Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
poniedziałek, 26 maja 2008
Ubrania z ludzką twarzą ;-)

Ubrania mają swoją duszę, historię i charakter. A ja, nieznośnie sentymentalna, rzadko kiedy decyduję się coś wyrzucić. Co najwyżej ładuję do ogromnego worka pt. "kiedyś jeszcze do tego wrócę". Kiedy worków robi się kilka, jadą do rodziców i lądują w starej, pękającej w szwach szafie (ostatnio popsuły się zawiasy - serio serio). Rzeczywistość jest taka, że rzadko wracam do tych ciuchów sprzed lat - no, ale argument "przecież moda wraca" chroni przed brutalnym rozstaniem.

Zdarzają się jednak wyjątkowe sytuacje i odgrzebana kurtka wraca do łask.

Przez tę kurtkę i spódnicę całość wyszła mi tym razem bardziej na punkowo (może to nie najlepsze słowo na określenie całości, ale inne jakoś nie chce przyjść do głowy). Dodajmy jeszcze, że spódnica to jedna z moich ulubionych zdobyczy - wyhaczona tu.

Kurtka ze sztucznej skóry - Terranova, (chyba) 30 zł - kupiona jakieś 5 lat temu na wyprzedaży
T-shirt bez rękawków - Street One, 5 zł, ciuchland
Spódnica - 46 zł, http://glam.pl
Rajstopy - 15 zł, sklep za rogiem ;-)
torebka - 20 zł, allegro
buty - Giudi, 159 zł

piątek, 23 maja 2008
W czasie deszczu dzieci się stroją

Tym razem będzie bez gadulstwa - tak zwykle wyglądam, kiedy pada deszcz lub/i jest chłodno.

A idealny płaszcz wiosenny powinien być ciepły, wygodny, z kapturem, dziewczęcy, nie krępujący ruchów, gruby ale nie za gruby, no i zielony jak Irlandia ;-)

Ten płaszczyk to jeden z moich ukochanych ciuchów. Kupiłam go na allegro. Był po prostu mój. Licytowałam go jak szalona, z pieśnią ludową i tańcem, chyba nawet po raz pierwszy użyłam snajpera. No i mam.

Buty to tzw. traktory. Żaden tam krzyk mody, tylko blade wspomnienie z czasów, kiedy cały studencki czas przechodziłam w martensach i martensopodobnych. Tę parę kupiłam niedawno i zakładam, kiedy nie chcę zaryć obcasami w błocie.
Kolczyki w ogóle - a zwłaszcza zielone kolczyki - to moja skrywana namiętność, którą staram się opanowywać. Niestety, wylęgarnia mi w tym nie pomaga.

Płaszczyk - Atmosphere, allegro, ok. 100 zł
Spodnie - H&M, ok. 70 zł
Buty - allegro, 20 zł
Torebka - Avon, 59 zł
Kolczyki - www.wylegarnia.pl, 20 zł

środa, 14 maja 2008
Weekendowo haemowo

Na początek trochę się pomityguję. Pamiętam, że kiedy zgłaszałam się do szafiarskiego forum, we wstępnym mailu strasznie zjechałam H&M. Że ciuchy relatywnie drogie, że kiepskiej jakości, a jeśli spojrzeć na tę relację (czyli jakość do ceny), to włos się jeży i każda inna sieciówka wypada lepiej. Potem zerknęłam do szafy i byłam zmuszona gromko odszczekać. No dobrze, może i drogie, może i kiepskie, ale zawsze na czasie - bo jaki byłby inny powód, dla którego mam tak wiele ubrań tej firmy?

W ostatni weekend wyglądałam jak żywa reklama H&M. Tak wyszło. Honoraria za kryptoreklamę przyjmuję codziennie w godzinach 9-17 ;-)

Z ogólnego trendu haemowego wyłamały się tylko rurki. Przyznam, że bardzo długo nie mogłam się przekonać do takiego fasonu spodni. Właściwie jak tak się zastanowić, to do wszystkiego przekonuję się powoli. Wielkie torby też przyjęły się u mnie stosunkowo późno, bo mi się wydawało, że będą większe ode mnie ;-) W końcu znalazłam idealną: taką, która jest duża, ale nie za duża. Efekt jak widać na zdjęciu. Enjoy ;-)


Dżinsy rurki - Big Star, ok. 120 zł
Torba - H&M, 69 zł
Sandałki na obcasie - H&M, 29 zł (przecena 70%!)
Tunika - H&M, 120 zł
Korale - drogeria Rossman, 10 zł

wtorek, 13 maja 2008
Kilka słów na początek

Z nieśmiałym uśmiechem wkraczam do blogosfery, aby, podobnie jak koleżanki z forum szafiarek, zaprezentować swoje stylizacje ubraniowe.

Modą zaraziłam się trochę z nudów, a trochę z konieczności - przez wiele lat z zazdrością patrzyłam na znajome, które nie miały najmniejszego problemu z doborem ubrań i dodatków. W czasach studenckich było mi na ogół wszystko jedno - najważniejsze, aby było wygodnie, szybko i czysto. Kiedy zaczęłam pracę zawodową (i to od razu z wysokiego C - w wielotysięcznej korporacji), dobór ubrań zaczął być sprawą kluczową. Po prostu nie wypadało mi źle wyglądać. Przez pierwszych kilka lat zdawałam się na przypadek lub kopiowanie innych. Potem pojawiły się w sieci blogi modowe... a ja w nie wsiąkłam. Szczególnie pokochałam te, które pokazywały zdjęcia ludzi z ulicy. Ileż inspiracji, pomysłów, odmiennych spojrzeń.

Mój styl... Nie wiem, czy go mam, czy nie. Na pewno jest sporo takich rzeczy, których bym za skarby świata na siebie nie założyła. Jest też sporo takich, które nieuleczalnie lubię, niezależnie od tego, czy są aktualnie lansowane przez projektantów, czy nie. Ogólnie jednak mój wygląd jest trochę wymuszany przez okoliczności i różni się (ale chyba jednak nie radykalnie) w zależności od tego, czy jest to weekend, czy zwykły dzień pracy. Mam tendencje do modowego sztywniarstwa, co nie oznacza, że mam w szafie same kostiumy. Sztywniarstwo przejawia się raczej w ostrożnym dobieraniu deseni, dodatków i kolorów (jeden intensywny kolor jest zwykle równoważony szarością, czernią, beżem...). Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, jeśli weźmie się pod uwagę, że jestem starsza od większości sieciowych szafiarek - mam 33 lata. Niby nie jest to jeszcze starość i nie zamierzam ewakuować się w stronę tyleż spokojnej, co nudnej elegancji i trwałych ondulacji ;-) Ale nie ubiorę się już, jak nastolatka, w stylowy dresik i trampki. Może w weekend... Tak, podczas weekendu wykazuję więcej szaleństwa... i lenistwa ;-)

Uwielbiam pepitkę, groszki, szkocką kratę, klasyczne dżinsy, bawełniane teeshirty miękko przylegające do ciała, balerinki, trzewiki, masywne cholewki, perły, styl lat 50, kardigany, rozkloszowane sukienki. Moje kolory to czarny, niebieski i zielony.

Bardzo lubię polować! Nie ma nic przyjemniejszego niż szperanie w second handach i na wyprzedażach.

I jeszcze parę słów o tym, co w modzie (czy raczej jej polskiej percepcji) mnie denerwuje.

1. Standardowe reakcje na moje zainteresowanie modą. Dominuje podejście typu "Ja to nie zwracam uwagi na modę, noszę to, co mi się podoba". (Identycznie działa to również w przypadku feminizmu - większość kobiet gorąco zapewnia, że nie są feministkami, ale to inny temat). Ależ zapewniam, że i ja też! Tak, jestem zakupoholiczką, ale nie jestem ani fashion victimką, ani próżna, ani narcystyczna. Dbając o wygląd zewnętrzny nie zaniedbuję rozwoju intelektualnego. Moje zainteresowanie własnym wyglądem to przejaw poważnego szacunku do samej siebie. Ale nie recytuję z głowy nazwisk projektantów i nie spędzam wieczorów oglądając FTV. Po prostu bawię się ubraniami i stylistykami, eksperymentuję. Blogi, własna intuicja i indywidualne poczucie estetyki - dzięki nim powstało coś, co mogę nieśmiało uznać za swoją indywidualną "fashion policy". Nie podoba ci się to - trudno. Ale nie mów mi, proszę, że jestem próżnym babsztylem, bo nie jestem.

2. Reakcja odwrotna: ślepe odwzorowywanie trendów. Brrrr... Moim zdaniem w całym tym zgiełku najważniejsze to po prostu dobrze wyglądać i wybrać z aktualnych modowych propozycji to, co najbardziej nam pasuje i podkreśla nasze atuty.

3. Modowy wyścig klonów. Jak jeszcze raz zobaczę na ulicy osobę w wieku studenckim, przekonaną o swojej oryginalności i ubranej w zestaw: rurki+arafatka+krótka kurteczka+kozaki, umrę ze śmiechu. Nie klonizuj się, dziewczyno, błagam. Wymyśl coś swojego. Samodzielne myślenie nie jest trudne.

Jak zwykle, najtrudniej jest znaleźć złoty środek...

I to tyle w temacie deklaracji programowej ;-) Reszta będzie na zdjęciach. Życzę miłego oglądania :-)