Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
piątek, 24 października 2008
Nihil novi
A tak wyglądałam kilka dni temu podczas weekendowej wyprawy do teatru:


Czy odkryję amerykę, jeśli powiem, że nawet szafiarka i zakupoholiczka czasami robi zestaw z rzeczy, które od dawna ma w szafie?
Nie widzieliście jeszcze tylko sukienki, ale pasek, buty i torebkę już znacie...

Sukienka - internetowy secondhand mofashion, 47 zł
Buty - niemiecki secondhand, 30 euro
Rajstopy - Venezia, 20 zł
Pasek - H&M, 29 zł
Torebka - ciuchland, 15 zł

poniedziałek, 20 października 2008
Do tablicy!
Tę sukienkę kilkakrotnie zapowiadałam na blipie i u Ryfki. Jest to najbardziej sztywniarska kiecka, jaką mam. Wyszukałam ją na allegro i padłam, po czym zatrudniłam snajpera, żeby żaden zły człowiek nigdy już nie rozdzielił zakochanych. Uwielbiam takie "mundurkowate" ciuchy i chyba nie tylko ja ;-)

Buty - nic specjalnego, kolejna para, która padła ofiarą mojej namiętnej, sadystycznej miłości. Kupiłam je w ubiegłym roku i pokochałam tak bardzo, że nie bacząc na śniegi i mrozy, nosiłam je nawet w zimie. Buty nie zniosły tego najlepiej i lakier zaczął schodzić ze skóry. Mimo to dalej czasem je zakładam. Pierwotny plan opiewał na założenie do zdjęcia moich pięknych pacellich, ale ponieważ nie byłoby w tym prawdy czasu i ekranu (pacelli nadają się do tańca, ale na pewno nie do chodzenia, mimo, że są prześliczne), zrezygnowałam z tego pomysłu.

Tło nie jest za ciekawe, ale do tego niestety musicie się na jakiś czas przyzwyczaić - dopóki nie wróci ciepło, będę robić wszystkie fotki na balkonie.

Sukienka - Atmosphere, allegro, 66 zł
Buty - Venezia, 350 zł
bluzka - H&M, 79 zł

czwartek, 16 października 2008
Dziś przydarzyło mi się coś fajnego
Czwartek jest jedynym dniem w tygodniu, kiedy mam wolne popołudnie. Postanowiłam więc wykorzystać je na obejrzenie wystawy Rewolucje 1968 w Galerii Zachęta. I naprawdę - bez ściemy - otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia, kiedy podeszła do mnie sympatyczna dziewczyna i wręczając wizytówkę powiedziała: "Prowadzę bloga, na którym zamieszczam fotki fajnie ubranych osób. Czy mogę zrobić ci zdjęcie?".
Wymieniłyśmy szybko opinie odnośnie fascynacji modowych ("Ach, a więc jesteś szafiarką?","Tak, ja też uwielbiam Piksi!") i rozeszłyśmy się w stronę "swoich" wystaw.
A swoją drogą po Zachęcie chodzi mnóstwo świetnie ubranych osób. Autorzy blogów z modą uliczną mają tam prawdziwe łowy!
Moja fota  i torebka do obejrzenia tutaj. Nie byłam przygotowana na jakiekolwiek sesje, stąd z lekka nieprzytomny wzrok, nieułożone włosy i zjedzony makijaż. Ale co tam. Następna stacja: The Sartorialist ;-)
wtorek, 14 października 2008
Wpis zbiorczy - rzecznik prasowy odpowiada ;-)

Nie mam włączonego powiadamiania o komentarzach. Dlatego dziś w chwili wolnego czasu (no dobrze: w dniu leniwca w pracy ;-) ) przejrzałam cierpliwie, wpis po wpisie, ten szafowy blog i zdziwiła mnie liczba komentarzy, których nigdy wcześniej nie czytałam.

To, co mogę powiedzieć przede wszystkim: bardzo dziękuję za odzew. Piszę i wymyślam zestawy strojów ku uciesze własnej, ale i ogółu, i gdyby odzewu kompletnie nie było, to pewnie nie byłoby mi miło. I zaraz potem: owszem, w prawie każdej z zaprezentowanych stylizacji coś bym teraz zmieniła, ale ogólna idea każdej z nich na pewno pozostałaby taka sama. Żaden, absolutnie żaden komentarz tego nie zmieni. Ja to ja, czy się to komuś podoba, czy nie i jedyne, co można ze mną zrobić, to przyjąć mnie z dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli jednak ktoś myśli, że tym stwierdzeniem chcę z góry spacyfikować komentarze krytyczne, to niniejszym wyprowadzam go z błędu. Funkcjonuję w internecie naprawdę od wielu lat i nie jestem już dziewuszką, która się zapłacze, bo ktoś ją skrytykował. Wiem swoje, innych słucham uważnie, a z doświadczenia życiowego wiem również, że ludzie bezwzględnie szczerzy często są jednocześnie solidni, uczciwi i mądrzy. I przyznam, że czasem wolę inteligentnych krytyków, niż fałszywych przyjaciół.

Mimo wszystkich dobrodziejstw płynących z komentarzy coraz częściej zastanawiam się nad ich zamknięciem. Raz, że nie lubię nerwowego czekania na pierwszego komentsa (na zasadzie: "dobra, to zaraz się okaże, że mój pomysł nikomu poza mną się nie podoba"). A dwa, że obawiam się ich wpływu na własny styl. Chcę pozostać sobą i - mimo rozrywkowego charakteru tego bloga - nigdy nie ulec pokusie robienia czegokolwiek pod publiczkę. Jestem niemożliwą indywidualistką, z pewnością miłą, ale przekorną. Zauważyłam nawet, że czasami im bardziej coś jest modne, tym trudniej mi się do tego przekonać. Rzeczy, które mi się podobają, zazwyczaj podobają mi się od lat, a rzeczy, które mi się nie podobają - cóż, może kiedyś zmienię zdanie. Kontestuję rzeczywistość i wciąż jeszcze słucham głównie własnej intuicji. Dlatego czasami wyglądam - w opinii niektórych - beznadziejnie. Tak pewnie zostanie i szczerze mówiąc uważam ten stan rzeczy za zdrowy. Albowiem jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Howgh!

P.S. Naprawdę mam 33 lata :-)
sobota, 11 października 2008
Trends(w)eterka
Tym razem kilka fotek z niedzielnego spaceru w Łazienkach Królewskich. Te zdjęcia miały wyglądać inaczej. Do sweterka wymyśliłam sobie spodnie - dzwony, żeby zrobić zestaw w stylu folk'n'hippie. Niestety, ich zdobycie okazało się niemożliwe, ale nie ustaję w poszukiwaniach. A może ktoś ma zachomikowane dzwony w czeluściach szafy i może mi je sprzedać lub oddać?

Jesień i zima mają tę wadę/zaletę, że wychodząc, trzeba wykombinować dwa zestawy - na wierzchu i pod spodem. Powyżej wygrzewam się w słońcu i kurtka poszła precz.

...a tu i poniżej już lekko wymiękłam i narzuciłam kurtkę na siebie:

Czerwone buty, jak widać, także są w ciągłym użyciu.A tu torebka - kolejne wykopalisko z ciuchlandu.

Ubrania ubraniami, a i tak największym bohaterem spaceru okazała się wiewiórka.


Sweter - Atmosphere, ciuchland, 15 zł
Buty - Deichmann, 69 zł
Szalik - z wyprzedaży w india shopie, 10 zł
Kurtka - Orsay, 120 zł
spodnie - Big Star, ok. 120 zł
Torebka - ciuchland, 6 zł

poniedziałek, 06 października 2008
Na występach gościnnych
Tym razem Szafiareczka bawiła w Monachium i zadawała szyku na słynnym Oktoberfest. Przede wszystkim jednak podziwiała piękne miasto i piękne lokalne szmateksy, pełne dirndl i lederhosen (chociaż Bawarczycy, z którymi pracuje ostatnio Arim, twierdzą, że największym szpanem jest mieć takie po babci i dziadku - także i w tę dziedzinę przebojem wkroczyła moda na vintage).

Ratusz w Monachium

Pomnik ofiar zamachu terrorystycznego podczas olimpiady w 1972 r.

W jednym ze szmateksów kupiłam sobie piękne włoskie buty, ręczna robota :-)

Ponieważ fotki pstrykano w innym niż Polska kraju, odważyłam się założyć najkrótszą ze swoich spódnic (nie licząc tuniki) i nie zawiodłam się. Nie budziłam najmniejszej sensacji. Na monachijskich ulicach kłębi się taka rozmaitość kultur i strojów, że ludzie nie reagowaliby chyba nawet na topless. U nas natychmiast ktoś by się za mną obejrzał z obleśnym uśmieszkiem.

Poczułam się tak swobodnie, że aż się rozkręciłam...

Rozkręciłam...

Spódnica - 44 zł, Jeans Club
Korale - 10 zł, Rossmann
Buty - 30 euro, Secondhand ReSales
Sweter - cena zapomniana (kupiony jakoś z 5 lat temu), Terranova