Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
niedziela, 31 października 2010
(przed)Ostatni
Dzisiejszy dzień jest dla mnie podwójnie szczególny. Dziś, w ten ostatni dzień celtyckiego roku, przez cieniutkie zasłony pomiędzy światami zerkam tam, gdzie zazwyczaj zerkać nie wolno. Dzień nagle krótszy, ciemność ogarnia wszystko i wszystkich. Są tacy, co się jej boją - a ja, dziecko tej nocy, otulam się nią jak najcieplejszym płaszczem. Taki dzień jak dzisiejszy jest dobry na zakończenie czegoś i rozpoczęcie nowego.

Tak, nieuchronnie nadchodzi zima, a wraz z nią standardowe szafiarskie kłopoty - krótkie dni, brak dobrego światła, wiatr, mróz. Pozowanie w krótkich gaciach na śniegu wydaje mi się niemądre, a co do zimowych zestawów... Cóż, ile zimowych płaszczy można kupić, żeby je pokazać na blogu? A idea kupowania ciuchów, wykorzystywania ich do zdjęć i oddawania do sklepu jakoś mnie pociąga. Nie powiem, zdarzało mi się zmienić zdanie co do różnych prezentowanych tu rzeczy i oddać je... ale na ogół kłóci mi się to z pomysłem na bloga. Zestawy miały być moje, prawdziwe, sprawdzone w boju, na długo. Tak jak dzisiejsze. I już.


Ale szczerość ma swoją cenę, dlatego od dziś zawieszam działalność szafiarską. Moje zdjęcia będą się tu pokazywały zdecydowanie rzadziej - co nie znaczy, że w ogóle ich nie będzie. A czy poza tym blog umiera? Nie! Będę pisać - o modzie, kolekcjach, wydarzeniach, w których miałam przyjemność uczestniczyć. Także o tych zdarzeniach z mojego i cudzego życia, które w jakiś sposób wpłynęły na modę i moje jej postrzeganie - bo mody nie wolno ograniczać do ciuchów, moda to część popkultury i zawsze jest zanurzona w jakiś kontekst. Pojawią się także podcasty. Powrót regularnych zdjęć szafiarskich przewidziany jest na wiosnę. Prawdopodobnie będą to już jednak zupełnie inne zdjęcia.

A więc - do przeczytania :-) Mam nadzieję, że ta nieco odmienna forma blogowania szafiarskiego mimo wszystko przypadnie wam do gustu.

Buty - Menbur
Kuferek - prezent
Spódnica - C&A
Bluzka - Reserved
poniedziałek, 25 października 2010
Bezdomna obdartuska
Wiem, wiem, że wolicie mnie w retrowych płaszczykach, ładnych sukienkach i innych ubraniach charakterystycznych dla panienki z dobrego domu. Problem w tym, że czasami mam ochotę ubrać się... brzydko. Nie owijajmy w bawełnę - nie mam jednego, typowego dla siebie stylu. Wciąż go poszukuję i nie sądzę, żebym w następnym dziesięcioleciu miała znaleźć coś, co w pełni mnie zadowoli. Jestem zmienna i niestała w uczuciach. W ubraniach zakochuję się, żeby je po pół roku porzucić. Gdyby więc istniał styl, który łączy eleganckie z lumpiarskim, obiektywnie brzydkie z obiektywnie ładnym - zostanę mu wierna aż po grób.

Zaletą powyższego zestawu jest niskobudżetowość - zarówno parka, jak i torebka zostały kupione w szmateksie za łączną kwotę 28 zł, a martensy złowiłam na allegro za połowę swej normalnej ceny. Dorzuciłam do tego nowe, bardzo ciepłe getry z H&M i czapkę z tego samego sklepu. Parka jest oczywiście demonstracyjnie paskudna, ale niesamowicie ciepła (ma podszewkę z polaru), a poza tym daje duże możliwości stylizacyjne. Można podkreślić w niej talię przy pomocy paska (mój ulubiony z Top Shopu - ten z główkami lwów - nadaje się do tego idealnie), można przypiąć do niej kilka kolorowych broszek. Lubię tak. Chociaż nie jestem pewna, czy to modne, czy nie.

Parka - ciuchland
Torebka - ciuchland
Martensy - allegro
Getry - H&M
Czapka - H&M
środa, 20 października 2010
Wyznania sprzedajnej
Oj narobię sobie teraz wrogów, narobię... Ta notka, co tu dużo kryć, powstała pod wpływem wkurzenia - jeśli doczytacie do końca, to domyślicie się, skąd te nerwy. Jedziemy!

Jeśli ktoś łudzi się jeszcze, że na blogach nie zamieszcza się reklam, to jest bardzo naiwny. Zamieszcza się. Zazwyczaj nie są to duże pieniądze dla żadnej ze stron. Reklamodawcy dzięki blogom mogą coś zakomunikować za naprawdę atrakcyjną cenę. Najpopularniejsi blogerzy są w stanie żyć ze swojej działalności (chociaż rzecz jasna nie są to jakieś dzikie tysiące złotych, więc żyć można raczej na dość skromnym poziomie). Innym blogerom - czyli znakomitej większości - dochody z bloga zapewniają kieszonkowe. Miłe są także prezenty, gadżety do testowania, możliwość wejścia na otwarcie/konferencję/imprezę. To proste, niedrogie i bardzo skuteczne jako środek komunikacji - żyjemy w czasach, kiedy najpopularniejsze blogi spokojnie dorównują (jeśli nie przewyższają) poczytnością magazynom i gazetom. No, a porównajcie koszty reklamy prasowej i reklamy na blogu!

Oczywiście, to, że można kupić sobie przestrzeń reklamową na blogu, nie oznacza, że panują tu prawa dżungli. Większość blogerów ma swoje zasady co do zawartości okienek reklamowych. Niektórzy stanowczo odmawiają współpracy z producentami alkoholu i papierosów. Inni - na przykład ja - nie chcą u siebie widzieć typowych tekstów sponsorowanych (czyli takich, które żywcem, nic nie zmieniając, trzeba u siebie zamieścić), za to na marketing szeptany godzę się bez mrugnięcia okiem, jeśli jest inteligentny i przemyślany.

Oczywiście, większość blogerów nie ma czasu, żeby bawić się w samodzielną akwizycję reklam do swojego bloga. Pomagają nam w tym platformy pośredniczące. Wystarczy się u nich zarejestrować. Śledzą nasze statystyki, a od reklam pobierają prowizję, ale dzięki temu nie musimy bawić się w reklamowanie samych siebie - po prostu akceptujemy banner (lub nie) i już. Po stronie pośredników jest także reprezentowanie naszego bloga i przedstawianie go światu jako skutecznego medium.

W Polsce mamy trzy agencje, które pośredniczą na linii reklamodawca - bloger. Każda ma swoje wady i zalety. Oto moje subiektywne doświadczenia ze współpracy z nimi.

1. Blogvertising

Zalety:
- spora skuteczność. Żadna firma tak skutecznie nie zasypuje blogerów ofertami reklam. Nawet mało popularne blogi są w stanie coś uszczknąć z reklamowego tortu dzięki blogvertisingowi.
- niezłe stawki. Mam wrażenie, że blogvertising współpracuje z dużymi graczami na rynku i zdobywa duże budżety reklamowe. Dzięki temu nie oferuje nam błyskotliwych propozycji typu banner na jeden dzień za 10 groszy. Nie, oni zamieszczają u nas całe kampanie, a stawki zaczynają się od kilkudziesięciu złotych - co oczywiście zależy od popularności bloga i czasu trwania kampanii.

Wady:
- lekceważenie w stosunku do blogerów, z których przecież żyją. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której tygodniami czeka się na odpowiedź na maila? Z tego powodu wiele razy chciałam się z tą firmą rozstać. Nie lubię być traktowana z ostentacyjną pogardą.
- rotacje. Piszesz do osoby X, odpowiedź dostajesz od osoby Y, a tydzień później w tej samej sprawie pisze do nas account Z. Można się pogubić.
- opóźnienia w wypłatach. Ja osobiście nie miałam z tym jeszcze problemów, ale znany mi jest przypadek ponad miesięcznego spóźnienia z przelaniem pieniędzy za kampanię. Należy jednak sprawiedliwie przyznać, że pieniądze ostatecznie zawsze trafiają na konto.
- schematyczne działanie. Blogi niszowe mają dużo mniejsze szanse na kampanię, nawet jeśli ich wartość merytoryczna bije na głowę popularny, kretyński blogasek milusiej kiciusi. Dla blogvertisingu na blogach liczy się ilość (odsłon), a nie jakość (notek). Zła moneta zawsze wypiera dobrą.

2. Adtaily

Zalety:
- są na każde zawołanie. Na maile odpisują błyskawicznie, są obecni w serwisach społecznościowych, można z nimi pogadać na blipie i facebooku. Prowadzą dialog z blogerami i nie obrażają się na konstruktywną krytykę. Ktoś, kto tam odpowiada za sprawy wizerunkowe, robi świetną robotę.
- prosty, intuicyjny interfejs dla blogera. Żeby zaakceptować kampanię, nie musisz prowadzić tasiemcowej korespondencji z accountami.
- współpraca z paypalem i brak biurokracji - żeby dostać pieniądze za kampanię, nie musisz podpisywać umowy, czekać na podpisany egzemplarz, a potem iluś tam przepisowych dni roboczych na przelew. Wszystko trwa maksymalnie 3 dni - wchodzisz do interfejsu blogera, wypłacasz kasę i niedługo potem masz ją na paypalu/koncie.

Wady:
- mierna skuteczność. Propozycję kampanii z Adtaily dostaję w najlepszym przypadku raz na miesiąc. Czasem rzadziej. Ktoś może powiedzieć, że to pewnie z powodu mojej słabej popularności - ale z tego, co wiem, blogi z kilkakrotnie większą odwiedzalnością mają identyczny problem.
- rozdrobienie. W Adtaily dominują kampanie typu: banner na 3 dni za 3 zł, a długie, pełnokrwiste kampanie są rzadkością. A już wyjątkowo irytujące są kampanie testowe. Kiedyś dostałam propozycję wyświetlania bannera przez 2 dni bodajże za 9 groszy. Już miałam się obrazić, gdy się dowiedziałam, że inna blogerka dostała identyczną propozycję za 4 grosze. Z rozbawieniem zgodziłam się na kopnięcie zaszczytem - głównie po to, żeby zobaczyć, co teraz będzie.

3. NetSales

Zalety:
- Najmłodszy gracz na rynku, więc wciąż bardzo się stara.
- Działają niestandardowo. Z własnej inicjatywy kombinują, jakby tu dać blogerom coś więcej niż tylko ustalone wcześniej wynagrodzenie.
- Uczciwe zasady - konkretna stawka za konkretną ilość kliknięć na banner.
- Nie tylko błyskawicznie odpisują, ale też sami, nienagabywani, wyjaśniają to, co potencjalnie może być niejasne. Starają się myśleć kategoriami blogera, nie zaniedbując reklamodawcy. Wpadli na to (surprise!), że zadowolony bloger to skuteczniejsza kampania.

Wady:
- Nie mają typowych kampanii bannerowych, które zapewniają dochód, niezależnie od popularności bloga.
- Działają na tyle krótko, że nie miałam jeszcze okazji przetestowania szybkości załatwiania spraw typu umowa, tempo płatności itd. Możliwe, że ten punkt przeniesie się wkrótce do zalet. Lub, co równie możliwe, pozostanie w wadach.

Możliwe, że są jeszcze inni, ale nie współpracowałam z nimi, więc nie mogę się wypowiadać.

Reklamodawcy mogą oczywiście zgłaszać się bezpośrednio do blogerów, z pominięciem pośredników - zwykle nie ma z tym problemu, bo blogerzy są otwarci na negocjacje. Dzięki temu zyskujemy na zasadzie barteru (na przykład: ja tobie reklamę, a ty mi coś ze swojego sklepu internetowego) lub jakiejkolwiek innej. Można się dogadać. Są jednak firmy, które nagabują o spotkanie, piszą prośby i perswazje, zawracają głowę... a potem znikają. Dosłownie znikają. Z tego miejsca chciałabym odradzić współpracę z firmą PinkPig. Latem zaproponowali mi (oraz, jak się potem okazało, innym szafiarkom) udział w evencie reklamowym. Warunki były znakomite - aż zbyt piękne, żeby mogły być prawdziwe. Wszystko było dogadane, a event miał się odbyć w październiku. W połowie września piszę do PinkPig, żeby potwierdzić udział. Cisza. Piszę jeszcze raz. Cisza. Znajoma blogerka, także zdezorientowana, pyta mnie, czy też dostałam od nich propozycję - ona miała więcej szczęścia, bo raz dostała odpowiedź na maila. Ja nie doczekałam jej do tej pory. Czy tak wygląda rzetelność i profesjonalizm? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Podkreślam, że blogerzy są ludźmi i nie należy się ich bać. Ja także nie gryzę, więc jeśli jakiejś firmie eventowej czy pr-owej nie udało się podpisać kontraktu i zrealizować ambitnych planów z m.in. moim udziałem, zrozumiem to. Ale taki ignor, olewanie, brak odwagi cywilnej? W żadnej dziedzinie nie są to pożądane kwalifikacje. W dziedzinie PR takie cechy to dyskwalifikacja. Tak, panie googlu, może pan to zaindeksować.

Osobną kategorią są grupy freaków, którzy wysyłają do nas maile typu: "Zrealizowaliśmy świetną produkcję. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyś zdecydowała się umieścić ten film na swoim blogu." Dlaczego niby miałabym to zrobić? Jeden logiczny powód poproszę. Bezinteresowna bywam często, ale w stosunku do przyjaciół. W stosunku do nieznajomych, na dodatek naiwnych i liczących na moją naiwność - nie. Uważam takie prośby za przejaw braku szacunku i niepoważnego traktowania mojej osoby. A jeśli ktoś nadal ma ochotę wyzwać mnie od zimnych suk, proponuję zerknąć na bannery charytatywne, które zamieszczam. Są takie i nikt mi ich nie zleca. Gros tych instytucji nawet nie wie, że je linkuję. Muszę mieć jednak pewność, że działam w dobrej wierze, zamiast nabić kabzę cwaniakowi.

Jakie wnioski płyną z powyższego? Kiedyś było coś takiego jak Kodeks Współpracy z Blogerami - ale już nie ma (z tego, co wiem - może słabo guglałam?). A nawet jeśli google trzyma gdzieś jeszcze kopię, to i tak kodeks powstał w 2008 roku, więc istnieje zagrożenie, że mógł się zdezaktualizować. Ja jestem tylko małą szafiarką, nie żadnym tam specem od reklamy na blogach, więc nie reprezentuję żadnego szerszego środowiska i nie mam ambicji tworzenia kodeksu. Pozwoliłam sobie zatem na opracowanie lakonicznego dekalogu dla reklamodawców współpracujących z blogami, pisany z punktu widzenia blogerki.

1. Szanuj nas i nasz czas.
2. Nie nagabuj - uszanuj odmowę. Nie spamuj naszych skrzynek.
3. Odpisuj na maile.
4. Szybko wywiązuj się z zobowiązań. Jeśli coś w tym przeszkadza, informuj o tym na bieżąco.
5. Nie bój się komunikować porażek (np. kampania nie doszła do skutku). Informuj o wszystkim jasno i uczciwie. Nie ukrywaj niczego i nie matacz. Prawda i tak wyjdzie na jaw.
6. Nie próbuj traktować nas niepoważnie. Przykład niepoważnego traktowania został opisany tutaj.
7. Odpisuj na maile.
8. Wiemy, że jesteś między młotem i kowadłem, czyli między reklamodawcą i reklamobiorcą. Spróbuj być w porządku wobec obu stron.
9. Zorientuj się, kogo reprezentujesz. Zaglądaj czasem na blogi, na których w imieniu blogerów sprzedajesz powierzchnię reklamową.
10. Hm... sprawdź, czy przypadkiem nie czeka na ciebie mój mail? ;-)

A wy? Jakie są wasze doświadczenia? Drogie firmy, czy uważacie, że blogerzy to osoby, którym uderzyła woda sodowa? Drodzy blogerzy, czy mieliście jakieś problemy, współpracując z firmami? Czekam na komentarze. Tylko bez awantur, proszę :-)
poniedziałek, 18 października 2010
Trochę inaczej
Są takie rzeczy, które się zmieniają, i są takie, które wciąż są takie same. Jeszcze tydzień temu bez wysiłku wytrzymywałam na dworze w lekkiej jedwabnej bluzce i dżinsach. Siadałam na pieńku i grzałam plecy na słońcu jak zadowolona kotka. Teraz nagle zrobiło się lodowato, a trawa rano srebrzy się szronem. Świat się zmienił i znowu stało się to zbyt szybko. W miarę spadku temperatury w mojej szafie przybywa swetrów, kurtek i płaszczy. Ostatnio do kolekcji dołączył płaszcz z Mango. I tylko beret ciągle ten sam.

Zmienia się także ten blog, i jest to wstęp do zmian, które nastąpią w ciągu najbliższych kilku tygodni. Póki co dodałam facebookowy guzik "Like" czyli "Lubię to" (na razie widoczny tylko z widoku komentarzy). Zachęcam do klikania! Drugą zmianą, jaką teraz wprowadzam, jest definitywna rezygnacja z podawania cen przy liście ubrań i dodatków. Kupuję ostatnio rzadziej, ale gdy już kupuję, to rzeczy jak najlepszej jakości i o dość wysokiej cenie. Niestety, tak to często działa - coś za coś. Nie chcę dowiedzieć się potem od jakiejś zazdrośnicy, na co jej zdaniem lepiej byłoby wydać te pieniądze. Miałam kilka takich przypadków i za każdym razem na usta cisnęła mi się barwna wiązanka wulgaryzmów. Nie chcę odrabiać tej lekcji po raz kolejny. Nikogo przecież nie okradam.

Zrobiłam też porządki w szafie, a część rzeczy wyprawiam w świat przy pomocy allegro. Zapraszam :-)

Płaszcz - Mango
Buty - modcloth.com
Beret - Wylęgarnia
poniedziałek, 11 października 2010
W biegu
Bawełna dżinsów. Jedwab bluzki. Wysokie obcasy - jedyny kompromis ze światem glamour. Zwyczajna torebka. Więcej nie trzeba. Nie wiem tylko, dlaczego na zdjęciu nie widać tej klawiatury, która przyrosła mi ostatnio do ręki?

Jestem szczęśliwa i ledwie żywa z zabiegania. Mam więcej pracy niż wtedy, kiedy pracowałam na etacie oraz gdzieś tak z pięć razy więcej satysfakcji. I tylko jedno pytanie do świata - dlaczego doba uporczywie nie chce mieć więcej niż 24 godziny?


Dżinsy - prezent od firmy Levis (w sklepie kosztują 369 zł)
Bluzka - Reserved, 99 zł
Kolczyki - po cioci, mają ze 25 lat, jeśli nie więcej
Bransoletka - H&M, 22,90 zł
Buty - modcloth.com, 38$
Torebka - Nine West, 119 zł
czwartek, 07 października 2010
Dwa łyki klasyki
Kolejna wizyta w Reserved skończyła się atakiem zakupoholizmu. Ledwie skończyłam wyprzedaż sukienek na allegro, a już zaczęłam kupować następne - ale jak tu zostawić na wieszaku wełnianą sukienkę w moją ukochaną pepitkę? Oczywiście, nie odkrywam tym zestawem Ameryki, ale klasyki nie pokazywałam już dawno, więc niech będzie.

A Warszawiankom polecam salon Reserved w Wola Parku - mam wrażenie, że wszystkim jest tam za daleko, więc rzeczy z nowej kolekcji, po których w innych sklepach nie zostało już nawet wspomnienie, tam wiszą sobie spokojnie i czekają. To samo zresztą dotyczy Tesco na Połczyńskiej - dłużej niż gdzie indziej można tam znaleźć całość kolekcji F&F w pełnej rozmiarówce.

Sukienka - Reserved, 139 zł
Torebka - złowiona na swapie, 15 zł
Naszyjnik - kupiony w małym sklepiku w Zamościu latem 1992 r. (co oznacza, że jest już pełnoletni!)
Buty - modcloth.com, 38$
Bransoletka - H&M, 22.90 zł
poniedziałek, 04 października 2010
Moda w służbie przemysłu spożywczego
- Czy w tym sezonie modne jest noszenie knedli? - zapytał Arim z przekąsem, patrząc na mój nowy naszyjnik.
Kiedy minęły mi już faza śmiechu i faza oburzenia, stwierdziłam, że coś w tym faktycznie jest: pompony, z których składa się naszyjnik, przypominają knedle. Albo pyzy. Czekam zatem niecierpliwie na naszyjnik z pierogów. Najlepiej takich trochę podsmażonych - wtedy będą w najmodniejszym kolorze sezonu, czyli (hahaha) kamelowym ;-)

A z tymi pomponami to trochę ściema - od kilku sezonów są ogłaszane hitem, którym się nie stają. Regularnie lądują na czapkach i beretach, owszem. Ale swetry i sukienki zrobione z samych pomponów lub ozdobione nimi - mimo że widywałam je w modowych magazynach - jakoś się nie przyjęły. W sumie chyba żałuję. To wesoły dodatek, choć rzecz jasna raczej dla młodszych osób niż starszych. Kupiłam sobie kiedyś w Reserved zabawny ocieplacz zawiązywany na troczki z pomponami i do tej pory boję się go tutaj pokazać, z obawy przed zarzutem infantylności.

A propos Reserved. Od kilkunastu dni możecie tu zobaczyć banner nowej kampanii reklamowej tej firmy. I przyznam, że jest to chyba ich pierwsza kampania, która naprawdę mi się podoba - bo kto nie lubi historii o kopciuszkach z małych miasteczek, którym nagle spełniają się marzenia? Kampania kampanią, ale jest też wymierny efekt w postaci zniżki na zakupy w wysokości 15 lub 20% (ta większa zniżka dla fanów Reserved na facebooku). Sama skorzystałam z upustu dzisiaj i kupiłam sobie piękny zimowy płaszcz. Kame... beżowy. A jakże ;-) Premiera po pierwszych mrozach.

Naszyjnik - Vintage Agi, 21.96 zł
Sukienka - Zara, 99 zł
Kurtka - Topshop, 609 zł
Torebka - złowiona na swapie, 15 zł

P.S. Dziś Światowy Dzień Zwierząt - z tej okazji szafiarki opowiadają o swoich pupilach i pomagają tym, które nie zaznały szczęścia mieszkania w prawdziwym domu. Ja z powodu zaziębienia (ciągnącego się już od ponad tygodnia) nie zrobiłam żadnych nowych zdjęć swojej kociej ulubienicy, ale wspomagam zwierzaki na swój własny sposób. Zwróćcie uwagę na nowy banner po lewej stronie - jest podlinkowany do informacji o bezpłatnym czipowaniu psów i kotów w Warszawie. Może warto skorzystać?