Jak cię widzą, tak cię piszą




Kategorie: Wszystkie | Konkurs | Prywata | Refleksje modowe | Stylizacje
RSS
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Złote popołudnie
Za mną ciężki dzień, przede mną jeszcze trudniejszy. Może dlatego na przekór światu tuż przed zachodem poszłam popatrzeć na słońce i połasić się do trawy. W cywilu. Bez obcasów. Bez torebki. Bez zegarka. Nie chcę już być królikiem z Alicji w Krainie Czarów. Chcę móc zamykać się sama w pokoju, przesadzać zioła w doniczkach, mruczeć razem z kotem, szyć t-shirty, pisać baśnie. Zmieniam rzeczywistość i umieram ze strachu, ale wiem, że to jest ostatni moment, kiedy mogę to zrobić. Za miesiąc czy rok będzie za późno i skończę jak tysiące smutnych, zgorzkniałych kobiet, które w odpowiednim czasie nie odważyły się podjąć wyzwania.

Sukienka - C&A, 25 zł
Baleriny - F&F, 22,50 zł
Kolczyki - zrobiła je dla mnie Elizka




niedziela, 27 czerwca 2010
Steampunk w haremie ;-)
- Mogę ją z ciebie zedrzeć? - zapytała mnie koleżanka A., miłośniczka klimatów steampunkowo wiktoriańskich, zobaczywszy po raz pierwszy moją bluzkę. A. nie miewała do tej pory lesbijskich skłonności, w powietrzu powiało więc zdziwieniem. Uzgodniłyśmy szybko, że bluzkę mogę jej pożyczać. Na razie jednak ciuch wciąż leży w mojej szafie, wyłączywszy chwile, kiedy go noszę. Zazwyczaj łączę tę bluzkę z tulipanowymi szortami (trochę podobnymi do haremowych spodni - widzieliście je już w tej notce), bo pasuje mi kolorem, plus z kolczykami, które kupiłam specjalnie z myślą o poniższym zestawie. A czas sobie płynie banalnym tik tak...

Bluzka - ciuchland, 9 zł
Buty - Reserved, 149 zł
Kolczyki - allegro, 10 zł
Szorty - H&M, kupione w Mofashion, 35 zł

środa, 23 czerwca 2010
Kwiaciareczka ;-)
Ta stylizacja miała wyglądać inaczej (nie wspominając już o tym, że miała ukazać się wcześniej). Niestety, pan listonosz (pozdrawiam!) nie dostarczył na czas przesyłki z allegro i trzeba było kombinować coś na szybko. Skutek jest taki, że zestaw z nowiutkim dżinsowym kombinezonem zobaczycie w bliżej nieokreślonym terminie, a na razie kolejna z setki sukienek z mojej szafy. Tak, naprawdę - zrobiłam małą inwentaryzację i doliczyłam się prawie setki. To jeszcze kolekcjonerstwo, czy już obsesja? Przemilczmy to litościwie...

Ciuchy moje, ale zdjęcia są poniekąd sponsorowane. Podobnie jak wiele innych szafiarek, także i ja biorę udział w konkursie, zorganizowanym dla nas przez Sanoflore, francuskiego producenta kosmetyków. Stawką są zakupy w pewnym sklepie na H ;-) I nie, nie chodzi o Halę Mirowską. A teraz uwaga, reklama: dostałam dwa balsamy Sanoflore do przetestowania i po prostu się od nich uzależniłam. Zwłaszcza od cytrynowego sorbetu do ciała, którego zapach, lekko przełamany goryczką, bardzo mi odpowiada. W przeciwieństwie do innych produktów tego typu nie pachnie jak płyn do mycia naczyń, na dodatek szybko się wchłania... No, ale dość już reklamy.

Jedna z was także może cieszyć się kosmetykami Sanoflore. Mam dla moich czytelników identyczny zestaw jak ten pokazany na poniższym zdjęciu. Nagrodę dostanie trzecia osoba, która na adres morven.at.gazeta.pl prześle prawidłową odpowiedź na pytanie: jakie kwiaty trzymam w ręku? Pytanie jest podchwytliwe, odpowiedź nie jest oczywista, ale wierzę w wasze zielarskie zdolności!

Sukienka - ciuchland, 6 zł
Buty - Reserved, 149 zł
Kolczyki - 10 zł, allegro
Pierścionek - 29 zł, Avon
Pasek - zabrałam Arimowi
Kapelusz - H&M, kupiony dwa lata temu na wyjazd do Portugalii (nie pamiętam już, ile zapłaciłam)
Balsamy - Sanoflore

A zatem umawiamy się tak: teraz idę spać, a kiedy wstanę, zajrzę do poczty. I pamiętajcie: trzecia osoba, która wyśle do mnie mail z prawidłową odpowiedzią, dostanie kosmetyki. Miłej zabawy!

Konkurs rozstrzygnięty! Większość z was typowała, że trzymam rumianek. Szczerze mówiąc spodziewałam się, że tak może być, dlatego napisałam, że pytanie jest podchwytliwe :-) Tak naprawdę lansowałam się z bukietem maruny bezwonnej. Tymczasem rumianek jest znacznie mniejszą roślinką, a kwiatostany ma uformowane w tzw. koszyczki.
Balsamy Sanoflore wędrują do Anki D. Gratulacje!!!! Także dla wszystkich osób, które typowały marunę.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Wianki zostały rzucone ;-)
...a skoro wianki na wodę rzucone, to lato oficjalnie uważam za otwarte :-) Dziś przesilenie letnie. Ale poniższa fotka - z soboty.

piątek, 18 czerwca 2010
Hej ho, hej ho - odcinek nie pamiętam który
O, jakoś dawno nie było zestawu z cyklu "Morven idzie do pracy"? Naprawiam to skandaliczne zaniedbanie, bo jeszcze ktoś pomyśli, że na co dzień śmigam w wintydżowych sukienkach (niestety, nie mogę). Zdjęcia powstały wczoraj ok. 19 - po powrocie z korpo. Ot, taka dokumentacja dla potomnych ;-)

Tiszert - ciuchland, 5 zł
Torba - Zara, 99 zł
Wisior sowa - Promod, 29 zł
Baleriny - F&F, 39 zł
Spódnica - Zara, 29 zł
Marynara - Zara, 199 zł

niedziela, 13 czerwca 2010
A jednak wciąż vintage
Jakoś straciłam ostatnio serce do tego bloga, mimo wszystko. Moi czytelnicy chyba to wyczuwają, bo ogólnie panuje tu jakby mniejszy ruch niż zazwyczaj. Może dlatego, że zarówno przed założeniem bloga, jak i teraz, trzymałam się wciąż tego samego? Nie takie to dziwne, że się opatrzyło... Trendy i zmiany mijają mnie ze świstem, a ja uśmiecham się i wesoło macham im na pożegnanie. Nie pójdę za nimi. Zostanę przy swoich sukienkach z ciuchlandu. Bo są takie rzeczy, które się nie starzeją. A jeśli już, to z godnością :-)

Nawiasem mówiąc, ciuchlandy kochają mnie i na mój widok z radością odkrywają swoje mroczne zakamarki ;-) W ten sposób wydałam ostatnio 32 zł na torbę zawierającą łącznie osiem ciuchów. Na pewno będę je tu pokazywać.

Sukienka - ciuchland, 9 zł
Pasek - Topshop, 59 zł
Buty - H&M, 63 zł
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Leśne licho
Ufff, wróciłam... Przepraszam za nieobecność - tak skutecznie zapadłam w lasy, bagna i insze zarośla, że nie chciało mi się z nich nosa wychylać.

Początkowo miała to być kolejna krótka notka z dedykacją. A zatem - od zaległej dedykacji zacznę. Chciałabym zadedykować poniższe zdjęcia i przesłać najcieplejsze uściski wszystkim uczestnikom zlotu w Grotnikach koło Zgierza (zainteresowani wiedzą). Byłam zaskoczona, dowiadując się, ile osób ze środowiska, wydawałoby się, zupełnie niezainteresowanego ciuchami i modą, czytuje tego bloga. Jest mi bardzo miło. Jakoś tak się zresztą zwykle składa, że za każdym razem, kiedy mam wątpliwości co do sensu blogowania, jak spod ziemi wyrasta ktoś, kto mnie do tego sensu przekonuje.
Szczególnie serdecznie pozdrawiam uczestników moich warsztatów tanecznych. Pękam z dumy, że w ciągu 90 minut udało mi się aż tyle nauczyć, a nawet zaszczepić irlandofilskiego bakcyla w kilku osobach. Mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli kontynuować to, co zaczęliśmy :-)
Hm... a co poza tym? Poza tym jak widać:

Podczas kilku dni spędzonych poza Warszawą przypominałam sobie - nieśmiało i opornie - kim tak naprawdę jestem. I wyszło, że chyba wcale nie tą modnisią, chowającą smutki za fasadą uśmiechu. A w każdym razie nie tylko nią.
Tak, jak widać na fotkach, nosiłam się często we wczesnych latach studenckich. Łączenie długich spódnic z martensami było wtedy powszechne. Czy teraz tak jest, nie wiem. Powiedzmy, że to kolejna manifestacja "antymody". Poczułam się w tym zestawieniu zaskakująco dobrze - było tak bardzo moje, choć w starej spódnicy poleciała gumka (i trzeba było naprędce spinać i naprawiać), a martensom starły się noski. Lepiej by to wyglądało, gdybym ciągle nosiła długie włosy, jak 10 lat temu. No, ale jest jak jest :-) Parę lat więcej, parę kilo więcej, te sprawy... ;-)

A tu zbliżenie na torbę, kupioną w Galerii Qarat. Nie była tania, ale warto było. Pasuje do romantycznego imidżu leśnego licha, czyż nie? ;-)

Podróże przez roztoczańskie krzaki i bezdroża miały też sporo walorów edukacyjnych. Czy wiecie na przykład, co należy zrobić, gdy na środku szosy znajdzie się pisklę, i to na dodatek pisklę chronionego gatunku? Arim i ja tego nie wiedzieliśmy. Zamojskie ZOO (czyli najbliższa placówka, która ma cokolwiek wspólnego ze zwierzętami innymi niż pies, kot czy krowa) stanowczo odmówiło pomocy. Powiedziano nam przez telefon, że obowiązek zajęcia się zwierzęciem ma właściciel terenu. Fantastycznie, pomyśleliśmy, z całą pewnością Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad pomoże nam w nakarmieniu młodego dzięcioła, któremu nie wyszła pierwsza próba lotu. Zanim wpadliśmy na to, że należy zadzwonić do warszawskiego Ptasiego Azylu, dzięciołek przejechał z nami ok. 20 km. Następnie wykonaliśmy w tył zwrot i - zgodnie z instrukcją Pani z Azylu - wypuściliśmy malucha w bezpieczne zarośla w pobliżu miejsca, w którym go znaleźliśmy. Mam wielką nadzieję, że jego rodzice zdołali go namierzyć i zapach ludzi w niczym nie przeszkodził.
A oto dzięcioł we własnej uroczej osobie (w czułej dłoni Arima):

Arim rozszalał się z fotografowaniem. Plon kilkudniowej wyprawy jest spory, ale nie wszystko jeszcze przejrzeliśmy - na razie jest tylko tyle. No, ale liczy się jakość, nie ilość :-) Zdjęcia będą sukcesywnie wrzucane do portfolio na deviantarcie.

Spódnica - kupiona z 10 lat temu w jakimś india shopie
Torba - Galeria Qarat, 130 zł
Martensy - Allegro, 122 zł
T-shirt - Ciuchland, 5 zł
niedziela, 23 maja 2010
Sukienkomania
Dzień dobry, nazywam się Morven i jestem sukienkoholiczką :-) Akcja typu dzień spódnicy lub dzień sukienki ma u mnie miejsce właściwie bez przerwy, nawet w zimie. Zresztą zadałam sobie trud i policzyłam: na 85 notek z kategorii "stylizacje" aż 59 (czyli znakomita większość) to zestawy ze spódnicą lub sukienką w roli głównej. W mojej szafie ciągle są egzemplarze, których tu nie pokazałam - stay tuned ;-)

Sukienka - Kappahl, 150 zł (z ubiegłorocznej kolekcji Vintage Stories)
Buty - C&A, 15 euro
Torba - ciuchland, 18 zł

sobota, 22 maja 2010
Polecieli w kulki ;-)
Dzisiaj gościliśmy z Arimem na ślubie M&M's, czyli Małgosi i Michała. Po wariackim rajdzie przez wąskie uliczki warszawskiej starówki (oraz starannie omijając wiec wyborczy pewnego kandydata) udało się nam dojechać do Pałacu Ślubów na dwie minuty przed rozpoczęciem ceremonii. No, ale najważniejsze, że się udało. Młodej parze życzymy długich lat w szczęściu, zdrowiu i szczerej miłości!
Na tę okazję chciałam ubrać się po mojemu, czyli "wintydżowo", ale skromnie i elegancko. Poniższe zdjęcia zostały zrobione w drodze na wegetariańskie wesele. Pozdrawiamy wszystkich, których tam spotkaliśmy ;-)

Sukienka - Zara, 289 zł
Wisiorek - od Meadow, 20 zł
Kolczyki - też od Meadow, 30 zł
Torebka - A&E Vintage Store, 20 zł
Buty - zdobyte na swapie



wtorek, 18 maja 2010
FAQ - czyli najczęściej zadawane pytania
Wcześniej FAQ zamieściły Baglady i Aife (możliwe, że ktoś jeszcze - proszę o wybaczenie, jeśli coś przeoczyłam). Moja decyzja o wymyśleniu krótkiego zestawu pytań i odpowiedzi wynika z faktu, że ostatnio dostaję mnóstwo maili od osób piszących prace magisterskie i licencjackie na temat szafiarek. Po kilku rozmowach (bardzo sympatycznych zresztą) zauważyłam, że pytania się powtarzają. Dla ułatwienia napisałam więc kilka gotowych odpowiedzi, które można dowolnie wykorzystywać, jeśli ktoś ma ochotę. O kontakt proszę zatem tylko te osoby, które nie znalazły w poniższym zestawie odpowiedzi na swoje pytanie.

Kim jesteś?

Mam prawie 35 lat, z wykształcenia jestem dziennikarką, od kilku lat pracuję w szeroko pojętym sektorze projektów marketingowych. Mieszkam w Warszawie i uwielbiam to miasto. Pochodzę z Zamojszczyzny. W Zamościu wciąż mieszkają moi rodzice i siostra.

Dlaczego zostałaś szafiarką?

Wyłącznie dla zabawy. Zawsze lubiłam się stroić, dbałam o swój wygląd, starałam się wyrazić siebie poprzez dobór ubrań i dodatków. Dlatego kiedy pojawiły się w sieci pierwsze blogi na ten temat (Ryfki, Anio, nieistniejące już blogi Kajakowo i Pyzy), postanowiłam także spróbować. Bloguję od dwóch lat. Nie mam jednak ambicji trendsetterskich. Najważniejsze dla mnie to pozostać sobą. Jeśli kogoś inspiruję, bawię, poprawiam humor - świetnie. Jeśli nie - trudno, zapraszam na inne blogi. Jest ich pod dostatkiem. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Ile czasu zajmuje Ci blog?

Godzinę, czasami dwie godziny tygodniowo. Zamieszczam zazwyczaj jeden wpis w tygodniu, zdjęcia zwykle robię w weekendy. Na więcej nie mam czasu - pracuję na pełnym etacie, a po pracy robię wiele innych rzeczy (tańczę, uprawiam sporty, uczę się języków, piszę). Wstyd przyznać, ale więcej pracy przy blogu wykonuje mój mąż, a jednocześnie mój fotograf. To on robi fotki, a potem obrabia je w programach graficznych - poprawia światło, kontrast, nakłada efekty. Urody nie poprawia - jest, oględnie mówiąc, umiarkowanym zwolennikiem "fotoszopowania".

Co jest Twoją inspiracją? Czy masz jakieś ikony mody?

Nieustanną inspiracją jest życie. Czerpię pomysły z każdego dostępnego źródła - z obserwacji ulicy, blogów innych szafiarek, blogów o modzie, filmów, koncertów. Moda to szerokie pojęcie nieodłącznie związane z popkulturą, więc zdarza się, że ubieram się pod wpływem określonej muzyki. Ikon mody chyba za bardzo nie mam (bezmyślne kopiowanie od innych kończy się zresztą źle w moim przypadku, bo mam trochę nietypowe proporcje ciała), choć od lat nieustannie podobają mi się stylizacje wymyślone przez Patricię Field na potrzeby serialu "Seks w wielkim mieście". Od jakiegoś czasu lubię także styl Alexy Chung.

Czy czytujesz gazety modowe?

Rzadko. Kupuję, jak coś mnie szczególnie zainteresuje. Od jakiegoś czasu polskie gazety jakoś mnie nudzą, bo mam wrażenie, że w każdej jest to samo. Za to dzień, w którym znajomi przywożą mi angielskiego Vogue'a, jest świętem.

Czy jest coś, czego byś nigdy nie założyła?

Staram się nigdy nie mówić nigdy. Aktualnie odrzucają mnie buty z wąskim czubem, spodnie ogrodniczki i dżinsowy total look. Wciąż nieufnie podchodzę do zestawienia sandałów na obcasie i skarpetek. W ogóle absorbuję trendy bardzo powoli i ostrożnie.

Czy zauważyłaś jakiś pozytywny wpływ blogowania na swoje życie?

Zaczęłam ubierać się w sposób bardziej świadomy - uważniej niż kiedyś. Krytyka czytelników (która daje mi naprawdę sporo) pozwala mi spojrzeć na siebie trochę "z zewnątrz". Dzięki temu zyskałam umiejętność wybrania w sklepie nie tylko takich rzeczy, które mi się podobają, ale też takich, które podkreślą zalety mojego typu urody i sylwetki. Wciąż się tego uczę, zyskuję nowe doświadczenia - najczęściej zresztą metodą prób i błędów.
Dzięki obecności w internetowej społeczności szafiarek więcej wiem także o aktualnych trendach. Posiadanie bloga sprawia, że jestem zapraszana na imprezy modowe, pokazy nowych kolekcji. To miłe i rozszerza moje horyzonty. No i last, but not least - dzięki blogowaniu poznałam kilka osób, które umożliwiły mi pisanie do modowych gazet i serwisów.
W równie dużym stopniu blog wpłynął na życie mojego męża, który dzięki niemu zainteresował się fotografią - ma już w tej dziedzinie pierwsze sukcesy i publikacje prasowe.

A wpływ negatywny?

Mało jest stron negatywnych. Dostrzegam tylko jedną - bywa, że w komentarzach objawia się typowo polskie czepialstwo. Jako szafiarka wystawiam się na strzał, a z możliwości strzału korzystają czasem osoby sfrustrowane. Ludzie, którzy anonimowo wyżywają się na innych, budzą moją głęboką pogardę - nie odpowiadam na ich zaczepki, w ogóle nie mam ochoty z nimi rozmawiać. Efekty frustracji pojawiają się jednak rzadko - dominuje konstruktywna krytyka, za którą jestem wdzięczna. Oczywiście, żadna krytyka nie jest miła, ale, podobnie jak wizyta u dentysty, jest konieczna i pomocna.

Edit, 27.05: Dostrzegłam ostatnio jeszcze jedną "mroczną stronę" blogowania - mianowicie mam wrażenie, że stworzyłam jakiś swój publiczny wizerunek, moi czytelnicy się do niego przywiązali i stałam się do pewnego stopnia jego zakładniczką. Obawiam się nieporozumień z tym związanych. Boję się także, że osoby, które nie znają osobiście ani mnie, ani moich znajomych, ani mojego stylu życia, zbyt pochopnie ferują wyroki na temat moich strojów.

To jednak oczywiście - co podkreślam - drobiazg w porównaniu z ogromem pozytywów :-)

Czy możesz powiedzieć, że masz jakiś określony styl ubierania? Czy w trakcie prowadzenia bloga styl się zmieniał?

Nie jestem pewna, czy mam jakiś styl - jedyne, co w moim przypadku jest stałe, to zmiana. Lubię być ciągle kimś innym. Ubieram się stosownie do humoru i okazji. Kiedyś bardzo lubiłam styl retro, teraz mi przeszło. Boję się zestawów typu total retro look, bo nie chcę wyglądać jak własna babcia. Aktualnie stawiam na wyrafinowany minimalizm, ale niewiele jeszcze w tej dziedzinie pokazałam i dopiero kompletuję swoją minimalistyczną i monochromatyczną szafę, pozbywając się jednocześnie rzeczy retrowych (rzecz jasna z pewnymi wyjątkami).

Czy masz jakieś swoje ulubione zdjęcia spośród tych, które zamieściłaś na blogu?

Jestem zadowolona ze wszystkich, ale moje absolutnie ulubione zdjęcia można poznać po tym, że przeklejam je potem na swoje konto na modepassie.

Czy masz ulubioną część garderoby?

Buty. Mam ponad 50 par i kolekcja ciągle rośnie - nie umiem się im oprzeć. Ostatnio coraz częściej kupuję także spódnice i sukienki - zdecydowanie wolę je od spodni.

Czy często spotykasz się z innymi szafiarkami?

Rzadko, ale jeśli spotkania się zdarzą, są bardzo miłe. Najfajniej wspominam pierwszy, legendarny już zlot szafiarek, który miał miejsce 8 listopada 2008 r. Może dlatego, że było nas niewiele? A ja nie lubię tłoku.

Jakie blogi szafiarskie lubisz najbardziej?

Wszystkie te, które polecam w linkach po lewej stronie (są opisane jako "wybór subiektywny"). Od czasu do czasu zaglądam także na serwis Polskie Szafy i klikam na chybił trafił. Jeśli coś mi się spodoba, ląduje w linkach.

Czy uczestniczysz w konkursach na stylizacje?

Zdarza mi się, choć rzadko, bo nie lubię ubierać się na akord i dopasowywać do konkursowego tematu. Do tej pory pokazano mnie w Aktiviście i TVN. Wzięłam także udział w pokazie mody zorganizowanym przez serwis Lula.pl

Gdzie najczęściej kupujesz ubrania?

Wciąż w ciuchlandach, choć ostatnio coraz rzadziej, bo odkąd ciuchlandy zrobiły się popularne (nie bez zasługi szafiarek), jest tam niemożliwy tłok. (I w ogóle zatłoczenie sklepów stanowi dla mnie istotne kryterium). Oczywiście, często zaglądam do sieciówek, choć od jakiegoś czasu realizuję w praktyce hasło slow fashion - czyli zakupy rzadsze, ale przemyślane i droższe. Tęsknię do rzeczy dobrej jakości. Po okresie zachłyśnięcia się haemami czy innymi promodami przeżywam fascynację jakością szycia, materiału... Na szczęście Warszawa daje tu sporo możliwości. Butiki młodych projektantów wyrastają jak grzyby po deszczu, odbywają się także cykliczne kiermasze modowe.

Co planujesz kupić w najbliższym czasie?

Chleb i masło ;-) A serio, czaję się na szpilki Christiana Louboutina.

Czy zarabiasz na blogu?

Tak, zarabiam symboliczne kwoty dzięki zamieszczaniu reklam. Pieniądze te nie mają żadnego przełożenia na budżet domowy - raz są, raz ich nie ma. Nie stanowią stałego przypływu, więc traktuję je raczej jak kieszonkowe. Nie wiążę też z blogowaniem/modą przyszłości zawodowej. To tylko hobby. Jedno z wielu.

Czy masz jakieś zasady w stosunku do zamieszczanych na blogu treści reklamowych?

Tak, nie zamieszczam reklam papierosów, alkoholu, dopalaczy ani typowych tekstów sponsorowanych na jakikolwiek temat.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17