł
Kapciuchy (bo nie jestem pewna, czy te klapki zasługują na miano butów) - Deichmann, 39 zł

P.S. Tła, którymi trochę urozmaicono zdjęcia, są autorstwa Sabriny.
niedziela, 05 kwietnia 2009
Już za chwileczkę, już za momencik...
Lada chwila planuję wielki powrót do szafy. Przez ostatnie dni intensywnie robiliśmy zdjęcia, a tymczasem pozdrawiam was z tamtej strony lustra:

Stay tuned!