Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 23 maja 2010
Sukienkomania
Dzień dobry, nazywam się Morven i jestem sukienkoholiczką :-) Akcja typu dzień spódnicy lub dzień sukienki ma u mnie miejsce właściwie bez przerwy, nawet w zimie. Zresztą zadałam sobie trud i policzyłam: na 85 notek z kategorii "stylizacje" aż 59 (czyli znakomita większość) to zestawy ze spódnicą lub sukienką w roli głównej. W mojej szafie ciągle są egzemplarze, których tu nie pokazałam - stay tuned ;-)

Sukienka - Kappahl, 150 zł (z ubiegłorocznej kolekcji Vintage Stories)
Buty - C&A, 15 euro
Torba - ciuchland, 18 zł

sobota, 22 maja 2010
Polecieli w kulki ;-)
Dzisiaj gościliśmy z Arimem na ślubie M&M's, czyli Małgosi i Michała. Po wariackim rajdzie przez wąskie uliczki warszawskiej starówki (oraz starannie omijając wiec wyborczy pewnego kandydata) udało się nam dojechać do Pałacu Ślubów na dwie minuty przed rozpoczęciem ceremonii. No, ale najważniejsze, że się udało. Młodej parze życzymy długich lat w szczęściu, zdrowiu i szczerej miłości!
Na tę okazję chciałam ubrać się po mojemu, czyli "wintydżowo", ale skromnie i elegancko. Poniższe zdjęcia zostały zrobione w drodze na wegetariańskie wesele. Pozdrawiamy wszystkich, których tam spotkaliśmy ;-)

Sukienka - Zara, 289 zł
Wisiorek - od Meadow, 20 zł
Kolczyki - też od Meadow, 30 zł
Torebka - A&E Vintage Store, 20 zł
Buty - zdobyte na swapie



wtorek, 18 maja 2010
FAQ - czyli najczęściej zadawane pytania
Wcześniej FAQ zamieściły Baglady i Aife (możliwe, że ktoś jeszcze - proszę o wybaczenie, jeśli coś przeoczyłam). Moja decyzja o wymyśleniu krótkiego zestawu pytań i odpowiedzi wynika z faktu, że ostatnio dostaję mnóstwo maili od osób piszących prace magisterskie i licencjackie na temat szafiarek. Po kilku rozmowach (bardzo sympatycznych zresztą) zauważyłam, że pytania się powtarzają. Dla ułatwienia napisałam więc kilka gotowych odpowiedzi, które można dowolnie wykorzystywać, jeśli ktoś ma ochotę. O kontakt proszę zatem tylko te osoby, które nie znalazły w poniższym zestawie odpowiedzi na swoje pytanie.

Kim jesteś?

Mam prawie 35 lat, z wykształcenia jestem dziennikarką, od kilku lat pracuję w szeroko pojętym sektorze projektów marketingowych. Mieszkam w Warszawie i uwielbiam to miasto. Pochodzę z Zamojszczyzny. W Zamościu wciąż mieszkają moi rodzice i siostra.

Dlaczego zostałaś szafiarką?

Wyłącznie dla zabawy. Zawsze lubiłam się stroić, dbałam o swój wygląd, starałam się wyrazić siebie poprzez dobór ubrań i dodatków. Dlatego kiedy pojawiły się w sieci pierwsze blogi na ten temat (Ryfki, Anio, nieistniejące już blogi Kajakowo i Pyzy), postanowiłam także spróbować. Bloguję od dwóch lat. Nie mam jednak ambicji trendsetterskich. Najważniejsze dla mnie to pozostać sobą. Jeśli kogoś inspiruję, bawię, poprawiam humor - świetnie. Jeśli nie - trudno, zapraszam na inne blogi. Jest ich pod dostatkiem. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Ile czasu zajmuje Ci blog?

Godzinę, czasami dwie godziny tygodniowo. Zamieszczam zazwyczaj jeden wpis w tygodniu, zdjęcia zwykle robię w weekendy. Na więcej nie mam czasu - pracuję na pełnym etacie, a po pracy robię wiele innych rzeczy (tańczę, uprawiam sporty, uczę się języków, piszę). Wstyd przyznać, ale więcej pracy przy blogu wykonuje mój mąż, a jednocześnie mój fotograf. To on robi fotki, a potem obrabia je w programach graficznych - poprawia światło, kontrast, nakłada efekty. Urody nie poprawia - jest, oględnie mówiąc, umiarkowanym zwolennikiem "fotoszopowania".

Co jest Twoją inspiracją? Czy masz jakieś ikony mody?

Nieustanną inspiracją jest życie. Czerpię pomysły z każdego dostępnego źródła - z obserwacji ulicy, blogów innych szafiarek, blogów o modzie, filmów, koncertów. Moda to szerokie pojęcie nieodłącznie związane z popkulturą, więc zdarza się, że ubieram się pod wpływem określonej muzyki. Ikon mody chyba za bardzo nie mam (bezmyślne kopiowanie od innych kończy się zresztą źle w moim przypadku, bo mam trochę nietypowe proporcje ciała), choć od lat nieustannie podobają mi się stylizacje wymyślone przez Patricię Field na potrzeby serialu "Seks w wielkim mieście". Od jakiegoś czasu lubię także styl Alexy Chung.

Czy czytujesz gazety modowe?

Rzadko. Kupuję, jak coś mnie szczególnie zainteresuje. Od jakiegoś czasu polskie gazety jakoś mnie nudzą, bo mam wrażenie, że w każdej jest to samo. Za to dzień, w którym znajomi przywożą mi angielskiego Vogue'a, jest świętem.

Czy jest coś, czego byś nigdy nie założyła?

Staram się nigdy nie mówić nigdy. Aktualnie odrzucają mnie buty z wąskim czubem, spodnie ogrodniczki i dżinsowy total look. Wciąż nieufnie podchodzę do zestawienia sandałów na obcasie i skarpetek. W ogóle absorbuję trendy bardzo powoli i ostrożnie.

Czy zauważyłaś jakiś pozytywny wpływ blogowania na swoje życie?

Zaczęłam ubierać się w sposób bardziej świadomy - uważniej niż kiedyś. Krytyka czytelników (która daje mi naprawdę sporo) pozwala mi spojrzeć na siebie trochę "z zewnątrz". Dzięki temu zyskałam umiejętność wybrania w sklepie nie tylko takich rzeczy, które mi się podobają, ale też takich, które podkreślą zalety mojego typu urody i sylwetki. Wciąż się tego uczę, zyskuję nowe doświadczenia - najczęściej zresztą metodą prób i błędów.
Dzięki obecności w internetowej społeczności szafiarek więcej wiem także o aktualnych trendach. Posiadanie bloga sprawia, że jestem zapraszana na imprezy modowe, pokazy nowych kolekcji. To miłe i rozszerza moje horyzonty. No i last, but not least - dzięki blogowaniu poznałam kilka osób, które umożliwiły mi pisanie do modowych gazet i serwisów.
W równie dużym stopniu blog wpłynął na życie mojego męża, który dzięki niemu zainteresował się fotografią - ma już w tej dziedzinie pierwsze sukcesy i publikacje prasowe.

A wpływ negatywny?

Mało jest stron negatywnych. Dostrzegam tylko jedną - bywa, że w komentarzach objawia się typowo polskie czepialstwo. Jako szafiarka wystawiam się na strzał, a z możliwości strzału korzystają czasem osoby sfrustrowane. Ludzie, którzy anonimowo wyżywają się na innych, budzą moją głęboką pogardę - nie odpowiadam na ich zaczepki, w ogóle nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Efekty frustracji pojawiają się jednak rzadko - dominuje konstruktywna krytyka, za którą jestem wdzięczna. Oczywiście, żadna krytyka nie jest miła, ale, podobnie jak wizyta u dentysty, jest konieczna i pomocna.

Edit, 27.05: Dostrzegłam ostatnio jeszcze jedną "mroczną stronę" blogowania - mianowicie mam wrażenie, że stworzyłam jakiś swój publiczny wizerunek, moi czytelnicy się do niego przywiązali i stałam się do pewnego stopnia jego zakładniczką. Obawiam się nieporozumień z tym związanych. Boję się także, że osoby, które nie znają osobiście ani mnie, ani moich znajomych, ani mojego stylu życia, zbyt pochopnie ferują wyroki na temat moich strojów.

To jednak oczywiście - co podkreślam - drobiazg w porównaniu z ogromem pozytywów :-)

Czy możesz powiedzieć, że masz jakiś określony styl ubierania? Czy w trakcie prowadzenia bloga styl się zmieniał?

Nie jestem pewna, czy mam jakiś styl - jedyne, co w moim przypadku jest stałe, to zmiana. Lubię być ciągle kimś innym. Ubieram się stosownie do humoru i okazji. Kiedyś bardzo lubiłam styl retro, teraz mi przeszło. Boję się zestawów typu total retro look, bo nie chcę wyglądać jak własna babcia. Aktualnie stawiam na wyrafinowany minimalizm, ale niewiele jeszcze w tej dziedzinie pokazałam i dopiero kompletuję swoją minimalistyczną i monochromatyczną szafę, pozbywając się jednocześnie rzeczy retrowych (rzecz jasna z pewnymi wyjątkami).

Czy masz jakieś swoje ulubione zdjęcia spośród tych, które zamieściłaś na blogu?

Jestem zadowolona ze wszystkich, ale moje absolutnie ulubione zdjęcia można poznać po tym, że przeklejam je potem na swoje konto na modepassie.

Czy masz ulubioną część garderoby?

Buty. Mam ponad 50 par i kolekcja ciągle rośnie - nie umiem się im oprzeć. Ostatnio coraz częściej kupuję także spódnice i sukienki - zdecydowanie wolę je od spodni.

Czy często spotykasz się z innymi szafiarkami?

Rzadko, ale jeśli spotkania się zdarzą, są bardzo miłe. Najfajniej wspominam pierwszy, legendarny już zlot szafiarek, który miał miejsce 8 listopada 2008 r. Może dlatego, że było nas niewiele? A ja nie lubię tłoku.

Jakie blogi szafiarskie lubisz najbardziej?

Wszystkie te, które polecam w linkach po lewej stronie (są opisane jako "wybór subiektywny"). Od czasu do czasu zaglądam także na serwis Polskie Szafy i klikam na chybił trafił. Jeśli coś mi się spodoba, ląduje w linkach.

Czy uczestniczysz w konkursach na stylizacje?

Zdarza mi się, choć rzadko, bo nie lubię ubierać się na akord i dopasowywać do konkursowego tematu. Do tej pory pokazano mnie w Aktiviście i TVN. Wzięłam także udział w pokazie mody zorganizowanym przez serwis Lula.pl

Gdzie najczęściej kupujesz ubrania?

Wciąż w ciuchlandach, choć ostatnio coraz rzadziej, bo odkąd ciuchlandy zrobiły się popularne (nie bez zasługi szafiarek), jest tam niemożliwy tłok. (I w ogóle zatłoczenie sklepów stanowi dla mnie istotne kryterium). Oczywiście, często zaglądam do sieciówek, choć od jakiegoś czasu realizuję w praktyce hasło slow fashion - czyli zakupy rzadsze, ale przemyślane i droższe. Tęsknię do rzeczy dobrej jakości. Po okresie zachłyśnięcia się haemami czy innymi promodami przeżywam fascynację jakością szycia, materiału... Na szczęście Warszawa daje tu sporo możliwości. Butiki młodych projektantów wyrastają jak grzyby po deszczu, odbywają się także cykliczne kiermasze modowe.

Co planujesz kupić w najbliższym czasie?

Chleb i masło ;-) A serio, czaję się na szpilki Christiana Louboutina.

Czy zarabiasz na blogu?

Tak, zarabiam symboliczne kwoty dzięki zamieszczaniu reklam. Pieniądze te nie mają żadnego przełożenia na budżet domowy - raz są, raz ich nie ma. Nie stanowią stałego przypływu, więc traktuję je raczej jak kieszonkowe. Nie wiążę też z blogowaniem/modą przyszłości zawodowej. To tylko hobby. Jedno z wielu.

Czy masz jakieś zasady w stosunku do zamieszczanych na blogu treści reklamowych?

Tak, nie zamieszczam reklam papierosów, alkoholu, dopalaczy ani typowych tekstów sponsorowanych na jakikolwiek temat.
sobota, 15 maja 2010
Odlot
Ponieważ tęsknię za latem, a dostaję tylko deszcz. Czy machina czasoprzestrzenna przeniosła mnie do Londynu bez mojej zgody?
Ponieważ tęsknię za tym, co niekoniecznie jest stylizacją, tylko po prostu nieskomplikowanym zestawem kilku wygodnych ubrań, chwyconych w pośpiechu przed wyjściem z domu. Kierunek - las lub łąka.
Ponieważ fruwam.
Ponieważ.



Zdjęcie 1:

Spódnica - SheRoll, 99 zł
Bluzka - Tally Weijl - 79 zł
Legginsy - Gatta, ok. 20 zł

Zdjęcie 2:

Szorty - H&M, 30 zł
T-shirt - Reserved, 39.99 zł
Torba - ciuchland, 10 zł
Trampki - Galeria Wylęgarnia, 70 zł

P.S. Tak, bloguję od dwóch lat - w czwartek stuknęła rocznica. Nie przestaję się dziwić, że tak zleciało i że wytrzymałam - ponieważ od mniej więcej roku regularnie pojawia się myśl o zakończeniu zabawy. A jednak jakoś jest i jest. Uparty skurczybyk z tego bloga ;-)
poniedziałek, 10 maja 2010
Fashionphilosophy Fashion Week Poland - morveńskie impresje
Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę VIP-em na takiej imprezie, uśmiałabym się serdecznie :-) A jednak impossible is nothing. Po przybyciu na miejsce kolejne zaskoczenie - myślałam, że będę się czuła jak cudzoziemka w raju kobiet. Świat wielkiej mody mimo wszystko ciągle wydawał mi się odległy. A jednak, o dziwo, od pierwszej chwili poczułam się świetnie. Tak, jakby Fashion Week był magiczną enklawą, gdzie wszyscy na mnie czekają, podobnie wyglądają i przemawiają moim językiem. Ostatnio czułam się tak chyba na konwentach fantastyki? Jedyna różnica polegała na tym, że był to konwent dla trochę większych dziewczynek. I znacznie ciekawiej ubranych.
Byliśmy tam z Arimem tylko przez jeden dzień, ale to wystarczyło, żeby sympatycznie pogawędzić z kilkoma szafiarkami i obejrzeć kilka pokazów. Najbardziej podobała mi się kolekcja Łukasza Jemioła, i tę opinię podzieliło większość spotkanych przeze mnie osób. Na kolejnych pokazach bywało już różnie, ale pokaz gwiazdy wieczoru, Eymerica François, zachwycił mnie w 100%. Po pierwsze - dlatego, że był to pierwszy w moim życiu pokaz haute couture. Po drugie - z powodu baśniowych kreacji, zaprezentowanych w taki sposób, że miało się wrażenie obcowania ze spektaklem.
Zresztą co ja tu będę opowiadać, skoro ponoć jeden obraz wyraża więcej niż tysiąc słów. Zobaczcie sami:


Niestety, w press roomie nie rozdawano kawy, więc musicie mi wybaczyć faux pas, jakim jest brak papierowego kubka na filmie. Poprawię się następnym razem! Słowo modnisi!


Impreza trwa do wtorku, 11 maja. Jeśli ktokolwiek z Was ma okazję jeszcze być w Łodzi - dziś czy jutro - zajrzyjcie koniecznie do Hali Expo i na imprezy towarzyszące. Naprawdę warto!

P.S. W filmie wykorzystano utwór "1901" zespołu Phoenix, wszystkie prawa zastrzeżone. Nagranie i montaż całości: Arim & Morven.
poniedziałek, 03 maja 2010
Ewolucje
Kiedy ostatnio pisałam o zmianach na tym blogu, gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się także myśl o zmianie stylu (o ile ktoś, kto eksperymenty przedkłada nad wszystko inne, może mówić o jakimś stylu). Ostatniej notki omal nie zatytułowałam "Pożegnanie z retro" - potem z tego zrezygnowałam, bo pożegnanie to coś radykalnego i nieodwołalnego, a ja lubię zostawiać sobie furtki. Coraz częściej zauważam jednak, że perełki, kokardki, falbanki, wszystkie te urocze popierdułki, które towarzyszyły mi przez lata - jakoś przestają mi się podobać. Znowu tęsknię za prostotą, a może nawet surowością (czego jednak w żaden sposób nie widać na zdjęciu poniżej). Przekonałam się o tym bardzo mocno kilka dni temu. Byliśmy z Arimem w nowym sklepie New Look w warszawskiej Galerii Mokotów. On - skuszony działem męskim. Ja - bo słyszałam dużo zachwytów na temat pierwszego (a drugiego w Polsce) New Looku w Złotych Tarasach. Wyszliśmy oboje parskając wrednym śmiechem. Nie wątpię jednak, że New Look odniesie u nas gigantyczny sukces. Ale mój stosunek do angielskiej masówki pozostanie przerywany - jeśli już, to wolę Topshop.
Wracając jednak do zmian (???) - oto moje kolejne podejście do zabaw z cyklu "Morven vs. styl folk". Tunika została kupiona w szmateksie jeszcze głęboką zimą. Wiadomo, że gdy wokół szaro i zimno, to najchętniej sięga się po różowiaste i kwiaciaste. Tunika swoje odleżała i doczekała wreszcie blogowej premiery. A resztę już znacie.

Tunika - ciuchland, 16 zł
Rurki - Big Star, ok. 120 zł
Torba - Zara, 99 zł
Buty - Topshop, 116 zł
Kolczyki - C&A, 15 zł