Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
środa, 29 września 2010
Na pożegnanie lata
Te fotki powstały w niedzielę. Było mi trochę smutno, bo wiedziałam, że to chyba ostatnie zdjęcia w tym roku z krótkim rękawkiem. Od poniedziałku znowu pada, a ja, mimo swojej miłości do jesieni, znoszę ją w tym roku gorzej niż zwykle. Chwyciło mnie też pierwsze przeziębienie - nadspodziewanie wcześnie, bo zazwyczaj deszcze i naloty wrześniowych mikrobów były mi niestraszne, a sezon na smarkanie rozpoczynałam w listopadzie.

Siedzę więc w domu, piję herbatę, pracuję, a wieczorami tonę w książkach. Z żalem zaczęłam upychać w pudłach letnie buty - mam ich całe mnóstwo, o wiele więcej niż butów jesienno zimowych. Tych czarnych ze zdjęć też pewnie już nie założę w tym sezonie... ech.

Obiecuję, że kolejna notka będzie bardziej optymistyczna.

Buty - 116 zł, allegro
Tiszert - Kuxido (kupiony spontanicznie podczas Open'era - nie powiem, ile zapłaciłam, bo natychmiast dowiem się, jaką to straszną utracjuszką jestem)
Spódnica - 29 zł, Zara

PS. Kiedy pisałam tę notkę, zza chmur wyszło słońce :-)
wtorek, 21 września 2010
Dżin(s) z tonikiem
Oj, robi mi się z bloga kronika towarzyska - jakoś tak ostatnio się układa, że wszędzie mnie pełno... Tym razem będzie o dżinsach. To słowo było w zeszły czwartek odmieniane przez wszystkie przypadki w warszawskim salonie Levis. Zebrało się tam całkiem zacne towarzystwo - blogerki, koneserki ciekawych ubrań, a bystre oko mogło wypatrzyć także Novikę. Przyczyna całego zamieszania nazywała się Levi's Curve ID. To nowa linia dżinsów, dostosowanych krojem do kobiecej sylwetki. Dzięki temu nigdzie nie odstają i ładnie się układają.
Poniżej kilka zdjęć - robiłam je sama, więc niestety są o pięć poziomów gorsze niż te pstrykane przez Arima. A że są na nich praktycznie tylko szafiarki? Cóż, pozwolę sobie zacytować Agatę: "Mówią o szafiarkach, że to kółko wzajemnej adoracji. No trudno, nie da się inaczej, kiedy wszystkie są takie sympatyczne".

Styledigger i Baglady.

Robaczek i Pani Mruk.

Kiwaczek, Baglady i Ryfka.

Kocia Szafa - jeszcze ładniejsza niż zwykle. Małżeństwo jej służy! :-)

Wintydż i Styledigger.

Ryfka w roli paparazzi ;-)
Polecam też notkę na blogu Kiwaczka, który szczegółowo tłumaczy, jak dobrze wybrać dżinsy.
Ufff, a teraz już wystarczy tych imprez. Jadę w ciemny, ciemny las - świętować Jesienne Zrównanie.
poniedziałek, 20 września 2010
Być jak Anna Wintour ;-)
Działo się, działo! Cały zeszły tydzień biegałam jak szalona z miejsca na miejsce, usiłując pogodzić dziesiątki różnych zajęć. Chwytałam wiedzę w locie, poznawałam ludzi, i pisałam, pisałam, pisałam... A wszystko dlatego, że uczestniczyłam - w nowej dla siebie roli przedstawicielki patrona medialnego - w warsztatach dla dziennikarzy modowych, zorganizowanych przez Centrum Cybernetyki i Fashion Project.
O miejscówce pisałam już kilka razy - w moich oczach wyrosła na najfajniejsze modowe miejsce na mapie Warszawy. Cały czas coś się tam dzieje - a to spotkanie z kimś ciekawym, a to targi, a to warsztaty projektowania i szycia. Tym razem było więc o prasie, magazynach, formach dziennikarskich. O tym, na co warto zwracać uwagę opisując pokaz lub kolekcję. Jak organizować sesje zdjęciowe, jak zrobić dobry edytorial do magazynu, jak pisać, żeby było ciekawie, gdzie weryfikować informacje... Warsztaty prowadzili dziennikarze m.in. TVN i TVN24 (Jurand Sękowski, Ewa Krajewska i inni), Agata Passent, Filip Niedenthal z "Podróży", Ina Lekiewicz z "Glamour". We wtorek nasze prace edytorskie surowo, ale sprawiedliwie oceniała redaktor naczelna "Glamour", Anna Jurgaś. W środę cały dzień spędziliśmy w Centrum Sztuki Współczesnej - to tam odbył się pierwszy z dwóch fantastycznych wykładów Any Finel Honigman, dziennikarki piszącej m.in do brytyjskiego Vogue'a i New York Timesa. Pierwszego dnia Ana opowiadała o kontrowersjach związanych z modą, a nazajutrz o relacjach pomiędzy modą a sztuką współczesną. Jeśli jednak myślicie, że na pogadankach się skończyło, to jesteście w błędzie - niemal po każdych zajęciach uczestnicy mieli do odrobienia pracę domową. Był to więc bardzo intensywny tydzień. I nie dało się ściemniać.
Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym szczerze nie walnęła prawdy o jednym niedociągnięciu. Był nim... czas. Zajęcia albo się spóźniały, albo przeciągały... Już nie wspomnę o tym, że przez cały tydzień byłam w permanentnym niedoczasie ze wszystkim - a to dlatego, że na plakacie reklamującym przedsięwzięcie znalazła się błędna informacja, że warsztaty trwają każdego dnia od 10 do 14. W rzeczywistości trwały dużo dłużej. Dzięki temu oczywiście można się było więcej nauczyć, ale misterne plany trafił szlag. Były nerwy, owszem. Ale jakoś daliśmy radę. W piątek odreagowywałyśmy - o tak:

Jak widać powyżej, w warsztatach uczestniczyła spora reprezentacja szafiarek. Oprócz mnie była tam jeszcze Ewa, Styledigger (nie ma jej niestety na pamiątkowej fotce), Fashioneria i Berenika. Berenika okazała się zresztą być moją koleżanką po piórze - skończyła studia na tym samym wydziale :-)
Poniżej coś na kształt fotoreportażu. Autorką większości zdjęć jest Asia, czyli Fashioneria.

Wnętrze Centrum Cybernetyki. Praca twórcza warsztatowiczów, jak widać, wre.

Pomiędzy zajęciami koniecznie trzeba się czegoś napić... (Berenika i ja).

Ewa. Every little thing she does is magic...

Tu znowu ja.

Wykład Any Finel Honigman. Tak fajny, że mogę jedynie powiedzieć: żałujcie, że was tam nie było.

Praca nad sesją modową dla pisma - należało wybrać odpowiednie zdjęcia, zestawić je w spójną historię, opisać... To wcale nie takie łatwe, jak mogłoby się wydawać.

Tu byłam! Fashionistka.

...a teraz jestem tu.
Jutro ciąg dalszy opowieści o wydarzeniach ubiegłego tygodnia - tym razem o imprezie w salonie firmy Levis w warszawskich Złotych Tarasach. Ja też tam byłam, krakersy jadłam i wino piłam. Do przeczytania!
wtorek, 14 września 2010
Nie twoja broszka ;-)
Zawsze byłam miłośniczką błyskotek wszelakich, ale od jakiegoś czasu broszki przedkładam nad inne ozdoby. Mam wrażenie, że to najbardziej niedoceniany rodzaj biżuterii. O tym, jakie są ich możliwości i jak fantastycznie potrafią uzupełnić zestaw, przekonałam was (i siebie) już prawie dwa lata temu, w tej notce. Teraz odkrywam broszki na nowo i w tej notce chwalę się nieskromnie swoją małą (jeszcze) kolekcją. Część z nich już widzieliście, a część nie. Niech dzisiaj wystąpią razem - w końcu to rodzina ;-)

sobota, 11 września 2010
Epopeja swetrowa
...czyli w dalszym ciągu jest zzzzimno. Czy lato jeszcze do nas powróci? Chociaż na chwilę?

Mimo wszystko jesień nie jest zła. Jeśli tylko ma się wełniane swetrzysko...

Czasami podczas fotospacerów spotykamy dzieci, koty, psy... Biegną do nas, włażą nam w kadr. Panie i panowie, oto on - mistrz drugiego planu:

Sweter - H&M, 179 zł (ale ja zapłaciłam 134, bo miałam kupon zniżkowy na 25%)
Buty - Deichmann, 69 zł
Top - ciuchland, 7 zł
Spódnica - Zara, 29 zł (ubiegłoroczna wyprzedaż)
Torebka - Orsay, 99 zł

P.S. A tu jeszcze suplement. Po ubiegłotygodniowej dyskusji z cyklu "sutek a sprawa polska" przyjrzałam się uważnie zdjęciu z poniedziałku i doszłam do wniosku, że piersi piersiami, ale ogólnie tamto ujęcie było jakieś niezbyt korzystne. Wrzucam więc inne zdjęcie w poprzednim zestawie. Ot, takie wydanie drugie, poprawione (chociaż obie fotki powstały w tym samym czasie, w odstępie kilku minut od siebie).
P.S. Wciąż wrzucam nowe rzeczy na allegro. Ludzie, ludzie, zwariowałam! Prawie za darmo! Uszczuplam swoją kolekcję torebek i sukienek. O tutaj.

poniedziałek, 06 września 2010
Tytuł wykonał nieprawidłową operację i zostanie zamknięty
Miłośnicy mojej talii mają prawo czuć się w tym odcinku rozczarowani - powitałam się właśnie z długimi, ciepłymi swetrami. Tak ubrana razem z Arimem pojechałam w sobotę na wieczór oglądania slajdów z Indii, zorganizowany przez znajomych, którzy niedawno wrócili z kilkutygodniowej podróży do tego niezwykłego kraju. Było fajnie i zzzzzimno (slajdy były wyświetlane na zewnątrz, jak tylko się trochę ściemniło). Niestety, w tym samym miejscu imprezowały również komary - one ucieszyły się na nasz widok, a my na ich widok znacznie mniej. Cóż jednak było robić - bawiliśmy się dalej w warunkach niezbyt harmonijnej egzystencji międzygatunkowej. Zdjęcia pstryknęliśmy już następnego dnia.

Tutaj jedna z moich najstarszych broszek (i chyba w ogóle jedna z najstarszych rzeczy w moich szufladach). Kupiłam ją będąc jeszcze uczennicą podstawówki, jakoś w połowie lat 80.

A tu moje ukochane ostatnio buty, tegoroczny letni łup wyprzedażowy - zastępują mi moje stare oksfordy, które były już tak zniszczone, że kompletnie do niczego się nie nadawały i musiałam je (z bólem) wyrzucić.

Sukienka - C&A, 49 zł
Sweter - C&A, 25 zł
Broszka - kupiona za kieszonkowe w sklepie papierniczym p. Zielińskiej
Rajstopy - prezent
Buty - Zara, 69 zł (przecenione z 289!)

P.S. Uwaga! Posprzątałam w szafie. Tęsknisz do wyprzedaży? Nie udało Ci się upolować niczego ciekawego? Nie martw się. Zajrzyj tu.
niedziela, 05 września 2010
Czarownica
Dziś nieco nietypowa notka - biorę udział w szafiarskiej akcji, honorującej dzień postaci z bajek. W związku z tym postanowiłam opowiedzieć wam pewną bajkę - niebajkę.

Ta opowieść rozpoczęła się dla mnie pod koniec lat 90, kiedy po raz pierwszy weszłam do internetu i zaczęłam szukać - ludzi, informacji, lektur. Wiedziałam już, że coś jest ze mną nie tak, że za czymś tęsknię... a kiedy ktoś pytał, co to jest, odpowiadałam cytatem z "Księcia Kaspiana" C.S. Lewisa: "Chciałabym żyć w dawnych czasach".

...a może ta opowieść rozpoczęła się wcześniej? Wraz z pierwszym bukietem ziół, starannie ususzonych i powieszonych pod ławką w ogrodzie? Razem z czarnym kotem, plączącym się wiecznie koło nóg, a potem kolejnym, i kolejnym, i kolejnym? Razem ze wszystkimi możliwymi mitologiami, czytanymi jeszcze we wczesnej podstawówce?

W bajkach czarownice zwykle są złe. A to próbują podstępnie zgrillować Jasia i Małgosię, a to podają śpiącej królewnie zatrute jabłuszko. Ale życie nie jest tak czarno - białe. W prawdziwym życiu czarownice już dawno się przekwalifikowały i dziś raczej spieszą z pomocą. Leczą, doradzają, dodają innym wiary w siebie. Jedno się jednak nie zmieniło od lat - nie znam mianowicie prawdziwej wiedźmy (chwilowo zapomnijmy o pozerkach z pentagramem, które nie rozumieją znaczenia noszonego symbolu), która byłaby idiotką. To po prostu oksymoron - wiedźma i głupota. Te zjawiska nie chodzą w parze.

Dzień postaci z bajek... i nie tylko bajek. Czasami baśnie przeplatają się z życiem tak subtelnie, że nie widać granic. Ta baśń miała wiele rozdziałów - lepszych i gorszych, smutnych i wesołych, ale wciąż chcę w niej żyć. Jestem tym, kim jestem.

P.S Zdjęcie nie jest nowe - zostało zrobione niemal dokładnie 10 lat temu w Bolkowie. Autorem jest Mirosław Należyty.

P.S 2 Akcję wymyślił i koordynuje pewien sympatyczny Robaczek.