Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 29 czerwca 2008
Neo-nówka
Łomatko! Czasem trzeba się naprawdę namęczyć... To już druga sesja w tym samym stroju. No i dlaczego te zdjęcia ciągle nie wychodzą?

Uff... no dobrze, te może ujdą...

Neo-nówka, bo spódnica jest sztuka nówka nieśmigana, a poza tym całe zestawienie wyszło mi jakoś tak neonowo. Znaczy: kolorowo, może nawet jaskrawo. Chabrowa bluzka i rajstopy, żółte buty, słomkowa torba w kolorowe paski... Co za orgia barw. Całkiem jak nie ja.

Ze spódnicą miałam na początku sporo kłopotu. To była miłość od pierwszego wejrzenia, tym większa, że wcale nie trzeba jej prasować (jest węc ciuchem idealnym, jeśli trzeba szybko wyjść z domu). Ale jej wysoki stan sprawia, że nie jest łatwo dobrać do niej bluzkę. Na początku nosiłam ją z prostą białą bluzką i długim sznurem brązowych perełek, ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że całość wygląda jakoś przyciężko. Potem wyszukałam sobie w sklepie na H inną bluzkę i od tego czasu zestaw tych dwóch ubrań jest tak żelazny, jak Romeo z Julią albo marchewka z groszkiem.
Oczywiście nie mogłam się też oprzeć pokusie pokazania kolejnych kolczyków - uśmiechniętych kotów, a właściwie kotobusów.

Spódnica - Jennyfer, 99 zł
Bluzka - H&M, 59 zł
Rajstopy - 15 zł, sklep za rogiem
Buty - Ryłko, kupione 4 lata temu za ok. 150 zł
Torebka słomkowa - 15 zł, ciuchland
Kolczyki - 9 zł, allegro

P.S. Od dziś wszystkie zdjęcia mają znaki wodne - wszystko to, aby dmuchać na zimne i chronić się przed kradzieżami.
sobota, 21 czerwca 2008
Tribute to Carrie Bradshaw
Premiera filmu już za nami. Ręka do góry, kto jeszcze nie był w kinie? Wrażenia mam, muszę przyznać raczej mieszane - czuję się trochę zdradzona przez scenarzystów, którzy przez sześć sezonów serialu głosili apoteozę singielstwa, a w pełnometrażowym filmie podkulają ogon pod siebie. No, ale nie o tym miało być. Miało być o modzie.

Ze wszystkich czterech bohaterek serialu najbliżej mi stylem do Charlotty i Mirandy (w jakimś teście sieciowym wyszło mi zresztą kiedyś, że jestem Mirandą). Natomiast muszę przyznać, że styl Carrie jest najbardziej inspirujący i świeży. Pat Field kreując jej wygląd złamała wiele konwencji. Dlatego - o ile konserwatywne kostiumy prawniczki Mirandy po prostu same na mnie wskakują - o tyle nad stylem a'la Carrie muszę trochę pogłówkować. Nie rezygnując jednak nigdy z własnej ulubionej prostoty.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcie Sary Jessiki Parker w białej sukience z ogromnym kwiatem, wiedziałam, że to jest to. Długo szukałam w szmateksach czegoś bardzo podobnego, wręcz identycznego, ale oczywiście byłam bez szans. Pomógł przypadek. Granatowa sukienka wypadła z szafy zupełnie niespodziewanie - zapomniałam, że ją mam, tym bardziej, że nawet sama jej nie kupiłam (zdaje się, że to był prezent od koleżanki). Cała reszta dopasowała się już szybko. Efekty widać na zdjęciach.

Starałam się, żeby zdjęcia były bardziej "miejskie" niż zwykle.
Przyznaję bez bicia, że chociaż nie ubrałabym się tak do pracy, to na najbliższy koncert do Kongresowej pójdę właśnie w takim zestawie.



Zdjęcie Carrie zostało pobrane stąd.

Sukienka - Next (prezent)
Szpilki - H&M, 99 zł
Kopertówka - ciuchland, 1 zł
Broszka kwiat - H&M, 9.90 zł
środa, 18 czerwca 2008
Dziś bez zdjęcia

Po opublikowaniu kilkunastu pierwszych zdjęć na mojej szafie widzę znacznie wyraźniej, jaki jest sens jej istnienia. Oraz - być może - całej armii innych, podobnych blogów.

Nie wiem, czy inni mają podobnie, ale kiedy zrobię sobie sesję zdjęciową i potem oglądam te zdjęcia, to trochę tak, jakbym oglądała siebie samą z daleka, z dystansu. Wtedy o wiele łatwiej jest mi skorygować błędy we własnym wyglądzie. Wszystkie - od makijażu i fryzury, poprzez dobór ubrań, dodatków, kolorów, aż po wnioski typu: "nigdy nie rób takiej miny" lub "nigdy w ten sposób nie trzymaj głowy".

Kilka sesji zdjęciowych zostało po takim krytycznym przeglądzie zatrzymanych przez wewnętrzną cenzurę. Po prostu po ich obejrzeniu zauważyłam np. jak dany fason sukienki czy spodni mnie pogrubia. Sesja zostanie zapewne powtórzona, ale już z innymi dodatkami, w innej konfiguracji. Gdybym po prostu nosiła ubranie, nie widząc siebie w nim na zdjęciu, nie miałabym pojęcia, że coś jest nie tak, lub uświadomiłabym to sobie znacznie później.

Dzięki krytycznemu spojrzeniu staję się lepsza, bo wyciągam wnioski.

Druga korzyść, to świadomość własnego stylu. Zdałam sobie sprawę z własnego przywiązania do prostoty, bez udziwnień. Nie wiem, czy to teraz modne, czy nie, ale właściwie zupełnie mnie to nie obchodzi. That's just me, jak mawiała Carrie Bradshaw. Jeśli to, co nosisz, nosisz z sercem, to wcześniej czy później znajdą się ludzie, którzy będą cię naśladować, inspirować się twoimi pomysłami. Może to stąd wziął się wielki sukces blogów szafiarek?

Trzecia korzyść: jestem coraz swobodniejsza podczas sesji zdjęciowych. Wystarczy porównać pierwsze zdjęcia - te na balkonie - z ostatnimi. Teraz spięta jestem niezwykle rzadko.

Reasumując: otwarcie własnego szafiarskiego serwisu rekomendowane dla wszystkich. I tylko jedna wada tego pomysłu: to straszliwy pożeracz czasu ;-)

wtorek, 17 czerwca 2008
Zagadka ;-)

Kto to jest? Stoi przy drodze na jednej nodze:

...lub chowa się za drzewami:

Mam na sobie kolejną z serii ulubionych, małych sukienek w kwiaty, tym razem szyfonową. Ktoś oprócz mnie nosi jeszcze taki materiał? Z tego, co widzę na ulicach, nie bardzo... Sukienka regularnie sprawia mi problem, bo szyfon jest idealnie przezroczysty, ale oszukuje się go, wkładając pod spód ciemny top.

Do tego buty najstarsze na świecie (jestem naprawdę BARDZO sentymentalna i nie lubię się niczego pozbywać, jak już raz kupię, a poza tym lubię myśleć, że moje zakupy są przemyślane, rozsądne i na lata) i jedna z legionu torebek vintage, kryjących się w czeluściach szafy.

Sukienka - Principles Petite, 10 zł, ciuchland
Torebka - 12 zł, ciuchland
Buty - Ryłko, kupione 4 lata temu za ok. 150 zł
Aksamitka -
www.wylegarnia.pl, 14 zł

niedziela, 15 czerwca 2008
6 lat temu
15 czerwca, dokładnie 6 lat temu, wyszłam za mąż za fajnego faceta, który robi mi wszystkie piękne zdjęcia zamieszczane na tym blogu. Plus pomaga we wszystkich technikaliach, do których nie mam głowy, krytykuje konstruktywnie i chodzi ze mną na zakupy (również do sklepów z ciuchami). Można więc powiedzieć, że bardzo przyczynia się do tego, co możecie tu zobaczyć. Jest moim najlepszym przyjacielem - dziękuję :-)



poniedziałek, 09 czerwca 2008
A na ochłodę - bałwanek
Bałwanek z dedykacją dla wszystkich, którym jest za gorąco.

Ostatnimi czasy co nieco podróżuję. Niestety, podczas weekendu spędzonego w Poznaniu i okolicach "plan zajęć" był zbyt napięty, abym mogła zwiedzić lokalne szmateksy czy pozować do zdjęć. Natomiast ostatnich kilka dni grasowałam w Zamościu. Tam już nieco poszalałam. W ogóle temat "ciuchlandy i lokalne butiki w różnych miejscach Polski" wart jest poruszenia w osobnym wpisie.
Podróżowanie wymaga wygodnego stroju. A gdy myślisz "wygodny strój", mówisz: t-shirt i dżinsy. Klasyczne, porządne dżinsy w kolorze blue lub denim, nie żadne tam biodrówki (zimno w brzuch!) czy rurki. W kwestii dżinsów byłam przez lata bardzo zachowawcza. Rurki mam w szafie tylko jedne, wprawdzie już nieźle oswojone i dopasowane do innych części garderoby, ale jednak... klasyka zawsze będzie klasyką, choćby nie wiem co. Podobnie wyśrubowane są moje wymagania w stosunku do t-shirtów. Nie mogą być za luźne, za długie, nie mogą mieć zbyt dużej domieszki włókien sztucznych... Ech, tak można jeszcze długo.
T-shirt z bałwankiem jest jednym z moich ukochanych ciuchów. Co zabawne, do niedawna nie miałam pojęcia, dlaczego właśnie taki bałwanek.

No i buty. Jeśli masz w planach dużo chodzić, to obcasy są raczej wykluczone. Moje trzewiczkowato-martensowate butki są cudownie miękkie, lekkie i kosztowały złotówkę. Po kupieniu musiałam tylko paćnąć je lekko po bokach farbą akrylową, żeby zamazać smugi na podniszczonej skórze. Całkiem usunąć się nie dało - ale amatorska konserwacja udała się jakoś w 75%.

Ufff, mam nadzieję, że od zdjęć bałwanka upał trochę zelżeje (w weekend na południu Polski padał deszcz - mógłby spaść i w Warszawie, bo trawa mi schnie za oknem).

dżinsy - Levis, 210 zł
bluza - House, 39 zł
t-shirt - ciuchland, 10 zł
buty - ciuchland, 1 zł
wtorek, 03 czerwca 2008
Róże tu, róże tam
Mam pewne obawy publikując te zdjęcia, bo wyglądam na nich trochę tak, jakbym się urwała z wesela. Ale cóż, letnie sukienki bez ramion to jedna z moich słabości - wielkich, nieuleczalnych, całkowicie niezależnych od aktualnej mody (uprzedzałam, że takie mam, uprzedzałam!). A jeśli jeszcze są w kwiaty... Obecny kwiatowy trend bardzo mi pasuje. Na dodatek te różyczki na sukience sprawiają wrażenie ręcznie namalowanych. Sukienka została kupiona w szmateksie, miała szlufki, nie miała paska, ale co to dla nas, pomysłowych dobromirów. Kupiłam błękitną wstążkę i wykorzystuję ją jako pasek. Na razie jest to erzac, ale prowizorki, jak uczy doświadczenie, trzymają się najdłużej. Niemniej jednak wciąż szukam odpowiedniego paska.

Mina pt. wojowniczka ninja podczas spaceru po starówce.


Atłasową torebkę, w co trudno mi dziś uwierzyć, trzymałam w szafie jakieś 5 czy 6 lat. Kupiłam ją pod wpływem impulsu - to była miłość od pierwszego wejrzenia. Sęk w tym, że jest to torebka wieczorowa, a ja nigdy nie byłam królową bankietów. Przez kilka lat miałam ją ze sobą najwyżej raz czy dwa. Podczas ostatniej przeprowadzki torebka wyleciała z dna szafy i wtedy pojawiła się szalona myśl: a może by tak potraktować ją zupełnie zwyczajnie? Bez wieczorowego pretekstu? Oczywiście, noszę ją ostrożnie, nie za często, nie do wszystkiego - jest delikatna, a jasny atłas ma paskudną tendencję do wypruwania nitek i łapania kurzu. Ale czasem pojawia się myśl, żeby może skomponować ją z czarnymi spodniami albo wręcz dżinsami? Zobaczymy...



Różany motyw pojawił się też na pierścionku, który w tym roku świętuje pełnoletniość - kupiłam go jakoś we wczesnym liceum. Jakimś cudem wciąż mieści się mi na palec. No tak, nie chciałam pić mleka, to i nie rosłam.

Sukienka - ciuchland, 30 zł
Torebka - Avon, (chyba) ok. 40 zł
Baleriny - H&M, 39 zł
Korale - Galeria Centrum, wyprzedaż - 10 zł
Pierścionek - cena ginie w pomrokach dziejów
Mina a'la ninja - bezcenna ;-)

niedziela, 01 czerwca 2008
Szafa kociary ;-)
Kto wie, ten wie, a innym mówię teraz: uwielbiam koty. Moja własna kotka na pewno załapie się kiedyś na jakiś kawałek zdjęcia szafowego. A tymczasem - niebieskie koty na ubraniu. Nie, kot towarzyszący mi na fotkach nie jest mój. Po prostu w trakcie sesji zdjęciowej przyszedł znikąd, zapozował, pomruczał i poszedł sobie. Może też postanowił zostać szafiarką. Podziwiajcie jego stylowe czarne futro! ;-)



Z tuniką, główną bohaterką dzisiejszych stylizacji, miałam identyczny problem jak z tą pierwszą, haemową, znaną z mojej pierwszej sesji zdjęciowej. Na sukienkę - za krótka, na tunikę - za długa... Ale kupując ciuch chyba jednak podświadomie myślałam o nim jak o sukience, nie martwiłam się więc, że to rozmiar 40 (normalnie o dwa numery na mnie za duży!). Wymyśliłam go sobie na sukienkę i już. A innego rozmiaru nie było - wiadomo, lumpeks. Tak więc ostatecznie wygrała pierwsza opcja. Opory jednak pozostały, bo nie lubię nosić bardzo krótkich rzeczy.

O mojej kolczykowej manii już pisałam. Te zostały zrobione przez moją koleżankę. A balerinki to buty śmierdzącego lenia, wkładane na stopy w dniach, kiedy bardzo, bardzo, bardzo nie chce się nosić obcasów.

No i znowu wyszło mi weekendowo haemowo.

P.S. Uwaga miłośniczki sandałów z H&M! One wciąż tam są i wciąż przecenione o 70%. A widziałam je w warszawskim Wola Parku. Było ich zdecydowanie mniej - wyhaczyłam tylko numery 37 i 38. Ale były.

Tunikosukienka - H&M, 20 zł, ciuchland
Pasek - 29 zł, H&M
Korale - 10 zł, Drogeria Rossman
Rajstopy - 15 zł, sklep za rogiem ;-)
Balerinki - 39 zł, H&M
Torba - 59 zł, H&M
Kolczyki - made by Nevlien